Joanna Sowula. Copyright © Małopolski Instytut Kultury.

Mity modernizmu

3 [50] 2015

27 | 06 | 2016

Modernizm i kolonializm (II)

 

NADZIEJA UCIELEŚNIONA W MODERNIZMIE

Głównym argumentem za tym, by na nowo przemyśleć koncepcje modernizmu, są moim zdaniem jego ideały społeczne. Fakt, że konstrukt nowoczesności i modernizmu sugeruje zależność pomiędzy rzekomą wyższością Europejczyków a niższością wszystkich innych, nie oznacza zaprzeczenia wszystkich jego założeń. Trzeba dopuścić możliwość uwolnienia idei nowoczesności i modernizmu jako nienależących wyłącznie do Zachodu. Być może krytyce i dekonstrukcji należy poddać właśnie owo utożsamienie nowoczesności z Zachodem? Jeśli spojrzymy na architekturę nowoczesną czy zdekonstruujemy dyskurs modernistyczny, otwierając go na inne możliwości, to być może uda się uratować niektóre spośród ich obietnic.

W moim przekonaniu architektura to przede wszystkim projekt społeczny i idea społeczna. W mniejszym stopniu jest ona kwestią stylu, choć jako styl jest bardzo interesująca. Sednem architektury modernistycznej jest dla mnie jej program naprawy społecznej; pogląd, że architekci nie tylko zmieniają architekturę, ale poprzez architekturę dążą do zmiany świata i uczynienia go lepszym. Ideę tę streszcza tytuł publikacji Sigfrieda Giediona z 1929 roku, Befreites Wohnen12: architektura nowoczesna miała przynieść ludziom wolność i niezależność. Miała ich wyzwolić z ucisku i niedostatku. W miejsce zamknięcia w ciasnych, ciemnych pomieszczeniach architektura nowoczesna obiecywała otwarcie na świat, światło i powietrze, poprawę warunków życia ludzi. Program ten został przełożony na programowe manifesty i przejawy państwa opiekuńczego – i to dla mnie jest najistotniejszą częścią architektury modernistycznej, częścią zajmującą się mieszkaniami komunalnymi, budowaniem szkół i szpitali oraz tworzeniem infrastruktury, w rezultacie poprawiając warunki życia wielu ludzi. Podobne przesłanie znajdujemy też w książce Catherine Bauer zatytułowanej Modern Housing (1934)13, której autorka twierdzi, że architektura modernistyczna dostarcza ludziom lepszych warunków mieszkalnych, lepszej jakości otoczenia, lepszych urządzeń komunalnych i wszelkiego rodzaju infrastruktury. Modernizm, jakim widzi go Bauer i jakim widzę go ja, jest powiązany z ideą emancypacji społecznej i postępu społecznego.

Jeśli poważnie potraktować modernizm w wyżej przytoczonym sensie, to rzeczywiście jest on w pełni otwarty i uwolniony, dostępny do wykorzystania również w innych częściach świata. Argument, że idea wyższości Zachodu jest nieodłączna od modernizmu, wcale nie oznacza, że cała modernistyczna ideologia liberalizacji i emancypacji musi pozostać wyłączną własnością tych, którzy uważają się za lepszych. Modernistyczne osiągnięcia, takie jak Brasília czy Chandigarh, bywały krytykowane za brak odniesienia do wartości kulturowych i sposobu życia ludzi, dla których je zbudowano. Moim zdaniem, w obu przypadkach był to w pełni świadomy wybór, w pełni świadoma decyzja polityków, decydentów, którzy zaufali sławie modernizmu, licząc na to, że wyraża on te same aspiracje, które żywili wobec przyszłości swojego kraju. Nie mam wątpliwości, że tego rodzaju recepcja modernistycznych idei jest absolutnie uzasadniona i że jest częścią dialogu oraz wymiany wynikających z procesu modernizacji.

