Fot. T. Wiech. Copyright © T. Wiech. All rights reserved.

Krajobraz

2 [49] 2015

23 | 11 | 2015

My tu robimy awanturę, ale robimy piękny protest, a nie awanturę tak naprawdę (II)

 

DLR: Czyli faktycznie ty się eksponujesz w tym, nie jesteś tą osobą, która gdzieś z tyłu pociąga za sznurki.

CM: Nie, ja stoję na środku i dostaję wszystkie kubły wody na głowę. Mam jedną broń, absolutnie najlepszą, i w ogóle to jest cel tej akcji, że stoją za mną ludzie, którzy są ekspertami, absolutnie kompetentni. Których głos jest niesłyszalny, których prace naukowe, stworzone za ciężkie pieniądze, trafiają na półki w ministerstwach. A tu mogą porozmawiać z tymi normalnymi ludźmi i też mogą zostać usłyszani, ich teksty i wypowiedzi pojawiają się w mediach. Tak było przy każdej akcji. I o to chodzi. Nawet jeżeli nam nie wyjdzie do końca ten protest, to to nam zaowocuje gdzieś, kiedyś. Przy Warkoczach nad Białką było tak samo. My tu robimy awanturę, ale robimy piękny protest, a nie awanturę tak naprawdę. Ale przychodzą górale niespodziewanie i robią awanturę, że się rządzimy ich rzeką i że nie mamy prawa się tą rzeką rządzić. Z drugiej strony to jest totalna nieprawda, bo oni też mogą sobie może zrobić akcję, że jest super i trzeba wyregulować rzekę Białkę. Nad Białką doszło do takiego zdarzenia: jeden z mieszkańców w Krępach krzyczy na mnie, wtedy podchodzi do mnie z tyłu cichutko prof. Roman Żurek i mówi: Proszę pana, jakby dostał pan 400 tysięcy, to przeprowadziłby się pan na drugą stronę drogi? A on odpowiada: No pewnie. No to jak przeprowadzimy dziesięć domów, to będzie o wiele taniej niż regulacja Białki. I wylicza, ile będzie kosztowało wybudowanie 10 domów, a ile regulacja tej rzeki, zupełnie racjonalnie i spokojnie. A do tego podczas protestu pokazywana jest wystawa o dewastacji polskich rzek. Potem dzieje się coś niesamowitego, bo mieszkańcy dowiadują się, że ich sołtys nie powiedział im, że są plany przeciwpowodziowe dla Nowej Białej na budowę wałów nie przy samej wodzie, ale za lasem, podwyższenia drogi. RZGW przygotowuje plany przeciwpowodziowe, które będą chroniły wioskę, a nie niszczyły koryta rzeki. Do nich ta informacja nie dotarła. I zaczyna się dyskusja. I to jest ten protest, że grupa ludzi opowiada się za wartością, którą jest woda, za wartościami podstawowymi. Woda, dobro wspólne, rzeka, krajobraz. To wywołuje konflikt, bo zawsze jest jakaś lokalna grupa, która ma swoje interesy. W tym jednym przypadku mamy inwestora, który chce mieć zgodę na budowę osiedla czy parkingu, w drugim kogoś, kto sobie wybudował dom na terenie zalewowym. Wszyscy demokratycznie mają prawo wypowiedzieć się do mediów. Media nie są zmanipulowane, chcą znaleźć haka na każdego, tak samo na mnie, jak i na nich. Dla dziennikarza równie atrakcyjne jest pokazanie tego, że ja manipuluję i jestem niekompetentna, jak i tego, że sołtys gdzieś tam przegiął, dokładnie w taki sam sposób. Mamy zupełnie równe prawa w tej dyskusji. I ja uważam, że mam prawo wziąć udział w tej politycznej akcji, bo współtworzyłam lub wymyśliłam ten obraz, udzielam głosu ekspertom i osobom, które naprawdę mają głęboką wiedzę i warto, żeby zostały usłyszane.

KK: A jak skończyła się sprawa Białki? Czy ona nadal trwa? Bo Zakrzówek częściowo się udało ochronić, jak się wydaje.

