Fot. Tomasz Wiech. Copyright © Tomasz Wiech.

Transformacja

3 [54] 2016

30 | 01 | 2017

Galeria handlowa jako podwórko

GALERIA HANDLOWA JAKO PRZESTRZEŃ HYBRYDOWA

W analizie czynnikowej uwagę zwracają praktyki (konkretne sposoby spędzania czasu wolnego), które są związane z dwoma lub trzema czynnikami. Tak jest na przykład z korzystaniem z przestrzeni galerii handlowej – praktyka ta okazuje się najsilniej związana ze stylem swobodnym, ale ma też związek z czynnikiem zinstytucjonalizowanym i kontrolowanym. Ten „hybrydowy” charakter galerii handlowej wydaje się ważny i praktyczny dla gimnazjalistów – a może jeszcze bardziej dla ich rodziców – z klasy średniej, a tacy właśnie dominują wśród bywalców tego typu miejsc. Jako przestrzeń hybrydowa galeria handlowa jest rodzajem niemal doskonałego kompromisu. Dla nastolatków ma znamiona podwórka, przestrzeni dobrej do „szwendania się”, z perspektywy rodziców – jest przestrzenią kontrolowaną i umożliwiającą sprawowanie pewnego nadzoru nad dzieckiem. Galeria handlowa pozwala na wytworzenie i sceny (miejsca wyeksponowanej interakcji), i kulis (miejsca schronienia), a to dwa rodzaje przestrzeni, które według Matsa Leiberga8 są potrzebne nastolatkom. Jest zarazem „miejscem strategicznym” i „miejscem genialnym”, jeśli odwołać się do typologii zaproponowanej przez Maję Brzozowską‑Brywczyńską9. Badaczka wprawdzie analizuje miejsca dziecięce, ale logikę władzy, którą demaskuje w przestrzeni codzienności, można odnieść do przestrzeni życiowych nastolatków.

Miejsca strategiczne są – według socjolożki:

najczęściej przestrzeniami naznaczonymi przez reguły odgórnie zaordynowanej estetyki (tego, co ładne, dziecięce w potocznym rozumieniu, a więc głównie kolorowe i infantylne) oraz rozmaitych działań (b) lokujących przestrzeń zabawy: głównie zakazów i ograniczeń (płoty, furtki), które tyleż zapewniają bezpieczeństwo bawiącym się dzieciom, co wyizolowują przestrzeń zabawy z innych przestrzeni. Są więc dobitnymi przykładami tego, jak definiowana jest miejska kultura dziecięca, pokazując, co w przypadku placów zabaw widać bardzo wyraźnie, że kultura i miejsca dziecięce są często projektowane i zarządzane przez dorosłych, czyniąc dzieci nie tyle ich współtwórcami, ile raczej konsumentami czy wręcz zakładnikami. Znamionująca je „udziecięcona” estetyka może być (biorąc na barki ryzyko nadinterpretacji) subtelną formą projekcji pewnego preferowanego obrazu dziecka: infantylnego, słodkiego, naiwnego, kolorowego, beztroskiego, rzutując na „dziecięco zdefiniowaną” przestrzeń pewną oczekiwaną konfigurację społecznych ról. Miejsca strategiczne, poprzez wpisane w nie wyłączenie, sugerują pośrednio, że miasto nie jest dla dzieci10.

Miejsca genialne z kolei:

charakteryzuje logika wytwarzania (dziecięcej) Tymczasowej Strefy Autonomicznej […], którą sygnalizuje, z jednej strony, specyficzna estetyka (mam tutaj na myśli głównie recyklingowość miejsc dziecięcych, brikolażowy, chałupniczy, być może nawet samodzielny charakter wyposażenia miejsc zabawy), z drugiej zaś sugerowana przez nią potencjalność sposobów przekształcania przestrzeni, nieoczywistość miejsc jako miejsc zabawy […]11.