Przyjrzyjmy się bliżej zaprojektowanemu przez Lucia Costę centralnemu dworcowi autobusowemu w Brasílii – według mnie dziś najbardziej interesującemu miejscu brazylijskiej stolicy. Pierwotny plan przestrzenny Lucia Costy dla Brasílii wiąże się z tak zwanym projektem pilotażowym, obejmującym część miasta, która jest dziś chroniona jako obiekt dziedzictwa kulturowego. Począwszy od inauguracji, stolica rozrastała się dynamicznie – podobnie jak jej miasta -satelity, położone w pewnej odległości od centrum, które pozostało niezmienną ikoną brazylijskiej nowoczesności. Dworzec autobusowy to miejsce, w którym wszystko się łączy i spotyka; mieszkańcy miast -satelitów dojeżdżają do pracy; panuje tu zgiełk, a w tłumie można spotkać nie tylko urzędników służby państwowej i innych, ale także zwykłych mieszkańców miast -satelitów, pochodzących z bardzo różnych klas społecznych. Zgiełk i tłum dworca autobusowego to w moim przekonaniu ucieleśnienie nowoczesności miejsca, jakim jest Brasília – obecnej tutaj chyba nawet w większym natężeniu niż we wspaniałych modernistycznych budowlach tego miasta. Podobnie można powiedzieć w odniesieniu do Chandigarh. Miałam sposobność odwiedzić to miasto kilka lat temu; przybysz spotyka się tu z opowieściami (ze strony większości ludzi, nie tylko architektów i intelektualistów) o tym, jak słynny architekt je wybudował. Mieszkańcy są najwyraźniej dumni ze swojego miasta i dlatego uważam, że zupełnie nietrafne jest mniemanie, że miejscu takiemu jak Chandigarh brak indyjskiego charakteru, że jest ono obce czy że nie dostosowuje się do kontekstu. Wizyta tam wyraźnie dowodzi, że na przestrzeni jednego pokolenia ludzie zaczęli doświadczać tych miast jako swoich, własnych – nie jako czegoś cudzoziemskiego, narzuconego, obcego ich naturze. Modernizm rzeczywiście niesie z sobą zdolność do przeprowadzki; zdolność do pozbycia się – do pewnego stopnia – swych nazbyt łatwych skojarzeń z Zachodem.

Wydaje się słuszne, aby artykuł, który bada zastosowanie teorii postkolonialnej w architekturze, zakończyć pytaniami wartymi przemyślenia.

Czy przyjęcie modernistycznych zasad projektowania oznacza przyjęcie dominacji zachodniego dyskursu?

Moim zdaniem warto się nad tym zastanowić. Nie jestem pewna, czy potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Teoria postkolonialna i analiza Edwarda Saida nie pozostawiają wątpliwości, że w konwencjach naszych dyskursów przekonanie o wyższości jest mocno zakorzenione – tak bardzo stanowi część naszego myślenia, iż niełatwo jest od niego uciec. Możliwą drogą takiej ucieczki mogłoby być coś, co Jyoti Hosagrahar nazywa „rdzennymi” czy „lokalnymi nowoczesnościami” (ang. indigenous modernities). W swojej książce Indigenous Modernities. Negotiating Architecture and Urbanism14 [Nowoczesności lokalne. Godzenie architektury z urbanistyką] pisze ona na temat Delhi oraz lokalnych nowoczesności, których pojawianie się śledzi w Indiach, nie tylko w ostatnich latach, ale już od wieku XIX. Autorka twierdzi, że powinniśmy poddać dekonstrukcji przeciwstawienie tradycji i nowoczesności, ponieważ to przeciwstawienie zwykle kojarzy nowoczesność z Zachodem, a tradycję z tym, co niezachodnie. Jeśli przyjrzeć się dokładniej rzeczywistości miejskiej Delhi, zobaczymy, że wyraźne rozróżnienie nie istnieje. Nie ma klarownego podziału, który pozwoliłby na przypisanie pewnym zjawiskom kategorii wyraźnie nowoczesnych, a innym wyraźnie tradycyjnych. W prawdziwym, skomplikowanym życiu, które buduje nasze miasta, musimy się konfrontować z wieloma rzeczami i sprawami jednocześnie; tworzą one przeróżne alianse, powstają zjawiska silnie hybrydyczne. Konieczne – i bardzo interesujące – jest badanie tych zjawisk czy też bardzo określonych przejawów, specyficznych form nowoczesności – form, które nie są wcale tak silnie związane z obrazem Zachodu, jakim sobie go wyobrażamy, ale które są lokalnymi wersjami pragnienia nowoczesności, niekoniecznie podążającymi za dyktatem czy przykładem Zachodu.

