Ilustracja: archiwum autora. All rights reserved.

Architektura wspólnoty

4 [51] 2015

12 | 07 | 2016

Laboratoria regeneracji miasta i terytorium (I)

 

Tylko dwadzieścia lat wcześniej Charles Fourier stworzył swoją utopię „nowego świata przemysłu”, w którym wyobrażał sobie społeczeństwo składające się z idealnych wspólnot zamieszkujących wiejskie rezydencje, o gospodarce bazującej wyłącznie na rolnictwie i przemyśle lekkim. Fourier zawdzięcza swoją popularność idei kolektywnego zamieszkiwania, falansterowi, który w istocie jest zaledwie końcowym etapem znacznie bardziej złożonej refleksji, dzielącej ludzką historię na siedem epok o postępującym stopniu doskonałości społecznej. Schemat falansteru był oparty na centralnym założeniu przypominającym pałac w typie entre cour et jardin, którego centralna część pełniła funkcje publiczne, a w skrzydłach mieściły się pracownie. Siódma epoka, epoka falansterów, jako najbardziej rozwinięta, jest epoką „harmonii uniwersalnej”. Najbardziej brzemienna w skutki, najbardziej owocna dla dyscypliny była jednak szósta epoka, w której panuje drobiazgowy porządek. Miasto, jakie Fourier opisuje w związku z tą epoką, jest ośrodkiem o planie ściśle uregulowanym za pomocą stref – porządkujących miasto w koncentryczne kręgi, oddzielone jeden od drugiego szerokimi pasmami zieleni i przeznaczone kolejno dla najważniejszych instytucji, dla fabryk i dla rezydencji – ze ściśle określonymi normami zdrowotnymi. Ujęcie to, dokładne i organiczne, które – abstrahując od utopii – aspiruje do znacznie ambitniejszego celu, jakim jest reorganizacja całego krajobrazu miejskiego i wiejskiego, będzie stanowiło podstawę dla narodzin nowego industrialnego miasta XX wieku.

Z wyjątkiem przypadku cité industrielle (miasta przemysłowego), które Tony Garnier wyobraził sobie w 1904 roku i które stanowi rodzaj łącznika między XIX-wiecznymi manifestami reformy społecznej a nową racjonalną dzielnicą XX wieku, następne doświadczenia, choć nie noszą już znamion utopii, realizują jednak niektóre kluczowe zasady tamtych wizji i zapoczątkowują to, co Bernardo Secchi nazwał „moralizacją” wielkiego miasta3. Ruch Garden Cities, zapoczątkowany przez słynny esej Ebenezera Howarda Tomorrow: A Peaceful Path to Real Reform, usiłował zatamować miejską ekspansję za pomocą nowego przestrzennego porządku, opartego na zasadzie decentralizacji. Idea polegała na łączeniu zalet życia w mieście ze zdrowym życiem na wsi, przenosząc mieszkańców z przeludnionych metropolii do nowych, mniejszych jednostek, z których dojeżdża się do pracy do miasta centralnego. Zarządzanie terytorium opiera się na podziale na dzielnice lub neighbourhoods, niepodzielna własność gruntu należy do spółki społeczności, która wydzierżawia obszary na czas określony i przewiduje obecność gminnych spółdzielni. Nowatorstwo i nowoczesność miasta‑ogrodu polegają nie tyle na schemacie autonomicznego osiedla czy też powtarzalności modelu na szeroką skalę, choć to ten właśnie element zadecydował o jego niezwykłej popularności, ile na połączeniu procedur założenia i zarządzania tak pomyślanych, by pozbawić inicjatywę logiki zysku i zapewnić wspólną kontrolę nad różnymi etapami jej realizacji.

XIX-wiecznym utopiom należy się za to chwała, późniejsza urbanistyka utraciła ów dystans do kwestii społecznych, który cechował tamte wizje, póki pozostawały w gestii władzy absolutnej4. Utopijne „miasta idealne” stają się wspólnotami idealnymi, w wielu wypadkach wprowadzając naukowe podejście do definiowania standardów I wyposażeń potrzebnych dla nowych osiedli. Ruch miast‑ogrodów realistyczniej zaspokaja owe potrzeby w obrębie terytorium, wprowadza miejską decentralizację i w ramach tej nowej praktyki zarządzania terytorium kształtuje komponent spółdzielczy oraz poczucie przynależności do zbiorowości zakorzenionej w bardzo konkretnym miejscu. Poczucie to popadło w zapomnienie na skutek gwałtownego i niekontrolowanego wzrostu i wynikającej stąd degradacji.

