ilustracje: Joanna Sowula. Copyright © Małopolski Instytut Kultury.

Transformacja

3 [54] 2016

30 | 01 | 2017

Ćwierćwiecze pełzających zmian na lepsze (II)

NIE JESTEŚMY SKAZANI NA DRYF

Dostępnych jest wiele rozwiązań i instrumentów, które mogłyby sprawić, że sytuacja mieszkaniowa nad Wisłą uległaby poprawie, i nie dotyczą one tylko rynku mieszkaniowego. Instytucje publiczne mają możliwość podjęcia inicjatyw, które zwiększyłyby siłę nabywczą Polaków. Powinny więc chociażby wprowadzać działania wspierające najsłabsze dochodowo grupy, takie jak przepisy dotyczące pensji minimalnej, również godzinowej, tak by obejmowały one powszechne w naszym kraju umowy zlecenie. Równocześnie należałoby ujednolicić kontrakty pracownicze, by nie występowała segmentacja rynku pracy, przez którą znaczna część naszych rodaków jest wykluczona z dostępu do kredytu. Oczywiście większość działań powinno być skierowanych stricte na rynek mieszkaniowy. Dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie państwowego programu mieszkań na wynajem, tak by wesprzeć słabowity rynek najmu w Polsce. Należy też zadbać o ustawowe instrumenty kontroli gmin w zakresie wypełniania potrzeb mieszkaniowych, na przykład poprzez określenie maksymalnego czasu oczekiwania na lokal komunalny wraz ze wskazaniem sankcji za jego niedotrzymanie. Nie można też zapomnieć o wsparciu budownictwa społecznego i komunalnego, a w niektórych przypadkach dobrym rozwiązaniem mogłoby być partnerstwo publiczno‑prywatne, w którym podmiot prywatny wykonywałby inwestycję publiczną, a w zamian za zainwestowane zasoby stawałby się na jakiś czas operatorem obiektu, pobierając z tego tytułu regulowany czynsz.

Z tego punktu widzenia obiecujący jest ogłoszony przez obecny rząd program Mieszkanie+. Zakłada on budowę tanich mieszkań na wynajem, w których czynsz wynosiłby zależnie od lokalizacji 10–20 złotych za metr kwadratowy. Do tych kwot najemca musiałby jeszcze dodać opłaty za media oraz ewentualnie około 20 procent składki, jeśli chciałby po 30 latach opłacania tego podwyższonego czynszu zostać właścicielem tego mieszkania. Atrakcyjne warunki cenowe rząd zamierza uzyskać dzięki wykorzystaniu gruntów należących do Skarbu Państwa, co ma zapewnić średni koszt budowy metra kwadratowego na poziomie 2,5 tysiąca złotych. Program w dłuższej perspektywie ma się samofinansować z czynszów, jednak początkowe etapy zostaną sfinansowane z kredytów pod zastaw publicznych gruntów. M+ ma szansę być jednym z ważniejszych programów społecznych w III RP. Jeśli spełnią się początkowe założenia, zaoferuje on mieszkania w bardzo konkurencyjnych cenach, zarówno dla wynajmu, jak i kredytu. Problemem może być uzyskanie założonego średniego kosztu budowy metra kwadratowego, w dużych miastach ciężko będzie nawet zejść poniżej trzech tysięcy. Mimo to jest szansa, że w końcu doczekamy się programu mieszkaniowego, którego skala sprawi, że Polacy autentycznie odczują poprawę w tym obszarze. Cieszy też, że po latach zachłyśnięcia się ideą własności prywatnej, powstaje program, który umożliwi atrakcyjny wynajem od publicznego dostawcy. Dzięki temu, że opcja najmu będzie nieco tańsza, możemy zakładać, że wiele osób zdecyduje się na korzystanie z M+ bez dążenia do własności, co sprawi, że nasz rynek mieszkaniowy stanie się bardziej zrównoważony.

Ćwierćwiecze polskiego mieszkalnictwa usiane było nietrafionymi działaniami instytucji publicznych oraz szkodliwymi stereotypami o wyższości własności prywatnej nad wspólną. Czas odrzucić błędne przekonania, że wsparcie państwa i samorządów należy się jedynie najsłabszym grupom społecznym, a pozostali sobie poradzą. Nadeszła pora, by zrezygnować z wadliwej ograniczonej koncepcji państwa, które powinno jedynie schodzić z drogi sektorowi prywatnemu, a ten wtedy sobie poradzi, bo, jak pokazuje przykład polskiego mieszkalnictwa, nie we wszystkich obszarach takie podejście się sprawdza. I przede wszystkim to ostatni moment, by zrozumieć, że posiadanie dachu nad głową to nie problem poszczególnych osób czy rodzin, lecz całego społeczeństwa, bo niedostatki w tym zakresie odbijają się na życiu społeczno‑gospodarczym całej wspólnoty. Możemy stworzyć kolejne dziesiątki programów mieszkaniowych, jednak bez tej fundamentalnej zmiany sposobu myślenia najpewniej znów niewiele one zmienią.