Dom towarowy Solpol we Wrocławiu (1992-1993), proj. Wojciech Jarząbek, fot. Volens Nolens Kraplak / Wikimedia Commons CC BY-SA 4.0

Transformacja

3 [54] 2016

30 | 01 | 2017

Bardzo długa transformacja (II)

RUCH NA OBRZEŻA

Powrót z bloku do domu to równocześnie początek kolonizacji peryferii. Umożliwiła ją masowa motoryzacja. W jednym z pierwszych numerów magazynu „Architektury & Biznesu” można przeczytać, że „nowy ustrój przyniósł powszechną dostępność samochodu, który przestał być dobrem rozdawanym wśród wybrańców, a stał się towarem, o którego sprzedanie producent musi się starać”48, jednak rzut oka na liczby świadczy o tym, że tempo motoryzacji w kapitalistycznych latach 90. było nawet nieznacznie wolniejsze niż w kryzysowej ostatniej dekadzie socjalizmu. W 1970 roku po polskich drogach jeździło 479,4 tys. samochodów osobowych, w 1980 – 2 mln 383 tys., w 1990 już 5 mln 261 tys., a w 2000 – 9 mln 991 tys.49 W 1973 roku auta posiadało zaledwie 8 procent gospodarstw domowych, w 1983 – już 27 procent50. Niewątpliwie sam proces motoryzacji spowodował, że i w latach 80., i w 90. mieszczanin zaczął odrywać się od miasta, co dało skutki, z którymi ani stary, ani nowy system nie mogły sobie poradzić. Już w 2. połowie lat 70. warszawscy urbaniści Krzysztof Domaradzki i Olgierd Dziekoński, odkryli „drugi, podskórny nurt budownictwa, oparty na prywatnej, indywidualnej działalności”. Pracując nad planem dla zachodnich przedmieść Warszawy, projektanci skonstatowali, że okolica urbanizuje się „niezależnie od wydanych aktów prawnych. Na obszarach uznawanych w planach perspektywicznych za nierozwojowe powstaje nowe, całkowicie chaotyczne budownictwo”. Na przełomie lat 70. i 80. Domaradzki i Dziekoński otrzymali od Naczelnego Architekta Warszawy zlecenie przygotowania studium urbanizacji tych terenów. Ich propozycja „miasta‑ogrodu Utrata” – łańcucha miasteczek o niskiej, jednorodzinnej zabudowie opartych o nową linię Warszawskiej Kolejki Dojazdowej, podobnie jak współczesne im nostalgiczne propozycje nowego urbanizmu, wywodziła się z koncepcji miasta ogrodu Howarda, pochodzącej z ery przedmotoryzacyjnej51. Nawiązywała do niej nawet w warstwie ustrojowej – miasteczka miała zbudować samorządna Spółdzielnia Budowy, funkcjonująca obok istniejących struktur lokalnej administracji52. (Sub)urbanizacja tych terenów nastąpiła tak czy siak, ale bez udziału planistów i bez szynowego połączenia z Warszawą. Podobna jest historia „Federacji małych miast Miękowo‑Owińska” pod Poznaniem, które z centrum miała połączyć linia Poznańskiego Szybkiego Tramwaju. Choć budowa „Pestki” zaczęła się w 1982 roku53, linia do dziś nie doszła na tak odległe przedmieścia. Przedmieście rozwinęło się bez planu, zwyciężył samochód.

Zjawiskiem, które „okracza” cezurę 1989 roku, jest boom w budownictwie sakralnym. Choć ideowo wydaje się bardziej pasować do rzeczywistości III RP, w której obecność katolickiej ikonografii i symboli religijnych w przestrzeni publicznej stała się oczywista, a wręcz wspierana przez państwo, budowlana ekspansja Kościoła rozpoczęła się kilkanaście lat przed upadkiem komunizmu. Jak zwracał uwagę Marcin Zaremba, już w swoim pierwszym orędziu, wygłoszonym 20 grudnia 1970 roku po krwawo stłumionych zamieszkach na Wybrzeżu, Edward Gierek mówił o współpracy „wierzących i niewierzących”, sygnalizując tym samym początek końca „ideologicznej ofensywy przeciwko Kościołowi”54. Stopniowa likwidacja ograniczeń w budowie nowych świątyń uczyniła z Kościoła, niezależnego od państwowego mecenatu, nieskrępowanego funkcjonalnymi normatywami atrakcyjnego klienta, który dawał architektom możliwość o wiele swobodniejszej ekspresji, eksperymentowania z formami historyzującymi, a później z dekonstrukcją. Co ciekawe, liczby świadczą o tym, że po przełomie politycznym 1989 roku boom w budownictwie sakralnym nie nabrał rozpędu, ale uległ osłabieniu. O ile za rządów Jaruzelskiego oddawano do użytku aż 125 kościołów rocznie, to w III RP – 3955. W latach 80., gdy państwo walczyło z Kościołem, a jednocześnie wykonywało w jego stronę ostentacyjne gesty, należy szukać korzeni przeświadczenia, że obecność symboli katolickich w przestrzeni publicznej jest czymś naturalnym, a wręcz pożądanym. To w dekadzie Jaruzelskiego powstają monumentalne ołtarze papieskie, a zatwierdzony wówczas projekt pomnika Powstania Warszawskiego przedstawia wśród kilkunastu postaci kapelana.

