Ilustracje: Kacper Kępiński. Copyright © Małopolski Instytut Kultury. All rights reserved.

Architektura wspólnoty

4 [51] 2015

12 | 07 | 2016

My teraz gramy dość indywidualne role (II)

 

DLR: Chodzi o to, że pomagamy temu, kto nie zebrał jeszcze siana, bo idzie burza…

PN: Tak. Bo on mi kiedyś pomoże. To wszystko było racjonalne. Życie w tym zamkniętym świecie zmuszało ludzi, żeby być gotowym na bezinteresowność. Ona też opłacała się tak naprawdę całej lokalnej społeczności. MZ: Ale też była przestrzenią różnych nadużyć, to znaczy teraz jest lepiej: zapłacić i nie być dłużnikiem, tym dłużnikiem wiecznie niewypłacalnym, ponieważ te przysługi tworzą sieć zależności, z której nie jesteśmy się w stanie wysupłać.

PN: Ale jaki jest tego rezultat? Mamy niski kapitał społeczny, jeżeli już jest, to jest to familiaryzm, który powoduje, że tylko nepotyzm i układziki działają. Mamy teraz taką sytuację na wsi, że gdyby ktoś chciał wycenić jakąś usługę, to sprawdza w internecie, ile to kosztuje. Wycena wartości, co jest podstawą kapitału społecznego, chęci współpracy, zaufania do innych polegała na tym, że to ja byłem podmiotowy – decydowałem, ile kosztuje przywiezienie czegoś, użyczenie konia, to, co zrobiłem dla kogoś, pożyczyłem coś. Pozostajemy w relacjach instrumentalnych. Jeżeli będziemy tak krótkowzrocznie patrzeć, to jak mi braknie pieniędzy, to umrę z głodu, bo mi nikt nic nie da. Jesteś warty tyle, ile kasy mogę ci dać zarobić… A przecież jesteś warty tyle, ile ty mi możesz w życiu pomóc i na ile ja mogę być szczęśliwszy dzięki tobie. I to jest filozofia, w którą się wpakowaliśmy: w ten okrutny liberalizm i rynek, pojęcie rynku decyduje: o popycie, podaży, wpływa na kalkulację zysku. Weszliśmy w to myślenie we wszystkich relacjach społecznych.

DLR: A co ze wspólnotą protestu? Jak to wygląda na wsi?

PN: Są oczywiście protesty rolników, ale coraz częściej są to protesty branżowe albo celowe: producentów mleka, pszenicy, czy producentów wieprzowiny w związku z problemem dzików przenoszących chorobę afrykańskiego pomoru świń (ASF). Zdarzają się protesty całej wsi w związku z planowaną inwestycją, na przykład farmą wiatrową lub nową drogą.

DLR: Wracając do tej fizycznej przestrzeni: w jakich miejscach spotykamy się wspólnie? Dawniej to był kościół, dom ludowy, straż pożarna, cmentarz, urząd gminy. A dziś?

PN: Gmina jest najważniejsza, bo tu się załatwia ważne sprawy społeczne.

MZ: To jest całe otoczenie, ta gmina to jest raczej hasło. Tam są sklepy, tam jest fryzjer, o ile ktoś dalej nie jeździ, tam są takie rzeczy, które się załatwia w tak zwanym mieście. Ja myślę, że to jest tak przy okazji. Jest dużo przestrzeni, w której odbywają się te przypadkowe spotkania. Dyskont nie jest miejscem spotykania się. Ale to są takie równoległe przestrzenie, które współgrają, ponieważ tak zwana targowica, czy targ, to nie jest to samo, w tych miejscach kupuje się inne rzeczy.

PN: Ale też zauważyłem, że do targowicy ostatnio przyjeżdża dużo obcych ludzi. Kiedyś na jarmarkach wszyscy się znali, bo przyjeżdżali z okolicznych wiosek czy gmin. Gospodarze wymieniali opinie, a teraz obcy ludzie przyjeżdżają, innymi rzeczami się handluje. Interesujący jest na przykład obwoźny handel i kupowanie chleba. Urok kupowania chleba polega na tym, że kobiety przychodzą najczęściej na przystanek, dużo wcześniej zanim przyjedzie samochód z chlebem, żeby z sobą porozmawiać o tym, co się wydarzyło we wsi, po prostu poplotkować.

MZ: Są też domy ludowe, są zebrania, które ktoś animuje i zarządza i ściąga ludzi, to oczywiście zależy od skali miejscowości i od operatywności gospodarza.

DLR: A komunikacja? Bo tutaj też zaczęliśmy mówić o przemodelowaniu związanym z motoryzacją, ale to również kwestia, na przykład, dowozu dzieci – jak one się dostają do szkoły.

PN: Komunikacja bardzo się pogorszyła. Praktycznie nie istnieje skuteczna komunikacja na obszarach wiejskich; jeżeli jest, to małe busy, rzadko jeżdżące.