CM: Z Zakrzówkiem jest tak: najpierw był sukces, bo miasto po raz pierwszy oznajmiło, że zmienia plany zagospodarowania przestrzennego, ograniczyli zapędy dewelopera. Późno się dowiedzieliśmy, że Zakrzówek był jakiś czas temu bardzo tani, że miasto Kraków miało prawo pierwokupu tych terenów w cenie chyba 7 milionów, tyle co jedna kamienica. Pojawiły się pewne sprawy, politycy liczyli, że może coś wyjść, zrobili jakby nowy plan, projekt. I po raz pierwszy urzędnicy miejscy poważnie potraktowali stowarzyszenie Zielony Zakrzówek i Mariusza Waszkiewicza, którzy byli zdyskredytowani przy pierwszych wojnach o Zakrzówek. Przyklejono im łatkę ekoterrorystów i oszołomów. Po tej akcji Modraszek Kolektyw zostali zaproszeni do udziału w dyskusji, co było bardzo dużą zmianą w mentalności i podejściu do dewelopera. Miasto nie robi już z nich ekooszołomów, stali się partnerami. No więc to była pierwsza wygrana na Zakrzówku. Później oczywiście dużo się wydarzyło, zmiany, o których nie wiedzieliśmy, znowu musieliśmy robić protest. Nowe studium i nowe plany uchwalone przez Biuro Planowania Przestrzennego Urzędu Miasta Krakowa dawały możliwość budowy na Zakrzówku kolejnym inwestorom. W 2014 okazało się, ze nowe studium nie ochroni Zakrzówka i że protesty nie mają sensu. Ale znowu coś się wydarzyło. Pojawiła się ta sprawa z gniewoszem, więc pojawiają się nowe ekspertyzy, debata o przestrzeni zielonej. Ale przede wszystkim po raz pierwszy w Krakowie rozpoczęła się dyskusja na temat wykupu terenów zielonych. Coś, co kilka lat wcześniej mówił do mnie właśnie Kazimierz Walasz przy 6 rzekach. Dużo się wtedy nauczyłam, jeśli chodzi o miasto, choćby tego, że w każdym normalnym kraju są budżety na wykupy terenów zielonych. Czemu nie wykupimy tego i tego? Wiesz ile jest na wykupy terenów zielonych? Dwa miliony. To jest nic! Ja tego nie rozumiałam wtedy, ja się uczyłam tego wszystkiego. Teraz po raz pierwszy słyszymy, że prezydent Jacek Majchrowski z wiceprezydent Elżbietą Koterbą mówią, że w budżecie będą pieniądze na wykupy terenów zielonych. Czyli zrobiliśmy nowy krok. Przy Modraszek Kolektyw pierwszym była walka o prawo do terenów zieleni dla wszystkich mieszkańców, tak naprawdę o prawo do jakości życia. Bez zieleni nie będziemy szczęśliwi, miasto to nie jest tylko kwestia zysków, mamy tutaj razem żyć i ma być nam tutaj razem dobrze. O to się upominaliśmy przy pierwszym Zakrzówku, a przy drugim zrobiliśmy po prostu fanpage „Ej, ludzie, wykupmy Zakrzówek!”. Było to bardzo prosto i bardzo głośno powiedziane. Jaki jest problem z Zakrzówkiem? No to, że jest prywatny. Ale to przecież wszystko można kupić – kupmy go i koniec! I przykłady takich sytuacji w  Polsce: Lasek Wolski został wykupiony dla miasta i dlatego mamy wielki piękny las i wszyscy mogą tam pojechać, bo po prostu jest państwowy. Tak samo stało się z częścią Tatr. Spojrzeć na górali, często podnoszą, że oni nie mogą sobie tam zarabiać i zrobić tyle wyciągów, ile by chcieli, bo jednak Tatry są dobrem wspólnym, po prostu zostały wykupione.

DLR: To jest bardzo dobre hasło – „Miasto to nie firma”, to się pojawiło chyba nawet przy pierwszym Zakrzówku. To jest również bardzo polityczne hasło.

CM: To nie jest nasze hasło, pożyczyliśmy je od anarchistów.

DLR: Jak wygląda anatomia protestu?

CM: Świetną sprawą jest to, że mamy prawo do zgromadzeń publicznych. Coraz więcej artystów będzie z tego korzystać w działaniach w przestrzeni publicznej. Jeśli chcesz zrobić cokolwiek w przestrzeni publicznej, sztukę, performance, to zazwyczaj masz bardzo duże problemy. Musisz pisać o zgodę do plastyka miasta, czekasz miesiąc na taką decyzję. Natomiast zgromadzenie publiczne możesz zarejestrować trzy dni wcześniej i nie musisz pytać o zgodę, tylko po prostu idziesz do urzędu miasta do konkretnego stolika, bierzesz formularz i go wypełniasz.

DLR: Co się dalej wydarzyło się z Białką?

CM: Warkocze Białki to była agora, forum, była edukacja, była rozmowa z dzieciakami z całej wsi. To było piękne. Profesor, dyrektor Bunkra, wędkarze, dzieciaki, takie spotkanie, które nigdy by się nie wydarzyło. I potem profesor przygotował raport wspólnie z innymi organizacjami ekologicznymi na temat tego, jakie są nieprawidłowości przy wydawaniu unijnych pieniędzy na regulację rzek, a zdjęcia z akcji Warkocze Białki były dowodem, że ekolodzy i naukowcy mają poparcie społeczne. I komisarz przyjechał, przekazali mu ten raport. Widziałam ten dokument – dane, tabelki, opisy, a na końcu piękne zdjęcia z Warkoczy Białki. Przekazali też kulę Warkoczy komisarzom. To był gest pokazujący, że jest poparcie społeczne, że oni nie siedzą sobie za biurkami sami, tylko że jest jakiś ruch, który to wspiera.