Planowanie

1 [56] 2017

15 | 04 | 2017

Lepiej sprawdzić, czy ten system jest wydolny

DLR: Tutaj jest jeszcze kwestia radzenia sobie z tym, co się wydarzyło – na przykład galerie handlowe, przedmieścia, zamknięte osiedla. Co z tym można zrobić z punktu widzenia architekta miasta? To też pytanie o planowanie zieleni, infrastruktury edukacyjnej i społecznej.

MH: Widzę przyszłość w jasnych barwach, ale najpierw musimy sobie poradzić z tym, co już się wydarzyło. Grodzone osiedla, wielkie galerie handlowe, zabudowane kliny zieleni… W myśleniu o tych problemach dużo mi dała rozmowa z architektką Berlina. To były pierwsze tygodnie mojej pracy i pewna dezorientacja – w co tu ręce włożyć. Przejmowałam się każdym przedsięwzięciem. Regula Lüscher jest już bardzo doświadczona – pracowała najpierw jako architekt miasta w Zurichu, potem, już od wielu lat w Berlinie. I ona bardzo spokojnie zwróciła mi uwagę, żeby nie koncentrować się na każdym problemie. Trzeba znaleźć te kluczowe i te rozwiązać. Nie zapobiegnę każdej zabudowie klina. Lepiej sprawdzić, czy ten system jest wydolny, jak działa po tylu zmianach, co najbardziej przeszkadza, a co jeszcze można uratować. Ostatecznie jeśli jedna inwestycja mi umknie, ale utrzymam 80 procent sprawności systemu, to ma to dla miasta większy sens.

DLR: Mowimy o twardej rzeczywistości, ale rozumiem, że działając, musisz mieć określony plan i wizję dobrego miasta. Jaka ona jest?

MH: Obejmując nadzór nad działaniami architektonicznymi i przestrzennymi w Warszawie, miałam to szczęście (albo pecha), że weszłam w tryby w momencie, w którym wrze praca nad nową strategią miasta, obecne studium ma dziesięć lat i duża jego część jest już nieaktualna, ale planów miejscowych jest wciąż za mało. Pracując równolegle na tak różnych skalach, musimy więc przyjąć wspólne priorytetowe zasady. Na pewno stawiamy na miasto zwarte, intensywnie rozwijające się w obszarach już zurbanizowanych, przy maksymalnej ochronie obszarów cennych przyrodniczo. Priorytet dla transportu zbiorowego, nawet kosztem wygody dla kierowców indywidualnych. To wszystko z myślą o przyszłych pokoleniach, których jakość życia jest zagrożona przez gęstniejący smog. Kolejna ważna sprawa – wielofunkcyjność. Ważne, by pamiętać, że różnorodność kryje się nie tylko w różnorodności funkcji (handel, usługi, mieszkania), ale też w ich wielkości. We współczesnym mieście musimy mieć dostęp do zróżnicowanej oferty mieszkań, sklepów – wielkich, mniejszych i targowisk, musimy dbać o możliwość rozwoju wielkich, średnich, ale i małych przedsiębiorstw. No i przestrzeń publiczna – miejsce styku wszystkich funkcji, gdzie mogą się spotkać wszyscy mieszkańcy i użytkownicy miasta bez względu na status materialny czy wiek.

DLR: Plan na plan. Partycypacja w planowaniu miejscowym – publikacja wydana przez miasto i stowarzyszenie Odblokuj, czyli zestaw konkretnych narzędzi dla uczestnictwa mieszkańcow w planowaniu – jakie to narzędzia? I w jakiej skali mogą być stosowane?

MH: Plan na plan to publikacja podsumowująca nasze doświadczenia – jeszcze w ramach aktywności pozarządowych, ale we współpracy z miastem – w zakresie uczestniczenia mieszkańców w procesach planistycznych. W Warszawie udało nam się dotąd wdrożyć działania pilotażowe angażujące odbiorców w przygotowanie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. To były akcje modelowe – w najbardziej udanym przypadku od samego początku: wszczęcia procedury planistycznej, przez pełną informację dla mieszkańców w formie publikacji dostarczanych do skrzynek pocztowych i zamieszczanych w lokalnej prasie, przez spacery badawcze, spotkania z projektantami i ekspertami, po mobilny pawilon z wariantowym projektem planu miejscowego w formie makiety. Nie obyło się też bez porażek. W planach, przy których narzędzia partycypacji zostały uruchomione na ostatnim etapie, doszło raczej do eskalacji napięć niż mediacji. To nas wiele nauczyło. Wiemy już, że najważniejszym działaniem jest samo informowanie. Ludzie nie rozumieją, o co chodzi w planowaniu miejscowym i protestują często z zasady – dając wyraz niezadowolenia z pominięcia w procesie. Pracujemy teraz nad wdrożeniem działań partycypacyjnych do wszystkich planów. Nie zawsze takich samych, bo dostosowanych do typologii planu, ale, co ważne, systemowych i spójnych.

DLR: Mowi się dużo o tym, że ograniczeniem partycypacji jest fragmentaryzacja. Pojawiają się też liczne głosy, że często służy legitymizacji niepopularnych działań władzy. Jak można uniknąć ograniczeń i zagrożeń?

MH: Właśnie fragmentaryzacji staramy się zapobiegać, włączając ogólne standardy. Punktowe działania są potrzebne szczególnie w fazie przygotowawczej. Lepiej poznać słabe strony swoich pomysłów w mniejszej skali. Ale skuteczność zapewniają tylko działania konsekwentne, w których liczy się cały proces, a nie jednorazowe, nawet spektakularne, konsultacje. No i najważniejsze – wyniki partycypacji trzeba skutecznie wdrażać. Nie ma nic bardziej demotywującego niż dobre konsultacje, które nie kończą się realizacją. Nie warto podchodzić do konsultacji bez zapewnienia możliwości wdrożenia wyników. A jeśli już do czegoś takiego dojdzie, trzeba szczerze wyjaśnić przyczyny. Stracone zaufanie trudno odzyskać.