CLARENCE PERRY I FORMALIZACJA JEDNOSTKI SĄSIEDZKIEJ

Formalna kanonizacja owego elementarnego modułu, który sam autor nazwie jednostką sąsiedzką (neighbourhood unit) i który zachwyci urbanistów XX wieku, jest owocem badawczych poszukiwań Clarence’a Perry’ego podczas jego współpracy przy sporządzaniu planu zagospodarowania przestrzennego Nowego Jorku w roku 1929. Studium Perry’ego5 określa strukturę i organizację stanowiące o jednostce sąsiedzkiej, podaje niektóre jej wymiary, lecz nie zawiera precyzyjnych standardów, gdyż propozycja w założeniu nie była pomyślana jako projekt przeznaczony do bezpośredniej realizacji, lecz – po raz kolejny – jako wytyczna oraz teoretyczna podstawa, na której należy dopiero oprzeć przyszły plan. Najciekawszym elementem jest studium socjologiczne – solidny fundament, na którym zostanie następnie wypracowana ściśle planistyczna wytyczna. Perry opracował profil wspólnoty mającej zamieszkać w jednostce w taki sposób, by zaznaczyć nie tylko jej fizyczne granice, lecz przede wszystkim namacalny, choć niematerialny, charakter odróżniający każdą jednostkę od sąsiednich. Nie znaczy to oczywiście, że miał się tu pojawiać jakiś antagonizm lub brak komunikacji, lecz że powinien powstać symbiotyczny system tworzący wielkomiejskie dynamiki. W systemie tym sąsiedztwo jest częścią mechanizmu, ba! – jest jak żywy organizm, w którym każda część pełni swoją funkcję.

Clarence Perry, schemat jednostki sąsiedzkiej

KRAJE SOCJALISTYCZNE I MIKRORAJON

Ta idea miasta, a następnie, przez rozszerzenie, całego terytorium, odniesie olbrzymi sukces szczególnie w Europie, gdzie skomplikuje się dodatkowo, stając się podstawą dla nowego modelu zarządzania opartego na szerokiej wolności działania na poziomie dzielnicy lub gminy oraz na zarządzaniu „federalnym” na poziomie ponadlokalnym, z planami strefowymi o imponującej skali, specjalnie pomyślanymi po to, by sprzyjać związkom między wszystkimi komórkami tworzącymi organizm terytorialny. Model doskonale nadawał się do wspierania propozycji funkcjonalistycznej urbanistyki wysuniętej na przykład przez Kartę Ateńską. Uwiarygodniony wartością zbiorowego doświadczenia, ale z pewnym przesunięciem w stronę dystopii, w okresie międzywojennym odniósł wielki sukces także w ustrojach totalitarnych ze względu na drzemiący w nim potencjał kontroli społecznej.

Najdalej idące eksperymenty, wykorzystujące możliwości nowego przemysłu budowlanego i dążące do stworzenia przestrzeni tak doskonale zorganizowanej, by mogła w niej zamieszkać nowa wspólnota i opiewać ducha zbiorowości, są podejmowane oczywiście w młodym Związku Radzieckim, który w latach 20. jest bulgocącą pracownią artystycznego i społecznego nowatorstwa. Rzecz jasna za takim zaangażowaniem kryje się nie tylko intencja utworzenia i zademonstrowania nowej przestrzeni i architektury miejskiej, które byłyby manifestem nowej sytuacji w kraju, lecz także chroniczny brak mieszkań i wola kontroli nad życiem obywateli. Za kluczowe rozwiązanie obrano wymóg redukcji kubatury i korzystania ze wspólnych usług zintegrowanych w bloku mieszkalnym w taki sposób, by zaoszczędzić na budowie tychże usług dla każdej osobnej komórki. Owa kolektywizacja życia zatem nie tylko przynosiła niewątpliwe korzyści ekonomiczne, ale także była celem ostatecznym przemiany społecznej. Budynek nie miał już być czystym zestawem mieszkań, lecz powinien dostarczyć wielu zbiorowych urządzeń, kompensujących redukcję przestrzeni i usług dokonaną w obrębie pojedynczej komórki mieszkalnej.

Eksperymenty posunęły się jeszcze dalej, proponując mieszkania kolektywne, które de facto uczyniły życie codzienne całkowicie zbiorowym. Mieszkając wspólnie, wolna od trosk materialnych dzięki wspólnocie jednostka powinna była mieć wszelkie możliwości, by się doskonalić, uczyć, przyczynić do polepszenia życiowych standardów. Choć w roku 1928 realizowano Narkomfin jako paradygmatyczny model tego, czym mogłaby być zbiorowa rezydencja, ideologiczne ekscesy stają się coraz bardziej zuchwałe, prowadząc do delirycznych projektów, których ewidentnie nie dało się już wprowadzić w życie, podczas gdy społeczeństwo pozostawało raczej wierne tradycyjnym formom zamieszkania. Wrogość ludności sprawi, że już w latach 30. próby te zostaną zarzucone. Powojenne osiedla będą się kierować bardziej umiarkowanymi i tradycyjnymi zasadami, łącząc wysokie wieżowce z niskimi pawilonami z usługami publicznymi, rozrzuconymi w obrębie dzielnicy, przenosząc na poziom kwartału tworzenie wspólnoty, zgodnie z modelem jednostki sąsiedztwa, która z radziecka nazwie się mikrorajonem.


[3.] B. Secchi, La citta del ventesimo secolo, Bari: Laterza, 2005.
[4.] L. Benevolo, Le origini dell’urbanistica moderna, Bari: Laterza, 1963.
[5.] C. Perry, The Neighborhood Unit, New York Regional Survey, vol. 7, New York: Russel Sage Foundation, 1929.

Czytaj dalej – Laboratoria regeneracji miasta i terytorium (II)