Pozostaje do zadania jeszcze jedno pytanie, które jest uważane za centralne dla intelektualnych poszukiwań Edwarda Saida: „Jak poznać i jak respektować Innego?”.

mikolonializm4

Według Saida zdobywanie i pogłębianie wiedzy o innym, zrozumienie innego, badanie innego jest de facto bardzo bliskie pragnieniu podboju innego, kontrolowania go i manipulowania nim. Ambicja poznania i jednocześnie respektowania innego nie jest zatem łatwa ani prosta. Z pewnością dla badaczy i architektów z Zachodu sprawa warta jest zastanowienia. Dlaczego podróżujemy? Dlaczego zajmujemy się modernistycznymi budowlami i dzielnicami w innych częściach świata? Czy nadal powinniśmy utrzymywać – w kontekście na przykład przepisów konserwatorskich, praktyk i technologii – że praktyki zachodnie są wzorcowe, i że wszędzie należy się nimi kierować? A co ze „wspólnym dziedzictwem” bardzo wielu budowli kolonialnych? Musimy uważać, aby nie wpaść w neokolonialną pułapkę myślenia, nie zakładać, że kwestia konserwacji budynków modernistycznych jest dużo bardziej zaawansowana w Europie i Ameryce, i że w związku z tym możemy po prostu eksportować tę wiedzę do innych części świata i pozować na „ekspertów”, którzy są w stanie oszacować historyczną i architektoniczną wartość budynku niezależnie od kontekstu, w którym powstał. Równocześnie nie powinniśmy też deprecjonować naszej wiedzy jako niemającej żadnego zastosowania w innych częściach świata. Nie powinniśmy całkowicie dyskwalifikować siebie samych jako architektów, historyków czy intelektualistów. Co oznacza szanowanie, respektowanie innego? Gdzie szukać punktu równowagi, w którym pozostajemy krytycznymi i uczciwymi badaczami, jednocześnie respektując rzeczywistość innych miejsc i innych punktów widzenia?

„Jak poznać i zarazem respektować innego?” Szczególnie szacunek, interakcja, dialog kulturowy są trudne – utrudnione przez często niezaprzeczalny fakt nierówności, braku równowagi pod tak wieloma względami pomiędzy ludźmi uczestniczącymi w takiej interakcji. Brak ten pojawia się często – jako swego rodzaju trudność strukturalna – kiedy studenci czy eksperci z Europy czy Ameryki Północnej pracują nad architekturą i zabudową innych miejsc świata. Bardzo trudno pozbyć się postaw i stereotypów prymitywizmu czy egzotyki – lecz świadomość tej skazy w naszej formacji intelektualnej to zapewne pierwszy krok w kierunku, który wyznaczył Edward Said.

 

TŁUMACZENIE Z ANGIELSKIEGO: DOROTA WĄSIK

[12.] S. Giedion, Befreites Wohnen [1929], Frankfurt: Syndikat, 1985
[13.] C. Bauer, Modern Housing, Boston: Houghton Mifflin, 1934.
[14.] J. Hosagrahar, Indigenous Modernities. Negotiating Architec‑ ture and Urbanism, London: Routledge, 2004.

Tekst został po raz pierwszy opublikowany w „Docomomo Journal” no. 48: Modern Africa, Tropical Architecture. Dziękujemy Autorce za uprzejmą zgodę na publikację tekstu.