Wyniki badań inspirują do postawienia hipotezy o szczególnej roli galerii handlowej w procesie socjalizacji. Z perspektywy nastolatków najważniejszy jest integracyjny potencjał tej przestrzeni. Pytani o powody przychodzenia do galerii handlowej, gimnazjaliści najczęściej wybierają odpowiedzi: „przychodzą tu moi koledzy / moje koleżanki, a ja z nimi” oraz „po prostu podoba mi się to miejsce”. Kolejne dwie przyczyny to: „nie mam co robić po szkole” oraz „świetnie znam to miejsce”, odnoszące się z jednej strony do konieczności („coś trzeba zrobić z wolnym czasem”), a z drugiej – do poczucia swojskości i więzi z miejscem (co z kolei można uznać za wtórne wobec innych przyczyn, ponieważ to poczucie buduje się właśnie poprzez praktykowanie miejsca: lubimy to, co znamy).

Wyniki z obu miast pokazują, że konsumpcyjne funkcje przestrzeni są kryterium deklarowanym jako istotne tylko przez kilka procent respondentów – tych, którzy wskazali możliwość oglądania rzeczy w sklepach, słuchania muzyki, przeglądania książek czy gazet, dostęp do sieci. Dość niski procent wskazań uzyskały te walory, które odnoszą się do otwartości przestrzeni publicznej: obecności innych (obcych) ludzi oraz niskiej kontroli społecznej, która zwiększała możliwość „eksperymentowania” z praktykami nieakceptowanymi przez dorosłych. Założenie, że nastolatki potrzebują przestrzeni, w której chcą się czuć dorośle (a w domyśle: chcą robić to, czego nie mogą lub nie powinny robić jako dzieci czy nastolatki), okazuje się błędne, a przynajmniej błędne w odniesieniu do znacznej części badanych. Jest raczej przeciwnie: nastolatki lubią daną przestrzeń właśnie dlatego, że ją znają i że współtworzą z własną grupą rówieśniczą. Mechanizm wytwarzania przestrzeni praktykowanych przez nastolatków złożony jest ze sprzęgających się wzajemnie elementów, co sprawia, że ma w dużej mierze charakter samoodtwarzający.

W części jakościowej badań, podczas obserwacji w galeriach handlowych obu miast, ujawniły się jednak dość częste praktyki konsumpcyjne gimnazjalistów: chodzenie w parach lub grupach po sklepach, oglądanie i przymierzanie ubrań oraz akcesoriów. Zrozumienie znaczeń tych praktyk – na podstawie swobodnych wywiadów z nastolatkami – pozwala powiązać je z deklaracjami wyrażanymi w badaniach ankietowych. „Robienie zakupów”, jak to określają sami ankietowani, jest po pierwsze działaniem integrującym z rówieśnikami (wspólne doświadczenie „robienia zakupów” to okazja do „uzgadniania” gustów estetycznych). Po drugie, jest używane jako przedstawiane rodzicom uzasadnienie przebywania poza domem w czasie wolnym (oficjalna interpretacja: „idę tam obejrzeć i wybrać rzeczy, co potem ułatwi i skróci zakupy z rodzicami”). Po trzecie, jest rodzajem kamuflażu, taktyką stosowaną przez nastolatki wobec pracowników sklepów i ochrony w celu usprawiedliwienia swojej obecność w tej przestrzeni. Kilkoro nastolatków niezależnie wyjaśniało mi: „Jak się za długo jest w jednym miejscu, to ktoś się może przyczepić”.

Ich odczucia nie są nieuzasadnione, bo, jak opowiadał mi były pracownik popularnego wśród młodzieży sklepu odzieżowego, personel jest wyczulony na to, aby obserwować, kto i co zabiera do przymierzalni. Przyznał, że roczne straty sklepu, w którym był zatrudniony, wynikające w znacznej mierze z kradzieży, wynosiły niemal sto tysięcy złotych, a wśród pracowników panowało przekonanie, że wśród sprawców kradzieży znaczącą sporą część stanowi młodzież. Podczas obserwacji nie pojawiły się przypadki poważnego łamania przepisów przez młodych ludzi ani zachowań wykraczających poza „dorosłe” normy.

