Ilustracje: Kacper Kępiński. Copyright © Małopolski Instytut Kultury. All rights reserved.

Architektura wspólnoty

4 [51] 2015

12 | 07 | 2016

My teraz gramy dość indywidualne role (I)

 

z Piotrem Nowakiem i Magdaleną Zych rozmawiają Dorota Leśniak-Rychlak i Marta Karpińska


DOROTA LEŚNIAK‑RYCHLAK: Zastanówmy się na początek, jaki mamy obraz wsi w mieście i jak się on ma do tego, jak wieś postrzega siebie?

MAGDALENA ZYCH: Powiedzmy o filmach rolniczych, o obrazie wsi, który jest przetworzeniem wizji, jaką wieś chce pokazać miastu. Autorzy filmów mówili wprost, że impulsem do tworzenia ich na festiwal [Ogólnopolski Festiwal Krótkich Filmów Rolniczych „Kultywacja” zrealizowała Alicja Rogalska. Wzięli w nim udział m.in. Piotr Goncerzewicz, Mariusz Mikołajczyk, Michał Słomski, Marika Kunca, Paweł Snela – przyp. red.] było przełamywanie stereotypu wsi w mieście, gdy – zwłaszcza wtedy – Polska wkraczała do Unii. Ten obraz był ich zdaniem fałszywy i chcieli pokazać, że są nowe technologie, że wszyscy gospodarują nowocześnie. Obrazy szły w kierunku agroreklamy i miały w sobie przechył w drugą stronę: był to świat odrealniony i wyidealizowany… To były filmy glamour‑ogrodnicze; autorzy czasem łamali konwencję żartem, ale przede wszystkim pokazywali szerokie plany, wspaniałe maszyny – wręcz kult maszyn – nie było tam zbyt wiele o pracy; o tym, że to jest wysiłek.

PIOTR NOWAK: Myślę, że brakuje wspólnej przestrzeni komunikacyjnej pomiędzy tymi młodymi „rolnikami” a ludźmi spoza wsi, a właściwie spoza rolnictwa. Treści komunikatów zawartych w tych filmach były niedostępne dla większości ludzi, którzy je oglądali. Ludzie nieznający z doświadczenia pracy w polu nie potrafią dekodować tych obrazów zgodnie z intencjami autorów tych filmów. Przede wszystkim przestrzeń dla tych ludzi ze wsi, chłopaków, znaczyła chyba coś innego: to coś, co trzeba kultywować, to znaczy uprawiać, trzeba zarządzać tą przestrzenią, panować nad nią.

MZ: Te panoptyczne obrazy z dronów. Technologia wytrąca naturze oręż z rąk. Wyklucza zaistnienie niespodziewanego losu czy wątku, który destabilizuje pracę człowieka. Tutaj mamy wszystko uporządkowane.

PN: Ale też jakby produkuje przestrzeń: w zasadzie, jak rolnik jedzie taką maszyną, to tam o miedzy czy o nieużytkach nie ma mowy, bo tak ślicznie wygląda pole uprawione, do tego dochodzi precyzja. Rolnictwo precyzyjne, które wykorzystuje system nawigacji GPS, satelitarnie sterowane idealnie wszystko wykonuje. To zupełnie inaczej wygląda niż kiedyś, kiedy ten chłop, który szedł z koniem: ta bruzda taka trochę krzywa, z tym miejscem, które się omija, bo podmokłe, jakieś drzewo było – teraz w ogóle nie ma takich sytuacji. Jeżeli nie można wjechać maszyną, to nie uprawia się tego kawałka ziemi. Jest zupełnie inna przestrzeń właśnie dzięki maszynie, nowoczesnym technologiom i to jest poniekąd tryumf człowieka – pozorny, bo rolnicy w większości sobie nie zdają sprawy, jaki jest rezultat takich działań. Cała natura zostaje zredukowana do minimum, do instrumentu, dzięki któremu zdobywają pieniądze. Bioróżnorodność oczywiście najbardziej na tym cierpi, mechanizacja rolnictwa sprzyja monouprawom, a właściwie nawet je wymusza.

MZ: Myślę, że ważna jest kwestia języka, że nie ma jak rozmawiać z sobą, bo świat ludzi, którzy chcą jeść zdrową żywność wytwarzaną na mniejszą skalę, którzy są w tym paradygmacie nowoczesności na wsi, obie te grupy nie mają się jak spotkać, nie ma forum, na którym można byłoby rozmawiać. Wydaje mi się też, że język mówienia o wspólnocie czy mówienia o ziemi jest nasycony obiegowymi treściami, które bardzo blokują; nie mamy współczesnego sposobu mówienia o nas samych, pomijając pochodzenie albo właśnie je wykorzystując.

MARTA KARPIŃSKA: Powiedzmy trochę o przestrzeni wsi, już nawet nie wiejskiej, tylko dosłownie wsi, i o tym, jakie nastąpiły w niej przemiany. Co zaszło w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat, jak była organizowana tradycyjna przestrzeń wsi; jaki miała układ przestrzenny i, w konsekwencji, jak się organizowało życie wspólnoty, I o tym, jak jest teraz. To bardzo szerokie pytanie – z pewnością zmiana na wsi różnicuje geograficznie w obrębie Polski – ale spróbujmy może naszkicować szeroki obraz grubą kreską.

