Partycypacja i partycypacja

2 [37] 2012

30 | 07 | 2015

Czyje to podwórko?

Czyli mazurskie wyboje po swoje

Ełk, około sześćdziesięciotysięczne miasto w północno-wschodniej Polsce, na Mazurach, i mała inicjatywa sąsiedzka, która od kilku miesięcy wzbudza duże emocje w lokalnej społeczności i tak zwanym środowisku, dla którego ma znaczenie każdy przejaw wpływania obywateli na ich otoczenie. Grupa mieszkańców, kamienica w centrum miasta i przebudowa podwórka. Prace rozpoczęły się warsztatami dotyczącymi małej architektury, w których wzięło udział kilku mieszkańców, a zakończyły się, po uzyskaniu wszystkich potrzebnych zezwoleń, wspólną pracą nad zmianą wcześniej zaaranżowanej przestrzeni. Całe przedsięwzięcie zostało zainicjowane i zrealizowane przez członków grupy sąsiedzkiej, którym po połączeniu własnych kompetencji, umiejętności i determinacji udało się wprowadzić małą, ale znaczącą zmianę. Zmianę namacalną, której owocem jest nowy wygląd podwórka. Zmianę mentalną wywołaną doświadczeniem „wpływu”. Zmianę w relacjach sąsiedzkich dzięki wspólnemu działaniu.

Niewielkie podwórko kamienicy, otoczone z każdej strony murem, znajduje się przy jednej z głównych ełckich ulic. Odcięte jest jednak od niej bramą z tunelem wjazdowym. Do października jedną trzecią powierzchni podwórka stanowiły parkingi, pozostałą zaś część coś, co mieszkańcy nazywali zieleńcem, a co w rzeczywistości było niczym innym, jak kawałkiem zielonkawego klepiska i doskonałym wybiegiem dla okolicznego psiego towarzystwa. Kamienica, do której przylega podwórko, pochodzi z początku XX wieku. Odnowiona od frontu, wewnątrz kryje wiele problemów charakterystycznych dla starego budynku. Nieocieplone ściany, odpadający z komina tynk, odrapana jedna z dwóch klatek, niedrożne odpływy wody, które powodują już tradycyjne podtapianie garażu przynależącego do banku oraz piwnic.

Dwie klatki, kilkanaście mieszkań, z których prawie połowa należy do gminy miejskiej, i duży bank z ponad dwudziestoma procentami udziałów w własności. Podwórko, które jest własnością niewielkiej, niedawno powstałej wspólnoty mieszkaniowej, od kilku lat stanowiło żelazny temat wspólnotowych zebrań. Zieleniec nie nadawał się do użytkowania przez mieszkańców, miejsc parkingowych brakowało, ale pieniędzy z funduszu remontowego było za mało nawet na to, co wydawało się koniecznością, jak wymiana starej kanalizacji czy remont dachu.

Społeczność kamienicy formalnie dzieli się na właścicieli mieszkań i najemców lokali komunalnych. Pierwsi decydują o wszystkim, drudzy nawet nie są informowani o podejmowanych decyzjach. Nieformalnie – sąsiedzi. Niektórzy zamieszkujący kamienicę od trzydziestu, inni od dwóch lat. Niektórzy znają się od dekad, inni, przemykając po pracy do domu, nie do końca rozpoznają się nawzajem. Sąsiedzi, choć zróżnicowani pod względem wykształcenia czy liczby dzieci, to wciąż jednak typowi przedstawiciele małego miasta zasiedlanego sukcesywnie przez przybyszów z okolicznych wsi lub takich, których po prostu przywiał tu los.