Dom towarowy Solpol we Wrocławiu (1992-1993), proj. Wojciech Jarząbek, fot. Volens Nolens Kraplak / Wikimedia Commons CC BY-SA 4.0

Transformacja

3 [54] 2016

30 | 01 | 2017

Bardzo długa transformacja (I)

HISTORYZM I REGIONALIZM

Powrót do lokalnych tradycji – wyrażających się w technice, stylu czy skali – to kolejny proces narastający od czasów „rewolucji godnościowej”. Architektura Polski Ludowej po 1956 roku była architekturą kraju, w którego każdym zakątku świeci takie samo modernistyczne słońce, a lokalna tradycja jest przydatna głównie jako tworzywo ogólnonarodowej polityki historycznej. Około roku 1980, a nawet wcześniej, można jednak zaobserwować spontaniczny wzrost zainteresowania lokalną formą. Dotyczyło to i architektury miejskiej, i wiejskiej. Pisząc o potrzebie odrodzenia tej drugiej, Wojciech Kosiński23 lansował koncepcję powrotu do tradycyjnych form i technik jako lekarstwo na falę „technokratyzmu”, która „grzebie walory tradycyjnej kultury regionalnej i spuścizny naszej historii”24. Znamienne, że nadzieję na podniesienie poziomu budownictwa wiejskiego wiązał z elementem „rewolucji godnościowej” – z odrodzeniem rolnictwa indywidualnego („światłą reformą naszego rolnictwa”)25. Recenzując monografię „wielkiego współczesnego Węgra”, neoregionalisty Imre Makovecza, Kosiński stawiał go za wzór polskim architektom. Regionalizm, jak zauważa Kosiński, „zaczyna także kiełkować w Polsce”, a dorobek Makovecza jest „śmiały, nowatorski, ale zawsze silnie osadzony w tradycji miejscowej. A więc to, do czego dąży najnowsza generacja awangardy polskich architektów”26. Makovecz wydawał się przy tym wzorcem realistycznym dla architektów w PRL, ponieważ swój powrót do tradycji realizował „dla inwestora państwowego w kraju demokracji ludowej”27.

Dążenia „awangardy” (czymkolwiek była) do stworzenia nowego, szlachetnego regionalizmu w porozumieniu z oświeconym rolnikiem spełzły na niczym, ale to, co nie udało się na wsi, z nawiązką udało się w mieście, gdzie jeszcze przed 1989 rokiem nastąpił nie tylko deklaratywny, ale i faktyczny powrót do lokalnych form, traktowany jako lekarstwo na dziesięciolecia architektury uniwersalnej. Pisząc w 1983 roku o Śląsku, architekt Wojciech Czech przekonywał z czytelną dziś przesadą, że w regionie tym

Harmonia rozwojowa skończyła się w połowie naszego wieku. Nowe przedsięwzięcia zaczęły pomijać ograniczone możliwości, nie dostrzegać wartości zastanych, a co najgorsze barbarzyńsko je niszczyć. Rozpoczęła się destrukcja przestrzeni […]. Będzie ona trwać dopóty, dopóki nie zrozumiemy, że tworzenie nowego jest w istocie dodawaniem do dotychczasowego. I że to, co zostało zniszczone musi być odbudowane dla ciągłości kultury, dla trwania Natury i dla Człowieka28.

Szczególnie ciekawe wydaje się ostateczne przyswojenie dziedzictwa Ziem Odzyskanych. W pierwszych dekadach odbudowy zabytkowy materiał poddawano w tych rejonach polityczno‑historycznej selekcji, wydobywając wątki „polskie”, kosztem „niemieckich”, a nową zabudowę kształtując w oparciu o oderwane od tradycji lokalnej wzorce międzynarodowego modernizmu. Koniec lat 70. przynosi jednak ponowne odkrycie miasta niemieckiego czy hanzeatyckiego. Interesująca jest ewolucja, jaką przeszli autorzy pionierskiego w tym zakresie projektu Starego Miasta w Elblągu. W latach 1962–1968 Szczepan Baum wybudował na miejscu zburzonej starówki w Malborku „zespół mieszkaniowo‑usługowy” Stare Miasto, zwany też Osiedlem XX‑lecia PRL29. Na skarpie nad Nogatem, między średniowiecznym zamkiem a neogotyckim ratuszem, stanęły białe katedry (no, może kościółki) modernizmu, niskie bloki z kameralnymi, zielonymi podwórkami. W latach 1976–1978 ten sam architekt, wraz z Wiesławem Andersem i Ryszardem Semką, opracował (opierając się na wynikach warsztatów przeprowadzonych w latach 1974–1975)30 rewolucyjną w swym konserwatyzmie koncepcję odbudowy Starego Miasta w niedalekim Elblągu bazującą na średniowiecznej parcelacji. Powrót do drobnej tkanki zalecano jako szansę na naturalne etapowanie inwestycji. „Okazuje się więc, że powszechne trzymanie się modernistycznej doktryny «swobodnego budynku» nie jest konieczne i jest wiele dróg dla organizacji przestrzeni mającej służyć życiu nowoczesnego człowieka” – odnotowano w „Architekturze” w 1980 roku31. Dziewięć lat później odbudowa już była w toku. Novum był nie tylko powrót do skali i nastroju hanzeatyckiego miasta, ale i bardziej liberalnego, rozdrobnionego modelu własnościowego, który zastąpił ociężały państwowy aparat: „Dopiero zawiązanie w 1983 roku spółek inwestorów prywatnych, gotowych podjąć się budowy swych domostw i miejsc pracy […] ruszyło całą sprawę z miejsca”32. Na kilka lat przed deklarowanym początkiem budowy społeczeństwa obywatelskiego czy odbudowy klasy średniej, podjęto w Elblągu próbę odtworzenia mieszczaństwa – nad lokalami usługowymi znajdowały się mieszkania ich właścicieli33.


[23.] Biogram architekta w: Idee i stylizacje. twórczość: Wojciech Kosiński i Marzena Kosińska, „Architektura” 1983, nr 1, s. 48.
[24.] W. Kosiński, Regionalizm, s. 91.
[25.] Tamże.
[26.] Wojciech Kosiński, [recenzja książki Franka Janosa „Makovecz Imre”, Budapest 1980], „Architektura” 1983, nr 2, s. 71.
[27.] Tamże.
[28.] W. Czech, O górnośląskiej ziemi, „Architektura” 1983, nr 6, s. 26.
[29.] Datowanie i atrybucja za: T.P. Szafer, Współczesna architektura polska, Warszawa: Arkady, 1988, s. 223.
[30.] Chronologia za: A.B., Elbląg – Stare Miasto, „Architektura” 1980, nr 3, s. [43].
[31.] Tamże, s. [46].
[32.] Janusz Korzeń, Elbląg – miasto od nowa, „Architektura” 1989, nr 5–6, s. 23.
[33.] Tamże, s. 24.