PN: Pierwsza rzecz to fakt, że przestrzeń wsi zaczęła się dzielić. Kiedyś była jednoznacznie związana z rolnictwem, cała podporządkowana produkcji: każdy kawałek ziemi był używany w jakiś sposób; był połączony z gospodarstwem. Nie chodzi o to, że on był użyty do produkcji, ale że pełnił jakąś rolę: miedza do pasienia krów, sad do owoców. Dzisiaj na wsi nie mamy rolnictwa. Przestrzeń wsi przestaje być już taka homogeniczna, są centra handlowe, najczęściej jakiś sklep, taki mniejszy, większy, obok ławki, coś wokół niego. Są magazyny czy część gospodarcza, która się też coraz mocniej koncentruje, jako że pełni funkcjonalną rolę: jak przyjadę czasem, to mogę załatwić wszystko: i urząd gminy, magazyny, sklepy, instytucje, które powinny istnieć w takiej miejscowości. Wieś się urbanizuje, upodabnia do miasta. A kiedyś coś należało do pana albo do konkretnego gospodarza, ewentualnie księdza. Były też własności gromadzkie, najczęściej błonia, na których pasano bydło. I to jest właśnie pierwsza zmiana, która się dokonuje, pojawia się coś nowego. Pojawiają się inne funkcje, jak usługi motoryzacyjne albo weselne, na przykład domy weselne, których tereny obejmują nawet parę hektarów. I to wzbudziło mój niepokój, bo właściwie ja sobie nieraz zadaję pytanie: gdzie trafiłem?

DLR: Myśli Pan, że ten niepokój jest podzielany przez mieszkańców? Jak oni to odbierają?

PN: Jak czasami pomieszkuję w różnych wsiach, to mam wrażenie, że ludzie są zadowoleni z centrum, ponieważ im bardzo ułatwia życie, że mogą tam wszystko sprawnie załatwić i nie zastanawiają się nad tym, że to się zmieniło… W mniejszych sołectwach zmiany tak szybko nie zachodzą, jak we wsiach, w których mieści się urząd gminy. Po pewnym czasie mieszkańcy większych wsi podkreślają, że w zasadzie to już nie jest normalna wieś, bo już są chodniki. Tak jak w mieście się zawsze chodziło; ścieżki rowerowe, nordic walking… Kto na wsi uprawia nordic walking? Gdyby odwołać się do wcześniejszego systemu wartości, to w zasadzie całą energię musiałeś poświęcić pracy; praca była wartością, która w największym stopniu wpływała na zajmowaną pozycję w społeczeństwie.

DLR: I też wpływała na fizyczny rozwój. A teraz, być może, to domy weselne pozycjonują cię w społeczeństwie w jakiś sposób?

PN: Ja bym powiedział, że jednak coś innego: kasa. Efektywność była inaczej rozumiana: to nie była kwestia posiadania pieniędzy, to było raczej wtórne, tylko czy jestem pracowity, gospodarny, czy od pokoleń legitymizuję swoim zachowaniem tę pozycję, która przynależy rodzinie. Teraz to się zmienia. Kiedyś ludzie na wsi definiowali swoje role przez pryzmat rodziny, a dzisiaj w coraz mniejszym stopniu rodzina decyduje o rolach, jakie gramy w społeczeństwie, tak jak gospodarstwo się oderwało od zasobów rodziny. My teraz gramy dość indywidualne role. Jeden jest starszy, drugi w gospodarstwie jest właścicielem, ktoś inny jest rolnikiem, a ktoś inny chodzi do szkoły i jego potrzeby nie są związane z potrzebami i możliwościami gospodarstwa. Kiedyś była autarkiczność i kompletność funkcjonalna w gospodarstwie i lokalnej społeczności. Produkcja, reprodukcja i konsumpcja. Dziś można powiedzieć: ja sobie wyjadę, dorobię za granicą przez trzy miesiące i będę niezależny od gospodarstwa. To powoduje istotne konsekwencje społeczne, polegające na tym, że wieś w coraz mniejszym zakresie może wpływać na moje zachowanie. Pojawiają się sale gier komputerowych. Różne zainteresowania, które kiedyś nie miały racji bytu, bo wszyscy byli przypisani do zawodu rolnika, podporządkowani czasowi, rytmowi pór roku. Współcześnie rodzina jest podobna do miejskiej. Moim zdaniem ci ludzie są zdezorientowani – w socjologii używamy pojęcia kompletności funkcjonalnej: tradycyjny system wartości, system społeczny gwarantował im poczucie stabilności, obejmował wszystkie sfery życia, rzeczywistość – religijna, społeczna czy ta ekonomiczna – to się zawierało w filozofii agrarnej. To zostało rozbite i właściwie – co chcę podkreślić, co nie jest w ogóle komentowane przez socjologów – gdybyśmy popatrzyli na samobójstwa, to, po pierwsze, odsetek samobójstw jest na wsi wyższy niż w mieście i w ostatnich latach wykazywał tendencję wzrostową. Można to uznać za wskaźnik anomii społecznej… Bardzo niepokojący jest fakt, że pięciokrotnie częściej samobójstwa popełniają mężczyźni niż kobiety. Przyczyną jest to, że właśnie kompletność funkcjonalna i pozycja społeczna mężczyzn została zachwiana. Co się wiąże z utratą tożsamości i godności.