ilustracje: Joanna Sowula. Copyright © Małopolski Instytut Kultury.

Transformacja

3 [54] 2016

30 | 01 | 2017

Ćwierćwiecze pełzających zmian na lepsze (II)

THATCHERYZM NAD WISŁĄ WCIĄŻ ŻYWY

Warto też przyjrzeć się, jak polskie gminy wywiązywały się ze swoich ustawowych zadań w zakresie polityki mieszkaniowej. Do ich rzetelnego wypełniania niezbędny jest rozbudowany komunalny zasób mieszkaniowy, a polskie gminy są pod tym względem wyjątkowo ubogie, dodatkowo te posiadane już zasoby są z roku na rok w coraz gorszym stanie. Można powiedzieć, że w ostatnich latach mieliśmy do czynienia wręcz z daleko posuniętą dekomunalizacją tkanki mieszkaniowej. Choć w latach 2002–2013 liczba mieszkań w Polsce wzrosła o 18 procent17, to liczba mieszkań w zasobie gmin spadła i to aż o 31 procent. W 2002 roku gminy były właścicielem 11,6 procent ogólnej liczby mieszkań, tymczasem w 2013 roku posiadały już tylko 6,75 procent mieszkań w Polsce. Tak ubogi zasób mieszkaniowy gmin w zasadzie uniemożliwia im efektywne działanie w tym zakresie. Potrzeby mieszkaniowe przekraczają wielokrotnie to, co gminy mogą zaoferować. W 34 gminach W 34 gminach skontrolowanych przez NIK na koniec roku 2011 liczba gospodarstw domowych oczekujących na lokale komunalne przekraczała czterokrotnie liczbę wolnych lokali18. W latach 2009–2011 w skontrolowanych gminach co rok mieszkanie komunalne otrzymywało… 15 procent oczekujących. Wydłużało to okres oczekiwania na lokal do absurdalnych rozmiarów – od co najmniej kilku do aż niemal… 26 lat (tak było w Kielcach).

No cóż, skoro gminy wypełniają potrzeby lokalowe swoich mieszkańców w ledwie 15 procentach, a czas oczekiwania to kilkadziesiąt lat, można stwierdzić, że polskie gminy nie tylko nie wypełniają należycie swoich ustawowych zadań dotyczących polityki mieszkaniowej, ale są od tego bardzo dalekie. Jak widać, nasi lokalni włodarze w zakresie mieszkalnictwa mają sporo za uszami, tak jak decydenci centralni. O ile jednak ci drudzy są w debacie publicznej dosyć regularnie biczowani za różne sprawy, o tyle większość tych pierwszych otacza nimb sukcesu. Zupełnie niesłusznie. Traktowanie mieszkania komunalnego jako synonimu lokalu dla korzystających z pomocy socjalnej sprawiło, że swoich potrzeb mieszkaniowych nie ma jak spełnić wiele osób niebędących na dnie, ale z różnych powodów niebędących w stanie nabyć mieszkania na własność, a wynajem na polskich zasadach rynkowych jest zbyt drogi. Polityka dekomunalizacji tkanki mieszkaniowej prowadzona przez gminy sprawiła, że wytworzyła się w Polsce nowa klasa wykluczonych – za bogatych, by korzystać ze wsparcia publicznego, i za biednych, by kupować niezbędne usługi na rynku. To jest też w istocie najbardziej zapomniana polska klasa – nie ci najubożsi, mogący liczyć na pomoc społeczną, ale ci zarabiający stosunkowo niewiele, którym państwo i samorządy nie mają nic do zaoferowania, a rynek pozwala spełnić zaledwie część potrzeb.


[17.] GUS, Gospodarka mieszkaniowa 2013, http://stat. gov.pl/obszary‑tematyczne/ infrastruktura‑komunalna‑nieruchomosci/ nieruchomosci‑budynki‑infrastruktura‑komunalna/ gospodarka‑mieszkaniowa‑w‑2013‑r‑, 7,9.html (dostęp: lipiec 2016).
[18.] NIK, Gospodarowanie lokalami komunalnymi w budynkach mieszkalnych, https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik‑o‑gospodarowaniu‑lokalami‑komunalnymi‑w‑budynkach‑mieszkalnych. html (dostęp: lipiec 2016).