ilustracje: Daniel Gutowski. Copyright © Małopolski Instytut Kultury.

Transformacja

3 [54] 2016

30 | 01 | 2017

Cień transformacji (II)

Konsekwencje takiego stanu rzeczy są łatwe do przewidzenia i widzimy je na co dzień w Polsce: udają nam się te rzeczy, które można dobrze zrobić samemu lub w wąskiej grupie rodziny czy najbliższych przyjaciół, a odnosimy porażkę tam, gdzie trzeba działać kolektywnie: Polacy i Polki mają świetnie działające małe i średnie firmy, ale nie są w stanie zapewnić sobie zbiorowo godziwych warunków pracy przez ustanowienie i egzekwowanie odpowiedniego prawa pracy, a polska gospodarka, w odróżnieniu od właściwie wszystkich krajów rozwiniętych nie posiada zbiorowych układów pracy; Polacy kupują sobie coraz lepsze auta, ale jeżdżą nimi po słabych drogach (lub stoją w korkach); autobusowy i kolejowy transport zbiorowy został całkowicie zaniedbany i dopiero od kilku lat zaczyna zmieniać się w dobrym kierunku; nasze mieszkania są wyposażone w coraz lepsze i droższe sprzęty, jednak gdy tylko je opuszczamy, wchodzimy w miejską tkankę, której standard pozostawia wiele do życzenia, by ująć sprawę eufemistycznie; nasze miasta często nie mają spójnych planów zagospodarowania przestrzennego (lub nie mają ich wcale), a nasza stolica nie jest w stanie poradzić sobie z kwestią tak fundamentalną jak konsekwencje dekretu Bieruta inaczej, niż tylko rozpatrując indywidualnie każdy przypadek roszczeń, podczas gdy sprawa wymaga ustawodawczego rozwiązania na poziomie całego miasta. Itd. itd. Przypadki można by mnożyć i każdy oraz każda z nas dorzuciłaby do tego swój przykład (brak regulacji antysmogowych pomimo najgorszego powietrza w Europie, brak darmowych podręczników pomimo konstytucyjnego zapisu o darmowym kształceniu, źle działające systemy komunikacji zbiorowej w większości miast, marna kondycja terenów zielonych, przerabianych na dzikie parkingi lub zabudowywanych, niespieszne działania na rzecz uspokojenia ruchu samochodowego w miastach pomimo rekordowej w Europie liczby śmiertelnych potrąceń pieszych i rowerzystów na polskich drogach). Wszędzie tam, gdzie trzeba działać kolektywnie, Polska wypada słabo, a że miasto to paradygmatyczny przykład dobra wspólnego i przestrzeni kooperacji, polskie miasta są, jakie są.

Lokalny, polski cień transformacji jest, rzecz jasna, o wiele bardziej rozległy i pokrywa rozleglejsze jeszcze obszary społecznych praktyk. Skoncentrowałem się tu na jego jądrze ciemności. Na koniec chciałbym jednak poświęcić moment zarysowaniu szerszej perspektywy. Nie jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni do odczytywania naszej historii w optyce uniwersalnej, jako elementu historii powszechnej. Koncentrujemy się na naszej wyjątkowości – szczególnym losie, nieporównywalnym cierpieniu, niemającemu równych heroizmie, naszej odrębności i odmienności od Wschodu (od Rosji), od Zachodu (od Niemiec). To jeden z powodów, dla których nie rozumiemy własnej historii i pozostajemy pogrążeni w mrocznej pustce między tym, co było, a tym, co wyobrażamy sobie, że się wydarzyło.

Namysł nad transformacją to doskonała okazja, aby przełamać ów szkodliwy schemat. Poddanie krajów bloku wschodniego ultrarynkowej tresurze odegrało bowiem ważną rolę w kształtowaniu globalnego porządku. Francis Fukuyama, który na początku lat 90. XX wieku odtrąbił koniec historii, inspirował się niczym innym, jak właśnie upadkiem żelaznej kurtyny oraz tryumfem kapitalizmu rynkowego i parlamentaryzmu nad centralnym planowaniem i rządami autorytarnymi15. Entuzjazm i uwielbienie, jakimi mieszkańcy dawnych krajów „komunistycznych” obdarzyli nowy ład rynkowy, stały się na Zachodzie legendarne. Synekdochą owego uwielbienia było zdjęcie liczącej setki metrów kolejki przed nowo otwartym McDonaldem w Moskwie, które obiegło świat na początku 1990 roku. Co więcej, zmiana systemowa w bloku wschodnim wprowadziła na globalny rynek pracy dziesiątki milionów nowych pracowników gotowych harować w swoich własnych krajach lub na emigracji za stawki śmiesznie niskie w porównaniu z oczekiwaniami pracowników na Zachodzie. Podkopało to fundamenty społecznego ładu państw zachodnich, ułatwiając neoliberałom atak na państwa dobrobytu i systemy opieki społecznej. Choć więc genealogia neoliberalizmu to zawiła i pogmatwana historia, która na poziomie idei nie miała wiele wspólnego z Europą Środkowo‑Wschodnią (może za wyjątkiem narodowości jednego z jego kluczowych teoretyków, Fryderyka von Hayeka, który był austriackim arystokratą), to jednak jego spektakularny tryumf w tej części świata zapewnił mu legitymizację niezbędną do tego, aby z jednej z wielu szkół ekonomicznych stać się doktryną oficjalnie obowiązującą. W ten sposób cień polskiej transformacji kładzie się pośrednio na całej planecie16.

Uchwycenie miejsca przemian w Polsce w ewolucji globalnego porządku społecznego, politycznego i gospodarczego jest obecnie kluczowe również dla nas samych. Wydarzenia polityczne ostatnich lat – sukcesy prawicowego populizmu nie tylko w Polsce, ale również w Wielkiej Brytanii (Brexit), w USA (Trump), Francji (Le Pen i Front Narodowy), Austrii (Hofer i Wolnościowa Partia Austrii), Indiach (wieloletnie rządy partii BJP) czy na Filipinach (prezydentura samozwańczego trybuna ludowego Rodrigo Duterte) – pokazują, że polityka traci lokalną specyfikę i zaczyna się globalnie homogenizować. Nie jest to zaskakujące. Główną siłą kształtującą dynamikę światowych społeczeństw jest dzisiaj globalna ekspansja kapitału, a neoliberalizm uczynił ów proces jeszcze szybszym i dotkliwszym. Ekspansja ta wszędzie następuje podobnie (czyli zgodnie z trójcą świętą tzw. Porozumienia waszyngtońskiego: liberalizacja, prywatyzacja, cięcie wydatków budżetowych), generuje więc podobne cierpienia i podobne reakcje. Na globalny problem zadziałać mogą tylko globalne rozwiązania. Aby jednak do tego doszło, również i my musimy zasypać ogromną przepaść między Wyobrażeniowym a Realnym i skonfrontować się z naszą przeszłością, czyli również z konsekwencjami i naturą przemian z początku lat 90. ubiegłego stulecia. Bez tego skazani będziemy na wieczne powtórzenie: samotne życie w dusznym cieniu transformacji


[15.] Zob. F. Fukuyama, Koniec historii, tłum. T. Bieroń, M. Wichrowski, Poznań: Wydawnictwo Zysk i Spółka, 1996, 2000 (tłumaczenie części książki The End of History and the Last Man, New York: Free Press, 1992).
[16.] Więcej na ten temat: J. Sowa, An Unexpected Twist of Ideology. Neoliberalism and the collapse of the Soviet Bloc, „Praktyka Teoretyczna” 2012, nr 5.