Niesamowitość

4 [47] 2014

11 | 09 | 2015

Niesamowite – wyzwalające

KU

Z ustaleniami autora Das Heilige dotyczącymi duchowego i antropologicznego wymiaru niesamowitości współbrzmią wglądy Heideggerowskiej „transcendentalnej analityki jestestwa”. Wedle autora Bycia i czasu nieswojość jest podstawowym, choć na co dzień zakrytym sposobem bycia-w-świecie. Samo jestestwo wzywa jako sumienie od podstaw tego bycia. Owo „coś mnie wzywa” to wyróżniony sposób mówienia jestestwa. Dopiero nastrojony przez trwogę zew umożliwia jestestwu projekcję samego siebie na swą najbardziej własną możność bycia. Dopiero egzystencjalnie rozumiany zew sumienia daje znać o tym, co wcześniej jedynie ogłosiliśmy jako tezę: nieswojość ściga jestestwo i zagraża jego zapominającej o sobie zatracie10.

Ów „nastrojony przez trwogę zew” będący jednym z wcieleń niesamowitego przywodzi jestestwo do przytomności, ukazując mu – nieświadomemu swoich poczynań – jego własną „ucieczkę” przed nim samym – zanurzenie czy też upadanie w Się oraz w „świat” ontologiczno-egzystencjalnie pojętego zatroskania – ucieczkę „przed nieswojością, która zwykle pozostaje zakryta ukrytą trwogą, jako że publiczny charakter Się tłumi wszelki brak zażyłości”11. Jest to zew troski, w którym objawia się sumienie wzywające jestestwo ku jego „najbardziej własnej możności bycia”, zew przemożny, bowiem „jestestwo u podstawy swego bycia jest troską”12. Tak więc – przekonuje Martin Heidegger –

nieswojość odsłania się właściwie w podstawowym położeniu trwogi, a jako najbardziej elementarna otwartość rzuconego jestestwa nieswojość stawia jego bycie-w-świecie wobec nicości świata, która je trwoży w trwodze o najbardziej własną możność bycia13.

Dopełnieniem owej „najbardziej własnej możności bycia” każdego z nas jest nasze „najbardziej własne bycie ku śmierci”, pojęte jako dorastanie do jej wezwania będącego także rzuconym „światowości” wyzwaniem, którego wszakże jednostka wiodąca naznaczoną zatroskaniem egzystencję zwykle nie podejmuje. Jeśli już, dzieje się tak najczęściej właśnie wskutek wyobcowującego spotkania z osobliwym. Gdy w oczy zajrzy wzbudzony przezeń strach lub zbliży się do nas lęk będący w istocie – jak pokazuje Heidegger – „upadłą w «świat», niewłaściwą i jako taką przed sobą samą skrytą trwogą”14 – radykalnie zmienia się postrzeganie rzeczywistości, przeorientowując się ku temu, co pierwotne i zarazem ostateczne.

Nic w tym dziwnego, bowiem – wedle analityka – powszednie bycie ku śmierci jest jako upadające ciągłą ucieczką przed nią. Bycie ku kresowi ma modus przeinaczającego, niewłaściwie rozumiejącego i przesłaniającego uchodzenia przed nim. Każdorazowo własne jestestwo umiera zawsze faktycznie, tzn. jest w byciu ku swemu kresowi, ale skrywa przed sobą owo factum przez to, że przemienia śmierć w występujący na co dzień przypadek śmierci innych, który daje nam jeszcze większą pewność, że nadal „się” przecież „żyje”. W upadającej ucieczce przed śmiercią powszedniość jestestwa potwierdza jednak, że również i samo Się zawsze jest już określone jako bycie ku śmierci – także wtedy, gdy nie porusza się ono wyraźnie w obszarze „myślenia o śmierci”. Także w przeciętnej powszedniości jestestwu chodzi / ciągle o tę najbardziej własną, bezwzględną i nieprześcignioną możność bycia, choć tylko w modus zatroskania o nienaprzykrzającą się obojętność wobec najbardziej skrajnej możliwości jego egzystencji15.

Tak więc wdzierające się w uporządkowaną codzienność, niepodległe niesamowite, wywołując pokrewne trwodze poczucie podszytej lękiem „dziwności istnienia”, stawia podmiot przed nim samym, trwoga bowiem

rzuca jestestwo z powrotem w to, o co się ono trwoży, w jego właściwą możność-bycia-w-świecie. Trwoga indywidualizuje jestestwo w jego najbardziej własne bycie-w-świecie, które jako rozumiejące z istoty projektuje się na możliwości. Dlatego wraz z „o co” / trwożenia się trwoga otwiera jestestwo jako bycie-możliwym, a mianowicie jako to, czym wyłącznie z siebie samego może ono jako zindywidualizowane być w zindywidualizowaniu. Trwoga ujawnia w jestestwie bycie ku jego najbardziej własnej możności bycia, tzn. bycie-wolnym ku wolności wybierania i uchwytywania-siebie-samego. Trwoga stawia jestestwo wobec jego bycia-wolnym ku… (propensio in…) właściwości jego bycia jako możliwości, którą ono zawsze już jest. […] Trwoga indywidualizuje i w ten sposób otwiera jestestwo jako „solus ipse16.

Zarazem, powiada Heidegger, „w trwodze jest nam «nieswojo». Znajduje tu wyraz swoista nieokreśloność tego, przy czym jestestwo w trwodze się znajduje: „nic” i „nigdzie”. Nieswojość (Unheimlichkeit) jednak oznacza przy tym także bycie-nie-w-swoim-domu (Nicht-zuhause-sein). […] Trwoga […] wyprowadza jestestwo na powrót z jego upadkowego zanurzenia w „świecie”. Powszednia zażyłość załamuje się. Jestestwo jest zindywidualizowane, ale właśnie jako bycie-w-świecie. Bycie-w przybiera egzystencjalny modus nie-w-swoim-domu. Niczego innego nie mamy na myśli, mówiąc o „nieswojości”17.


[10.] M. Heidegger, Bycie i czas, przeł. B. Baran, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 1994, s. 390.
[11.] Tamże, s. 272.
[12.] Tamże, s. 390.
[13.] Tamże, s. 388.
[14.] Tamże, s. 268.
[15.] Tamże, s. 357–358 [spacje, kursywa i inne osobliwości zachowane – K.K.].
[16.] Tamże, s. 266 [jw. – K.K.].
[17.] Tamże, s. 267.