Wypatrując elementów zapowiadających architekturę doby transformacji, należy zachować ostrożność. Ani pierwsza, ani każda kolejna jaskółka wiosny nie czyni. Wiosna przychodzi, kiedy chce. Ale bez jaskółki wiosny nie zrozumiemy. Dziś, dopiero z dystansu trzydziestu lat widać, które z idei i projektów okazały się symptomami przyszłości, a które anomaliami, ciekawostkami, ślepymi uliczkami. Można dostrzec długotrwałe procesy, które rozpoczęły się około roku 1980, a dzięki przełomowi lat 1989–1990, przede wszystkim dzięki wolnorynkowym reformom, uzyskały jedynie dodatkowy rozpęd: niezaplanowana suburbanizacja i ekspansja budownictwa jednorodzinnego, wzbogacenie języka formalnego o wątki historyczne i regionalne, stopniowe poszerzanie repertuaru typologii o małe obiekty komercyjne. Jeśli przyjąć, że rok 1989 był nie przełomem, a kulminacją przejściowej epoki, która rozpoczęła się około roku 1980, epoki, w której tendencje demokratyczne i wolnorynkowe szły w parze z pluralizacją architektury, to należałoby postawić kolejne pytanie – kiedy okres transformacji się zakończył? Czy w 2004 roku, wraz z wejściem do Unii Europejskiej, gdy transformacja polityczna osiągnęła jeden ze swoich historycznych celów, gdy ramy formalne i warunki techniczne, w których działają inwestorzy i architekci zbliżyły się do europejskiego standardu? Czy w latach poprzedzających Euro 2012, gdy typową dla lat przełomu dominację budownictwa komercyjnego (mieszkania, biurowce, centra handlowe) przełamały pierwsze gmachy kultury budowane dzięki unijnemu wsparciu oraz wielka infrastruktura komunikacyjna i sportowa – utrzymana w międzynarodowej estetyce, budowana według międzynarodowych standardów przez międzynarodowe konsorcja? Czy kresem epoki transformacji jest ostateczne wyleczenie polskiego kompleksu technicznego i estetycznego zapóźnienia (względem Europy, świata, Zachodu) i roztopienie się w globalności?


[48.] K. Lenartowicz, Pod świetlikiem, „Architektura & Biznes” 1992, nr 2, s. 8.
[49.] Rocznik statystyczny 2001, Warszawa 2001, s. 438.
[50.] Rocznik statystyczny 1985, Warszawa 1985, s. 542.
[51.] [E. Przestaszewska‑Porębska], Wystarczy dobrze się przyjrzeć. Na marginesie rozmowy z Krzysztofem Domaradzkim i Olgierdem Dziekońskim, „Architektura” 1983, nr 4, s. 26.
[52.] [K. Domaradzki, O. Dziekoński], Miasto‑ogród Utrata. Założenia, „Architektura” 1983, nr 4, s. 28–29.
[53.] Federacja małych miast Miękowo‑Owińska w Poznaniu, „Architektura” 1984, nr 2, s. 25.
[54.] M. Zaremba, Skąd ta nostalgia za dekadą Edwarda Gierka?, http://www.polityka.pl/ historia/1534295,2,skad‑ta‑nostalgia‑za‑dekada‑edwarda‑gierka. read#ixzz2TvR1ltLQ, 8 stycznia 2013 (dostęp: 2 września 2016).
[55.] Sz. Pifczyk, Wielka budowa, czyli hierarchia potrzeb, http://www.architektura7dnia.pl/ article/wielka‑budowa, 7 grudnia 2015 (dostęp: 1 września 2016).