Przemysłowe poprzemysłowe

1 [40] 2013

03 | 08 | 2015

Materia poprzemysłowa i poprzemysłowa społeczność

LJ: To powinni być fachowcy, mający jednocześnie odwagę powiedzieć, że ze względu na cechy produkcji, układu przestrzennego, walory historyczne, ratujemy na przykład określoną liczbę kopalń węgla kamiennego, natomiast nie zajmujemy się innymi zakładami, na których utrzymanie nas nie stać. Widziałem metodę skrajnie socjotechniczną, jaką zastosowano w Niemczech. Pozwolono tam niemal wszystko zachować, a dzisiaj, po piętnastu czy dwudziestu latach, powiedziano, że za zachowane koksownie, huty i kopalnie nie ma kto płacić. Ten rodzaj refleksji ekonomicznej nie jest u nas zbyt powszechny i nie będzie stanowił kryterium; w społeczeństwie niemieckim pytanie, kto ponosi odpowiedzialność ekonomiczną za to, co istnieje, jest bardzo ważne. W Zagłębiu Ruhry rozmaite fundacje borykają się z ogromnymi problemami i już dzisiaj z otrzymanych terenów wydzielają przestrzenie, których nie będą w stanie utrzymywać, i tu budynki będą wyburzane. Państwo zgadza się na to, żeby zachować tylko część, odmawia finansowania wszystkiego. Organizowane są bardzo spektakularne akcje wyburzania zabytków. Dokumentowanie jest kolejną ważną kwestią, która nam umyka. Jest ono istotne także wówczas, gdy nie zachowujemy wszystkiego. Śląskie Centrum Dziedzictwa Kulturowego w Katowicach czy istniejące inicjatywy turystyczno-marketingowe powinny, na różnych poziomach, zajmować się tworzeniem podobnej dokumentacji. Jestem zwolennikiem otwartej waloryzacji, opartej na wielowymiarowej matrycy, która brałaby pod uwagę w każdym z przypadków nie tylko technologie, ale także reprezentatywność określonych obiektów oraz ich rangę i znaczenie w procesie gospodarczym. Ważne jest też waloryzowanie pod kątem funkcji – i w tym wypadku powstaje pytanie, ile funkcji można dziedzictwu postindustrialnemu zaproponować. Moim zdaniem, niestety, ich liczba jest ograniczona; od obiektów sportowych (nie mamy wielu przykładów takiej rewitalizacji), przez lofty, aż po obiekty kultury. Życzę kreatywności wszystkim, którzy będą się tą kwestią zajmować, bo mam wrażenie, że katalog mocno się zawęża: także w dziedzinie kultury poza Nowymi Gliwicami przykładów nie mamy zbyt wielu. Rewitalizacja Szybu Wilson w Katowicach-Janowie ma charakter raczej społeczny niż materiałowy – próbuje się wykorzystać obiekt w określonym kontekście, bez wprowadzania w nim wielu zmian. Muzeum Śląskie będzie moim zdaniem wiodącym przykładem, bo także rewitalizacja kopalni Guido w Zabrzu polega na wejściu w przestrzeń postindustrialną i wykorzystaniu charakteru miejsca, a nie na nadaniu obiektowi zupełnie nowej funkcji. Również w dziedzinie funkcji handlowych nie jesteśmy mistrzami tematu, raczej ponosimy porażkę.

AS: Na przykład zabudowania po fabryce meblowej Marcina Robaka w Mysłowicach, niegdyś największego tego typu zakładu w regionie, zostały zaadaptowane na sklep wielkopowierzchniowy i poddane pastelozie.

LJ: Znanym przykładem jest Silesia City Center, gdzie coś z krajobrazu utrwalono. Na jakość rezultatów możemy narzekać, ale jeśli zastosować tu logikę zerojedynkową, trzeba stwierdzić, że coś ocalono. Znów odwołam się do Nowych Gliwic, gdzie nie zachowano szybu kopalnianego. Ja mogę się uzbroić w swoją wiedzę o miejscu, ale nie oczekuję od młodego pokolenia, że patrząc na kod zachowanej architektury, zrozumie, gdzie tu była cechownia – skoro zachowany kontekst tego nie zdradza. Także z uwagi na nowe funkcje waloryzacja powinna się wiązać z próbą opisania tego, co mamy, oraz zastanowienia się, do jakich współczesnych potrzeb chcemy danego obiektu użyć, do jakiej wrażliwości go dostosować. Jestem ostatnim, który by twierdził, że należy używać poindustrialnych obiektów wyłącznie do celów muzealnych.

AS: Czy samorządy stać na to, aby utrzymywać kolejne muzea?

LJ: Nikogo na to nie stać, nawet najbogatszych landów niemieckich. To prowadzi do pytania, czy możemy ofertą programową te miejsca ożywić. Brakuje nam w przestrzeni społecznej offstreamowych galerii, jakie można wynajmować i udostępniać ludziom, którzy nie mogą spotykać się gdzie indziej i tworzyć. Potrzebna jest przestrzeń dla przedsiębiorstw społecznych, które trafią do takich miejsc. Na początku musi być kapitał, którym jest rewitalizacja terenu, a potem bardzo świadoma polityka społeczna zmierzająca do tworzenia rodzaju sieci, w obrębie których ludzie mogą coś zdziałać. Wydaje mi się, że dziedzictwo postindustrialne wielokrotnie mogłoby na takie oczekiwania odpowiadać, o ile byłoby dobrze zarządzane. Najpierw stwierdzamy, jakie przedsiębiorstwa społeczne czy też formy aktywności społecznej mogą się w tych miejscach sprawdzić: szkoły tańca, rekreacja czy nawet wspólnoty religijne.

AS: Koła Gospodyń Miejskich.

LJ: Wszystkie! Zawsze zastanawiamy się, gdzie ludzie mają się spotykać; to są miejsca, w których mogliby to robić. O tym, co chcieliby robić, niech decydują sami; ważne, by obiekty mogły zostać wykorzystane. Nic gorszego niż założenie, że my, architekci, my, planiści, umieścimy w danym budynku określoną funkcję, a wy, użytkownicy, macie sobie z tym radzić. Po czym okazuje się, że jest za wysoko, strasznie zimno, dojazd też nie ten i brak miejsca na parking.