Organiczność

4 [55] 2016

15 | 04 | 2017

Architektura zwierzęcia-maszyny (II)

W interpretacji willi Stein  zarysowano podstawowy model maszynowy, przyświecający zarazem funkcjonowaniu samochodu Le Corbusiera, domu, jak i jego mieszkańców. Wyjaśniono następnie, że tego rodzaju model maszynowy łączy w jednym paradygmacie, mianowicie w paradygmacie ma  ­ szyny, porządek geometryczny i życiowy: architektoniczną składnię i żywy organizm. Jednak willę Stein, tak pisze Rowe, wykoncypowano w opozycji do modelu zwierzęcego Santa Maria Novella: wydawałoby się zatem, że „świata jako maszyny” i „świata jako zwierzęcia” nie można łączyć w myśleniu. To się staje  możliwe dopiero dzięki maszynom‑zwierzętom Theo Jansena. Ale co właściwie tworzy jedność maszyny i zwierzęcia? Już pisaliśmy, że samobieżne stworzenia potrafią samodzielnie syntetyzować energię wprawiającą je w ruch. Mają zatem organiczny metabolizm połączony, jak widzieliśmy, z niezaprzeczalnymi własnościami homeostatycznymi. Ale jak to wszystko jest analitycznie możliwe? Ktoś powie, że jest to funkcja ich struktury, albo lepiej – własności kinetycznych ich mechanicznej architektury. Innymi słowy: życie maszyn ‑zwierząt jest produktem inżynierskim. (Theo Jansen, nie przypadkiem, jest artystą inżynierem, posiada zarówno ars, jak i ingenium: stanowi koronny przykład technites, postaci nigdy do końca niedającej się sprowadzić do tej bardziej tradycyjnej, ale niekoniecznie bardziej twórczej poietes). Model maszyny do mieszkania realizuje maszynowe zjednoczenie pojazdu, budynku i jednostki, nie potrafi przy tym nigdy do końca znieść linii demarkacyjnej, która dzieli model od architektonicznego zwierzęcia Leona Battisty Albertiego. Maszyny ­zwierzęta Theo Jansena znoszą nawet tę ostatnią barierę: choć zachowują strukturę architektoniczną maszyny, realizują ją w formie zwierzęcej: maszynozwierz (lub zwierzomaszyna) zbudowany dzięki pracy inżyniera. Inżynieria zwierzomaszyny jest fundamentalną praktyką, która – architektonicznie stosowana – realizuje definitywne zjednoczenie porządku geometrycznego i życiowego, składni architektonicznej i żywego organizmu. Rozważając praktykę w tych kategoriach, czyli jako inżynierię, możemy jeszcze raz przywołać słowa Arystotelesa, który w Etyce eudemejskiej twierdzi: he gar praxis kinesis6. Inżynieria bowiem jest praktyką wprawiającą w ruch – czyli wyposażającą w metabolizm organiczny – wszelki możliwy materiał kosmiczny. Przetwarza struktury plastyczne w formy życia. Wracając do Heideggera, możemy także powiedzieć, że inżynieria jest tą podstawową odmianą praktyki, dla której każde materialne podłoże może zostać uruchomione tak, by stało się ono światotwórcze. Po latach intelektualnego ostracyzmu – „jesteśmy architektami, nie inżynierami!” – inżynieria bierze odwet, przygotowując grunt pod technologiczne pokonanie progu między naturą a kulturą. Pokonanie to nie odbywa się na zasadach tanatopolitycznych, czyli na mocy genetycznej modyfikacji istoty żywej, lecz na zasadach mechanicznych, czyli poprzez zdolność, właśnie inżynierską, autonomicznego tworzenia samowystarczalnego metabolizmu, zdolnego do syntezy energii kinetycznej, czyli architektonicznie wywołującej – potencjalnie na dowolnym podłożu – ową Kinesis tou biou, ruch życia, o którym pisze Arystoteles. Pochwała inżynierii jako dyscypliny cyberarystotelicznej. Sam Jansen, w Defining Innovation, reklamie dla BMW South Africa, jednoznacznie jednak wyjaśnił: „granice między sztuką a inżynierią istnieją tylko w naszych umysłach”. Nie dodał niestety, że maszyny produkowane przez grupę BMW są dużo bardziej podobne do voisin C7 lumineuse Le Corbusiera niżeli do jego Strandbeesten (nie muszę chyba wspominać, że jestem zwolennikiem Tesla Motors). Ma absolutną rację Reyner Banham, kiedy w swojej Rewolucji w architekturze pisze: „Architekci boją się maszyn. Boją się od czasu, kiedy inżynieria wymknęła się z ostatnich stron książek Witruwiusza i usamodzielniła się”7. Niewiele dalej, przy otwartym nawiązaniu do Le Corbusiera i w ogóle do przedstawicieli modernistycznego ruchu, dodaje: „Estetyka maszyny pionierów modernistycznego ruchu była zatem wybiórcza i klasycyzująca, wynikała z reakcji na ekscesy secesji; nie była ani trochę akceptacją maszyn samych w sobie albo ich użyteczności”8. Otóż zwierzęco-maszynowa inżynieria Theo Jansena przywraca architekturę swojej pierwotnej witruwiańskiej postawie, choć nie chodzi o to, by akceptować maszynę „taką, jaką jest”. Ona bowiem jest zawsze czymś dużo więcej, niż się wydaje: jest maszynozwierzem, organizmem metabolicznym, strukturą architektoniczną zdolną do wywołania ruchu  życia.