MZ: Tak. Na busy są skazani odmieńcy; ci, którzy z różnych powodów są społecznie upośledzeni, bo nie mają samochodu. I być młodym mężczyzną bez auta na wsi to tragedia. Busy – musi być jakiś dojazd dla starszych pań, które jadą do lekarza – i to się właściwie do tego sprowadza. Natomiast przystanki są wykorzystywane jako architektura, jako zadaszone miejsce na imprezy dla młodzieży i jej życia towarzyskiego.

DLR: Czyli nie ma alternatywy architektonicznej dla przystanków w małej wsi?

PN: Nie, jednak są. Myśmy dużo pieniędzy wydali z różnych unijnych projektów na odnowę takich obiektów jak świetlice wiejskie, remizy strażackie.

MZ: Wyremontowane domy ludowe. To już jest jednak mniej spontaniczne, bo zawsze musi być ktoś z kluczami i to najczęściej ktoś z instytucji… To nie jest miejsce otwarte dla wszystkich, nie przyjdziesz jak na przystanek.

PN: Brak atrakcyjności takiego miejsca jest związany z tym, że ktoś mnie kontroluje. Ja nie mogę pójść i się napić piwa czy tego jabola, bo to będzie zauważone.

MZ: Pamiętam, że już dziesięć lat temu, podczas badań, słyszałam wielokrotnie, że teraz się trzeba umawiać przez telefon na spotkanie. Gest spontanicznej wizyty zniknął. Dzisiaj trzeba się umówić, żeby zastać kogoś w domu. Często podczas badań przewija się spostrzeżenie, że przeszkadzają telewizory i to, że ludzie są zapracowani i nie interesują się innymi.

PN: Są też miejsca, w których się spotykają ludzie w związku z ich zainteresowaniami. Z dużym podziwem odkrywam grupy zajmujące się historią wyjątkowych miejsc czy ważnych wydarzeń, na przykład grupy rekonstrukcyjne. Spotykają się z sobą dorośli mieszkańcy, ale też coraz częściej młodzi, na przykład grający w zespołach muzycznych. Ostatnio bardzo popularne na wsi są gry zespołowe, dobrze funkcjonują kluby sportowe i wciąż dobrze się mają Ludowe Zespoły Sportowe. Niektóre gminy dzięki dobrej bazie sportowo‑rekreacyjnej organizują świetne turnieje sportowe.

MZ: A ja mam taki przykład niedaleko Krakowa, z Charsznicy, która wyspecjalizowała w uprawie kapusty i wójt tej gminy od lat kapustę propaguje. Tam się po prostu bardzo dużo pozmieniało, gmina musiała znaleźć nowy pomysł na siebie. Są dożynki kapuściane, jest wybór króla i królowej kapusty, jest muzeum kapusty. I dożynki są o tyle ciekawe, że jest duża koncentracja działań samorządu, takich festynowych, ale też oferty komercyjnej, agrochemicznej czy w ogóle strefy usług. Ciekawie jest obserwować, jak to się w przestrzeni rozkłada. To jest ważne święto dla mieszkańców, a dla przybyszów z miasta może to być nieczytelne; mogą na to patrzeć przez pryzmat wyłącznie nieakceptowanej przez siebie estetyki, a tam się ważna struktura wytworzyła.

DLR: Mamy zatem festyn i święto – pytanie jest jeszcze, na ile się zawiązują społeczności czy spółdzielnie. Słyszałam o rolnikach nad Sanem. Powstają oddolne ruchy, które próbują na przykład konstruować alternatywny sposób obiegu żywności.

PN: Nie wierzę w alternatywne sieci dystrybucji żywności. Za mało jest w Polsce konsumentów zainteresowanych czymś alter‑, antyglobalnym. Z moich badań i z innych znanych mi opracowań wynika, że wieś charakteryzuje się skrajnym pragmatyzmem i rynkowością. Badałem spółdzielczość w Polsce i zauważyłem dużą różnicę między starymi spółdzielniami, które żyją z dzierżawy majątku, najczęściej ziemi, magazynów lub pomieszczeń biurowych, a nowymi, najczęściej będącymi grupami producenckimi. Nowi spółdzielcy to przedsiębiorcy wykorzystujący idee spółdzielczości do maksymalizowania zysku na rynku. Nie interesują ich tradycyjne wartości związane z ruchem spółdzielczym, a jedynie instrumentalnie traktują tą formę zarządzania grupą producentów żywności. Cele „starych” i „nowych” spółdzielców są skupione przede wszystkim na osiągnięciu jak największego dochodu w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Są jeszcze na wsi spółdzielnie socjalne, które działają głównie w powiązaniu z unijnymi programami socjalnymi. Ich popularność jest związana z tym, że mogą liczyć na wsparcie z programów unijnych lub rządowych. W mojej ocenie rolnictwo teraz sprofesjonalizowało się w fatalnym kierunku, czyli amerykańskim, dążąc do tego uprzemysłowionego, korporacyjnego wręcz modelu.

MZ: Dlatego że stoi za tym system wartości, który przyjęliśmy jako społeczeństwo. Nie wiem, jakiego rodzaju wyłom musiałby się zdarzyć, żeby nas wytrącić z tej drogi, przejść w inne rejestry społeczne, inne wymiary społeczne, które, oczywiście, są możliwe, bo to się czasem dzieje na świecie.