Zrównoważony rozwój

3 [42] 2013

14 | 11 | 2014

Metody rolnicze i małe chłopskie manie

Co się stało na polu mojej cioci, podobnie jak na naszym? Frez, nóż skrawający przymocowany do motokultywatora, rozdrabniając ziemię, uwolnił nasiona uwięzione w grudkach ziemi, których widły nie są w stanie kruszyć. Już pisałem, że rezultatem działania maszyny jest morze ziemi tak drobnej, że wygląda jak piasek. Tysiące nasionek zostało uwolnionych i uaktywnionych podczas rozdrabniania gleby. Na naszym polu, podobnie, setki korzeni castilleji zostały przełamane, każdy na więcej części, mnożąc w ten sposób najazd szkodnika. Po raz pierwszy zacząłem wątpić, czy mechanika istotnie stanowi panaceum na wszelkie trudy rolnika. Obraz mnie walecznego na siedzeniu traktora, zaczął się chwiać.

Odkąd jesteśmy na tej planecie, my ludzie staramy się uporządkować wszechświat. Dlatego budujemy ściany proste zamiast krzywych, dbamy o nasze domostwa, wymyśliliśmy matematykę, żeby uchwycić złożoność rzeczy. Dlatego chłop pragnie swojej tafli lśniącej ziemi, na której może zarysowywać rolnicze geometrie, które uspokoją jego duszę. Ten zewnętrzny porządek łata chaos, który ma w środku. W osiąganiu tego celu chwasty stanowią największą przeszkodę. Łudziliśmy się pewnego dnia, że walkę tę możemy wygrać z pomocą traktorów i chemii. Lata 50. Nazwali ją zieloną rewolucją, jakby chcieli zamaskować oszustwo, które miało z tego wyniknąć. Uprawa ziemi jest czynnością nieskończenie złożoną. W polu kukurydzy nie ma tylko roślin kukurydzy, jest cała Natura. Są setki gatunków roślin, owadów, bakterii, a nawet kilka małych gryzoni. Są większe kamienie chroniące mrowisko, jest żwir drenujący wodę w głębi. Jest życie i śmierć, jest to, co rośnie, i to, czego ubywa, czy inaczej – to, co się rozkłada. Dzisiaj rolnik nie wie już nic o własnej ziemi. Siedzi na swoim traktorze i nigdy nie wysiada, żeby zobaczyć z bliska, co się dzieje półtora metra pod jego tyłkiem. Przygląda się z oddali i wydaje mu się, że wyzwolił się z trudu, na który byli skazani jego przodkowie. Przygląda się z oddali i łudzi się, że wszystko kontroluje ze swojej kabiny sterowniczej. W spółdzielni mu mówią: obrabiaj ziemię tą maszyną, nawoź tym produktem, zasiewaj ten ulepszony gatunek, odchwaszczaj tą substancją, wreszcie zbierz. Potem powiedzą ci również, ile jest warta twoja praca. Złożoność Natury w jednym polu sprowadzona do pięciu, sześciu standardowych operacji. Kierując się tą samą pokrętną logiką, ja sam, wobec katastrofy zarastającej castilleji, powiedziałem Alvisemu: odwróćmy wszystko i zasiejmy od nowa. Ja też patrzyłem, nie widząc. Owego roku musieliśmy interweniować trzy razy, żeby ocalić roślinki kukurydzy od zabójczego uścisku pełzającego bluszczu. Cierpliwi. Schyleni nad ziemią. Powolni. Ufni. Przy drugiej interwencji zrozumiałem, że idea, której się uchwyciliśmy, nie była całkiem od rzeczy. Castilleja, której rozrost utrudniało nasze działanie, cofała się. Na jej miejscu pojawiały się inne chwasty, ale potencjalnie mniej szkodliwe dla kukurydzy. Każda roślina spożywcza ma swojego wroga. Kukurydza najlepiej je wszystkie znosi, ale od niej też nie możemy wymagać cudów. Postępował mlecz polny i widać było kilka wysp pokrzywy. Rośliny te można zaserwować, robiąc z nich sałatki, zupy lub dodając do smacznego ryżu. Torowała sobie drogę również koniczyna, roślina polepszająca grunt, stosowana od zawsze w płodozmianie. W październiku uzyskaliśmy skromne zbiory z tego skrawka ziemi. Trzy lub cztery wory kukurydzy. Ale mieliśmy też nową świadomość. Co by się stało, gdybyśmy za moją namową przewrócili wszystko i zasiali od nowa? Castilleja by się rozmnożyła, od stu do dziesięciu tysięcy, wdzięczna naszej głupocie. Co dzisiaj rośnie na tym polu? Przyjdźcie zobaczyć. Nie ma ani jednej gałązki pełzającego bluszczu. Koniczyna stopniowo postępuje, z naszą pomocą, odzyskując przewagę nad innymi chwastami.

Już znałem japońskiego rolnika filozofa Fukuokę i jego metodę zwaną „rolnictwem naturalnym”. Ciekawe lektury, ale zanim byłem w stanie je poważnie ocenić, musiałem uderzyć moją twardą głową o cienkie źdźbło pełzającego bluszczu. Masanobu Fukuoka proponuje metodę rolniczą opartą na naśladowaniu modelu naturalnego oraz na pracy „z”, zamiast pracy „przeciwko”. Fukuoka nie orał swoich pól ryżowych i jęczmiennych przez przeszło dwadzieścia pięć lat. Stosuje walkę biologiczną zamiast pestycydów i chemicznych środków odchwaszczających. Pozwala pająkom prosperować na jego posiadłości, żeby utrzymywały pod kontrolą inne szkodliwe owady. Wspiera stałe pokrycie koniczyną jako środkiem odstraszającym inne chwasty, ochroną przed podmyciem i sposobem na meliorację terenu. Na tym podkładzie uprawia ryż w sezonie letnim oraz jęczmień jesienią i zimą. Zasiewa, owinąwszy ziarna ryżu gliną, rozsypuje je bezpośrednio na powierzchni; nie wykonuje dziur ani bruzd. Fukuoka twierdzi, że w Naturze nasiona spadają na ziemię i kiełkują. Nie ma nasion na ziemi, które by nie były w stanie wyrosnąć w takich warunkach. A jego ziarna ryżu kiełkują naprawdę: zasiewa, rozrzucając je na pole jęczmienne jesienią; następnej wiosny, kiedy jęczmień zostanie zżęty i zabrany, ryż będzie miał przestrzeń i odpowiedni czas, by rosnąć. Tak samo z jęczmieniem.