Małe uzupełnienie: zwierzęta są nie tylko inżynierskim wytworem, lecz także same są inżynierami. Tytuł książki Marca Denny’ego i Alana McFadzeana, który  odczytałem jako dopełniacz wskazujący na przedmiot – Inżynieria zwierząt – ma także znaczenie podmiotowe, jak jasno wynika z oryginału Engineering Animals9, w którym mowa o zwierzętach inżynierach. Architekturze zwierząt poświęcono dokładne analizy, których nie sposób przedstawiać tu szczegółowo10. Pozostaje jednak w mocy perspektywa teoretyczna Karla von Frischa, który w swojej książce na ten temat pisze: „Człowiek nabożnie podziwia katedry, świątynie, piramidy i inne wielkowiekowe obiekty architektoniczne. Ziemia zna także innych architektów, czynnych od wielu milionów lat, których dzieło nie jest zasługą pomysłowości wybranych geniuszów, lecz wynikiem nieświadomej, ciągłej siły praw życiowych. Bez narzędzi i bez żadnej zauważalnej formy aktywnej interwencji polipy koralowe ciepłych mórz wzniosły swoje mocne wapienne konstrukcje, czasem wysokie jak góry”11. Na tej samej linii sytuują się obserwacje Jamesa i Carol Grant Gould: „Inżynieryjna brawura, jaką wykazują się bobry, kiedy budują tamy, rywalizuje ze skomplikowanymi obliczeniami potrzebnymi do budowania piramid lub Kanału Panamskiego”12.


[6.] Arystoteles, Etyka eudemejska, 1222 b 29–30. http://katedra.uksw.edu.pl/biblioteka/arystoteles_etyka_eudemejska.pdf (dostęp: 20 października 2016).
[7.] R. Banham, Archiettura della Seconda Età della Macchina. Scritti 1955–1988, a cura di M. Biraghi, Milano: Electa, 2004, s. 18.
[8.] Tamże.
[9.] M. Denny, A. McFadzean, Engineering Animals. How Life Works, Cambridge Massachussets: Harvard University Press, 2011.
[10.] Najbardziej wyczerpująca praca to prawdopodobnie: J.L. Gould, C.G. Gould, Animal Archi‑ tects. Building and the Evolution of Intelligence, New York: Basic Books, 2007, włoski przekład C. Serra, L’architettura degli animali. Nidi, tane, alveari, Milano: Raffaello Cortina, 2008.
[11.] K. von Frisch, Tiere als Baumeister, Frankfurt am Main: Ullstein, 1974; włoski przekład G.P. Panini, L’architettura degli animali, Milano: Mondadori, 1975, s. 9.
[12.] J.L. Gould, C.G. Gould, Animal Architects…, dz. cyt., s. ix.