Odnotowano kilkakrotnie, w obu miastach, charakterystyczne mikroscenki: kilkuosobowe grupy 13–16‑latków, samych chłopców lub chłopców i dziewczyn, stojących pod galerią handlową, palących papierosy i relacjonujących swoje wyczyny alkoholowe, przeklinających przy tym obficie. Tego typu zachowania są społeczno‑przestrzennym sposobem potwierdzania przez nastolatki grupowej tożsamości – w przeszłości można je było częściej zaobserwować w miejscach zamieszkania, dziś takim „podwórkiem” stała się galeria handlowa i jej otoczenie. Praktyką zaobserwowaną w galerii w Krakowie – naganną z „dorosłego” punktu widzenia, ale już zupełnie inaczej widzianą z perspektywy nastolatka – było przekazywanie sobie przez gimnazjalistów specjalnego firmowego kubka jednej z sieci fast food, pozwalającego na nieograniczone dolewanie napojów. Używając języka Michela de Certeau, była to taktyka umożliwiająca osiągnięcie reklamowanego napoju bez płacenia za niego, ale – zgodnie z logiką nastolatków – skoro przewidziano, że ktoś, kto zapłacił, może do kubka dolewać bez limitu, nie była to kradzież ani narażanie firmy na straty. Nie zaobserwowano zjawisk, o których jeszcze kilka lat temu było głośno między innymi za sprawą filmu Galerianki, czyli prostytucji albo sponsoringu nastolatek. Jeśli takowe istnieją, sądzę, że dotyczą bardzo wąskiej grupy młodzieży, jednak panika moralna, która się wytworzyła, odwróciła uwagę od innych skutków czasowego i emocjonalnego angażowania się w przestrzeń galerii: poznawczej redukcji mapy miasta, widocznej po porównaniu wyników badań na próbie gimnazjalistów z wylosowanych szkół i próbie uczniów badanych w galerii handlowej.

W wymiarze poznawczo‑emocjonalnym (map miasta zawierających miejsca ważne, osobiste, prestiżowe) w tej drugiej grupie widać wyraźną redukcję względem wyników uzyskanych wśród przeciętnych gimnazjalistów. Mapy miast nastolatków badanych w galeriach handlowych są dość ubogie – główne punkty wyznaczają na nich sama galeria handlowa oraz kilka przestrzennych ikon, być może przywoływanych na zasadzie sloganu czy kliszy. Jeśli zatem same galerie handlowe stają się dla nastolatków miejscami (znanymi, oswojonymi, osobistymi), to inne przestrzenie miejskie po prostu nie pojawiają się na ich mapach mentalnych. Tak jest przede wszystkim w Katowicach, gdzie galeria handlowa już uzyskała (funkcjonalnie i symbolicznie) status miejskiego centrum; w Krakowie jakość przestrzeni miejskiej wciąż jest oceniana w relacji do historycznego centrum, ale na poziomie codziennych praktyk obserwujemy raczej wycofywanie się w sferę prywatno‑intymną oraz w przestrzeń praktyk zinstytucjonalizowanych, typowych dla późnej nowoczesności.


[8.] M. Lieberg, Appropriating the City: Teenagers’ Use of Public Space, [w:] The Urban Experience. A People‑Environment Perspective, eds. S. Neary, M. Symes, F. Brown, Abingdon, Oxo: Francis & Taylor, 1994, s. 321–333.
[9.] M. Brzozowska‑Brywczyńska, Miejsca dziecięce, [w:] red. M. Krajewski, Niewidzialne miasto, Warszawa: Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana, 2012, s. 25–45.
[10.] Tamże, s. 33.
[11.] Tamże.