Zrównoważony rozwój

3 [42] 2013

14 | 11 | 2014

Metody rolnicze i małe chłopskie manie

Na jedno lato powierzono mi kosiarkę. Jeden z tych modeli, które tworzyły historię rolniczych Włoch. Wystarczy o nim wspomnieć staremu pasterzowi krów, żeby na jego twarzy odmalowało się wzruszenie, skądinąd obce jego rysom. To były kosiarki! Zapłon na paliwo, a reszta na ropę, tak nazywano kiedyś w moich stronach olej opałowy. Żeby tę kosiarkę uruchomić, trzeba było trzydzieści razy pociągać sznurkiem. Za każdym razem wychodziło z niej sapanie, które natychmiast umierało. A ty się zastanawiałeś, czy silnik kiedykolwiek zechce wystartować. Potem strzał – następny i następny – uruchamiał obrót ostrzy. Jedno kaszlnięcie za drugim i siup kosić siano w czerwcowym żarze. Na skutek tych wibracji bolą cię kości przez całe dni. Niepewne trasy, wbrew prawom fizyki, na prawie pionowych zboczach. Potrzebne były mocne ręce, ale takich też już nie ma, jak niegdysiejszych maszyn. Z obawy, że nie uda się jej uruchomić znowu, zostawiało się ją burczącą na polu i uciekało się coś przegryźć. Maszyny z duszą, do pieszczenia i kochania.

Żeby bruzdować pole składające się z trawiastych grud niemających najmniejszej intencji poddania się, potrzebny jest pług. Przyjeżdżał więc traktorzysta z sąsiedniej wioski z ponad setką koni parowych, który ciężkim lemieszem „otwierał” ziemię. Reszta należała do mnie. To była jedna wielka jazda w górę i w dół po olbrzymich grudach, które podrzucały mnie, jak im się podobało. Byłem cienką gałązką latającą za oszalałym sapiącym motokultywatorem, kiedy ten próbował łapać grudę i wypluwać ją za sobą w rzekę ziemi. Strzał za strzałem trawiasty płaszcz stawał się płaską taflą przepięknej ziemi pod słońcem kwietnia. To pole, wreszcie poskromione i gotowe do siewu, tchnęło spokojem. Wchodziłem na wzgórze nad polem, siadałem i stamtąd cieszyłem się widokiem.

W tych samych dniach, albo inaczej: od zawsze Kobiety z Karnii wbijały swoje widły w ziemię. Możecie je podziwiać na roli przy każdej wsi, schylone nad glebą nagą i mocną. Zasługują na pomnik. Z tych skrawków ziemi, kochanych bardziej od samych mężów, żywiły pokolenia Włochów, kiedy mężczyźni byli daleko, na emigracji, w poszukiwaniu szczęścia. A ilekroć wracali, pragnienie było tak mocne, że dziewięć miesięcy później dochodziły jedne usta do karmienia. Wtedy Kobiety z Karnii poszerzały trochę pole z ziemniakami i siały kilka dziesiątków rządków kukurydzy więcej.

Dzisiaj Kobiety z Karnii są stare. Są wdowami po mężach, którzy nie wytrzymali starości tak długo jak one. I tak, w jakimkolwiek dniu kwietnia możecie zobaczyć spektakl tych staruszek schylonych na polach wokół wiosek. Są tak pochylone nie po to, żeby być bliżej ukochanej ziemi, lecz dlatego, że kręgosłup skrzywił im się od trudów całego życia. Wszystkie mają po siedemdziesiąt, osiemdziesiąt lat. Chustka na głowie i fartuch z tabakierką w kieszeni. Jedyne ustępstwo dla nałogu. Na nogach para zużytych butów, które widziały wiele wiosen.