Partycypacja i partycypacja

2 [37] 2012

30 | 07 | 2015

Ludzie jako ludziki

Obraz użytkownika w teorii architektury

ŚWIADOMOŚĆ

Śledząc te dyskusje modernizmu z samym sobą oraz kolejne rozbudowane modele mieszkania i organizacji życia ludzi, zadajemy sobie pytanie o kres, granice zawodu architekta. Czy rozwiązaniem jest uczestnictwo mieszkańców w procesie projektowania – rozwiązanie, które powraca w architekturze od lat 60.? W wywiadzie ze słynnym socjologiem Paulem Chombartem de Lauwem Le Corbusier gwałtownie zaprzecza:

Brać pod uwagę to, co ma do powiedzenia rodzina? NIE, nie sądzę, by było to możliwe. Należy wymyślić, rozpoznać, a następnie ofiarować; zadać sobie pytanie, kto powinien tu zamieszkać […]. Należy zbudować, a następnie umieścić wewnątrz mieszkańców, potem zachodzi promieniowanie. Tak jest we wszystkich ludzkich działaniach […] polegają na eksperymentowaniu17.

Postawa Le Corbusiera jest charakterystyczna dla długiej tradycji budownictwa socjalnego, postrzeganego jako rodzaj paternalistycznego gestu udostępnienia szerokiemu odbiorcy dzieła, które go artystycznie nobilituje. Co ciekawe, to właśnie figura znanego architekta oraz fakt uznania jego dzieł za ważny element dziedzictwa stały się jednym z powodów utożsamienia mieszkańców z budynkami jego projektu. W Rezé decyzja o zamknięciu północnego skrzydła budynku, a wcześniej także likwidacja poczty i szkoły podstawowej na dachu spowodowały gwałtowne sprzeciwy mieszkańców, które zakończyły się okupacją przez nich bloku18. W sporze używano argumentów zaczerpniętych z dziedziny architektury:

Pewien architekt był naszym stałym doradcą – mówi jeden z mieszkańców w związku z okupacją północnego skrzydła – i wyjaśniał nam sprawy związane z architekturą, mówił o różnych technicznych kwestiach. Informował nas w sposób bardzo jasny i skuteczny. Okazało się to bardzo przydatne w naszych rozmowach z władzami. Wydaje mi się, że w tym czasie ten architekt odegrał kluczową rolę. To dzięki niemu zwróciliśmy się o pomoc do ekspertów. Nie wpadlibyśmy na to sami19.

W najbardziej znanych, ikonicznych realizacjach, których podstawą był proces uczestnictwa mieszkańców: w akademikach Wydziału Medycyny w Brukseli Luciena Krolla (realizacja: 1979−1982) i w osiedlu Byker Wall w Newcastle Ralpha Erskina (realizacja: 1968−1974), widzimy, że w procesie powstawania projektu architekt pozostał dyrygentem.

Studenci, połączeni w grupy o zmiennym składzie, brali udział w projektowaniu budynków razem z Krollem występującym w roli kapelmistrza. Przygotowując makietę całości, przesuwali kawałeczki gąbki. Gdy wybuchały nieporozumienia lub jedna grupa popadała w dogmatyzm i upór, Kroll reorganizował zespół tak, by wszyscy mogli się zapoznać z wszystkimi problemami, aż pojawiło się możliwe rozwiązanie. „[…] Nie wierzę, że uczestnicy mogą wyłonić z siebie spontaniczne zespoły […] animator jest niezbędny”, niech tylko pamięta, że architektura ma być tworzona nie dla, ale w imieniu mieszkańców”20.

Powstały bardzo interesujące zespoły budynków – oparte skądinąd na znanym schemacie: konstrukcja nośna i zindywidualizowane, jednostkowe komórki. Dyskusja i polemiki, jakie wywołały, dotyczyły zresztą głównie problemów plastycznych – braku wizualnego uporządkowania, nadmiaru form i kolorów.

Czy architekt może być kimś więcej niż twórcą plastycznej formy, z wpisanymi w nią, założonymi funkcjami – czyli, w najlepszym wypadku: znakomitej plastycznej formy? Czy jego relacja z użytkownikiem może być czymś więcej niż gestem przyjaźni twórcy z odbiorcą jego dzieła? Wydaje się, że podstawowym ograniczeniem architektury jest fakt, iż stan przestrzeni nie decyduje w znaczący sposób o jej społecznej formule. Proces zamieszkiwania, tworzenia społeczności nie ma determinującego związku z wyglądem budynków, ani nawet ze stanem przestrzeni publicznej. Wiemy już, że społeczeństwa nie da się zaprojektować, używając jedynie środków wyrazu, którymi dysponuje architektura: budynku, zespołu budynków, a nawet całego miasta. Istnieją bardzo zaniedbane przestrzenie, w których ludziom dobrze się mieszka, oraz bardzo starannie urządzone, w których użytkownicy nie potrafią się odnaleźć. Myślę, że rola architekta ukształtowana przez tradycję uprawiania tego zawodu w kulturze europejskiej (zwłaszcza postoświeceniowej) – czyli rola artysty arbitralnie podejmującego się tworzenia modeli estetycznych i społecznych – nie jest jedyną drogą współczesnej architektury. Można sobie wyobrazić architekturę tworzoną zupełnie bez udziału architektów bądź też architekturę, w której rola projektanta będzie dotyczyła właśnie samych rozwiązań plastycznych – ważnych, ale nie decydujących o funkcjach społecznych. Uczestnictwo użytkowników byłoby w takim wypadku czymś więcej niż zaproszeniem do wspólnego projektowania przestrzeni. Zamiast zastanawiać się, czy uczestnictwo użytkowników powinno być elementem projektowania, trzeba uczynić z projektowania jeden z elementów szeroko rozumianego uczestnictwa.


[17.] Wywiad Le Corbusiera z P.H. Chombartem de Lauwem, Famille et habitation: Sciences humaines et conceptions d’habitation,  Paris: CNRS, 1967, s. 200 (cyt za: D. Sylvette i in., Habiter Le Corbusier. Pratiques sociales et théorie architecturale, Rennes: PUR, 2006, s. 252).
[18.] Pewnej nocy mieszkańcy wybudowali przed siedzibą merostwa mur symbolicznie dzielący budynek władz na dwie części, chcąc zaprotestować przeciw dzieleniu budynku jednostki.
[19.] Tamże, s. 10.
[20.] Cyt za: R. Górski, Anarchitektura, „A-tak” 2002, nr 6, s. 10 (autor przytacza wypowiedzi architekta z artykułu opublikowanego w „Die Softzone”).