Scena ze sztuki teatralnej Bez końc.a w reżyserii Erici Montorsi, dzięki uprzejmości Akademii Sztuki Pięknych w Urbino

14 | 11 | 2014

Bez końc.a

Wyczerpanie znaczeń pokrywa się z niekontrolowaną prolifikacją znaczników, gdyż miejsca pozornie realne są w istocie całkowicie uwarunkowane niezrozumiałymi już znakami i symbolami: codziennie ktoś dewaluuje naszą gospodarkę, odbiera lub przyznaje wiarygodność danej spółce bez żadnego sensownego uzasadnienia. Przytoczone dziś motywacje jutro będą inne; w ten sposób niepodobna już ustanowić jakiegokolwiek porządku między przyczyną a skutkiem, zrozumieć, czy to rzeczywiście koniec świata, jaki dotąd znaliśmy, czy też kolejna, zmęczona zapowiedź tej samej, wiecznie odkładanej apokalipsy. Erica Montorsi zrealizowała sztukę teatralną, wychodząc właśnie od kondycji młodych ludzi, dla których każda droga zdaje się dziś zamknięta, jeszcze zanim została rozpoczęta: bez pracy, bez konkretnych możliwości wejścia w świat, który zarzuca im „brak doświadczenia” i przypomina im, iż kryzys zakłada przymusowe przedłużenie młodości; oczekiwanie, które nie ma końca i do niczego nie prowadzi.

Próba powierzenia mojej odrobiny sensu słowom– mówi Erica Montorsi – uwydatniła bezspornie, przynajmniej w moich oczach, jak ważne było podążanie za nierozstrzygającym charakterem „tekstu”. Pisanie ma siłę ciężkości grawitującą w kierunku o(d)pisania, którą zwalczałam, usiłując uniknąć otchłani zakończenia i statyczności sensu. Ogólnie rzecz biorąc, zmagałam się z bardzo ludzkim impulsem wychodzenia od wniosków i poszukiwania miejsc, do których należy zmierzać; zmusiłam się do tego, by porzucić drogi i wybory prowadzące do mety jednoznacznej i definitywnej, które nęciły mnie poczuciem bardzo uspokajającej solidności, lecz pozostawiały mnie nieusatysfakcjonowaną. Bardzo szybko ćwiczenie to zaczęło przynosić niewytłumaczalną dla mnie ulgę. Fundamentalne wydawało mi się podtrzymanie pytań i stanu „nierozstrzygalności”, który przenikał cały proces i zdawał mi się samą istotą poszukiwania.

Zwykle szkoła tu się zatrzymuje: przekazuje wiadomości, sprawdza, czy umiejętności zostały nabyte, a cele osiągnięte. Specyfika Akademii Sztuk Pięknych polega jednak właśnie na tym, że droga tutaj się nie kończy; w szkole scenografii wszystkie ćwiczenia (makiety, rysunki, projekcje wideo) muszą stać się realizacją sceniczną. Chaos świata winien się ułożyć w teatrze: rysunki scen w skali, przedmioty, światła, projekcje wideo, każdy detal musi zostać oceniony i zrealizowany na scenie.

Spektakl opowiada historię zgonu. Zmarły pojawia się na scenie w dziwnej trumnie. Biedny Enrico Rimasto [dosł. Pozostały] – mówi Francesco Calcagnini, docent scenografii, o wystawieniu Senza fin.e – spotyka się z biurokracją końca. Zabawna to tragedia, w której źle zmarły jest natarczywie wypytywany przez trzech podejrzanych typów zwanych, jak dowiadujemy się z ulotki, egzaminatorami. Pierwszym egzaminatorem jest młoda kobieta w czerwonym płaszczu. W miejscu oczu ma dwie czarne dziury; być może ślepa, porusza się z tą chwiejną pewnością charakteryzującą osoby niewidzące. Przyjmuje z uczuciem biednego Rimasta, głaszcze go prawie jak kochanka, zanim zwali na niego cały sztafaż formalności ponoć niezbędnych do tego, by poświadczyć uzyskaną za sprawą zgonu „trupiość”. Pomiędzy objaśnieniami, zaświadczeniami z opłatą skarbową oraz innymi świadectwami widz domyśla się, że kot musiał się przyczynić lub wręcz spowodować nieszczęście, ale dynamika zdarzenia wydaje się nie mieć znaczenia. Olbrzymi pluszowy kocur pojawia się, milcząc, na scenie, wyolbrzymiona karykatura nieoczekiwanej procedury. Jeśli pierwszy egzaminator posługiwał się językiem formularzy urzędowych, druga scena jest podszyta wszelkiego rodzaju hasłami telewizyjnymi, których znaczenie jest poddawane swoistej hybrydyzacji. W ten sposób powstaje szereg podwójnych znaczeń, wywołujących przesyt i mdłości.