Przemysłowe poprzemysłowe

1 [40] 2013

03 | 08 | 2015

Materia poprzemysłowa i poprzemysłowa społeczność

PJ: Poprzemysłowe są nie tylko obiekty, ale także społeczności. Jeżeli mieszkamy w Katowicach, to albo my, albo nasze rodziny, albo nasi sąsiedzi są społecznością poprzemysłową. To ludzie, którzy pracowali w kopalni, są emerytami górniczymi. Czy w procesie rewitalizacji myśli się o społeczności poprzemysłowej? Silesia City Center mogłoby stać wszędzie, obecność obiektów poprzemysłowych wydaje się na jej terenie przypadkowa. Użyto pewnego cytatu, umieszczając go w nowym kontekście. Czy w ideologii rewitalizacji uwzględnia się to, że jesteśmy społecznością poprzemysłową? Bo jeśli jesteśmy społecznością poprzemysłową, jesteśmy też de facto społecznością porzuconą przez przemysł. Podtekstem tego pytania jest działalność Fundacji Napraw Sobie Miasto, w ramach której razem ze Stowarzyszeniem Pomocy Wzajemnej Bona Fides pracujemy w Katowicach-Bogucicach i próbujemy animować społeczność lokalną, która zajmuje się parkiem Boguckim. Z tego, co mówią mieszkańcy Bogucic, widać jak na dłoni, że oni się czują społeczeństwem porzuconym. Kiedyś parkiem zajmowała się kopalnia, która wszystko urządzała. Zarząd patronacki był świetnie zorganizowany i społecznie wygodny. Nagle w ciągu piętnastu lat przestrzeń została porzucona; co prawda jest własnością gminy, ale patronacki model już nie działa. Jaki kontekst dla rewitalizacji wprowadza ta społeczność?

LJ: To jest społeczność absolutnie porzucona. Projektanci Muzeum Śląskiego nie planowali budowania więzi z otoczeniem, ale rewitalizacja społeczna ma być przeprowadzona na kolejnym etapie. Kiedy muzeum powstanie, zacznie być miejscem, do którego ta społeczność będzie przychodziła. Rzecz wymaga skomplikowanych działań, bo w chwili, gdy przemysłu zabrakło, przerwana została pewna ciągłość: społeczność została porzucona i wyzuta ze swojej tożsamości. Obecne pokolenie może o tę tożsamość jedynie dopytywać swoich rodziców lub dziadków, natomiast samo oddala się od zachowań i form życia społecznego, które przemysł generował. Eksperci niemieccy doradzają, byśmy ten zasób pamięci i wiedzy technicznej wykorzystywali, byśmy nie popełnili ich błędu i nie przeoczyli tego ważnego momentu. Dzisiaj w pobliżu Zollverein w Essen mieszkają społeczności, które są w tak nikłym stopniu związane pamięcią z miejscami, na których mieszkają, że powstała niemal całkowita dyskontynuacja. Mieszkańcy muszą się uczyć tej przestrzeni niemal od początku. Zorganizowano nawet akcję przeciw ponownemu uruchomieniu dzwonków kopalnianych, które przypominałyby o dziedzictwie niematerialnym tego miejsca; ludzie nie rozumieją już, jak istotną część życia stanowił taki sygnał. Rewitalizacja społeczna jest raczej postulatem teoretyków planowania, architektów, którzy posiadają pewną wiedzę; ludzie są pozostawieni sami sobie, bez szansy na wyartykułowanie swojej wrażliwości. Teraz jest ostatni dzwonek, aby ich pamięć zachować. Poprzez rewitalizację możemy sprawić, że te miejsca zyskają inną funkcję i znaczenie – zarówno dla społeczności porzuconych, jak i dla tych, którzy obecnie do nich napływają. Przy planowaniu rewitalizacji należy się zastanowić, co tym społecznościom można zaoferować. Dzisiaj rewitalizacja społeczna ogranicza się do stawiania tablic upamiętniających ludzi, którzy pracowali w danym zakładzie przemysłowym lub zginęli w nim przy pracy.

AS: Skoro to ma być dla nas przestrogą, może powinniśmy na pierwszy plan wysunąć rewitalizację społeczną tam, gdzie zakłady przemysłowe jeszcze funkcjonują? Od kilku lat słyszymy o planach zamknięcia kopalni Wieczorek, zamykana jest właśnie kopalnia Anna w Pszowie; może powinniśmy już teraz myśleć o ludziach z Nikiszowca i Pszowa, zastanawiając się nad alternatywą dla nich, a dopiero potem o budynkach?

LJ: Mamy ogromy potencjał społeczny, który powinien zostać wykorzystany teraz i od razu, ale to wiąże się z programami finansowania podobnych działań. Trzeba podjąć decyzję, że pewne miejsca zyskują rangę pomnika do zachowania czy utrwalenia. Pytanie, ile możemy zachować, jest pytaniem także politycznym. Trzeba dać szybką odpowiedź, wskazującą dwa–trzy miejsca do zachowania oraz kilka do konserwacji i decyzji w czasie późniejszym. Mówimy o dawnych peryferiach, a dzisiaj o centrach miast, które wykorzystujemy dla współczesnych potrzeb; tam, gdzie nie możemy tego zrobić, stwarzamy na podstawie dziedzictwa poprzemysłowego świadomość, że ono kiedyś będzie służyło, a dziś jest przekuwane w inne formy aktywności. Część obiektów musi zachować charakter archaiczny z punktu widzenia przestrzeni, a zyskać nowoczesne funkcje. Najgorszą sytuacją byłoby oczekiwanie, że uda się zachować wszystko; wtedy stracimy wszystko, nawet tych ludzi, którzy z miejscem są najbardziej związani – bo oni w takim układzie nie mieliby żadnych alternatyw. Na podstawie form pamięci miejsca oraz folkloru zawodowego można budować relacje z miejscem na nowo. Nie musi to oznaczać wielkiej przebudowy miejsc, tylko wykorzystanie przestrzeni zastanych. Nie powinniśmy myśleć o rewitalizacji z gatunku Zollverein, gdzie w jeden wielki kompleks przemysłowy wpisano wszystkie funkcje z wyjątkiem tych, które obiekty pełniły wcześniej.