Fot. Tomasz03/Wikimedia Commons CC BY‑SA 3.0 Fot. Odder/Wikimedia Commons CC BY‑SA 2.5 Fot. F. Springer

Transformacja

3 [54] 2016

30 | 01 | 2017

Architektura wyparta (I)

SPORT I PIELĘGNACJA

Tradycjonalizm i ekstrawagancja niektórych budynków hotelowych znalazła swój ślad także w architekturze sportowej. Do wiosny 2007 roku, kiedy Polsce i Ukrainie przyznano organizację Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012, architektura sportowa była kojarzona przede wszystkim z socrealistycznymi lub socmodernistycznymi ruinami stadionów i hal, które ze względu na swój stan techniczny zazwyczaj szpeciły duże miasta. Wyłomem w tym przeważnie przygnębiającym obrazie, którego symbolem był bazar na koronie Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie, już w latach 90. dosyć szybko stawały się coraz chętniej wznoszone kryte pływalnie. Zespół Piersi w utworze My są już Amerykany nawoływał: „Mów mi Dżony, a nie Heniek”. Per analogiam nowo budowane pływalnie zaczęto nazywać aquaparkami lub parkami wodnymi.

Decyzje o ich powstaniu oraz wielkości były zazwyczaj wprost proporcjonalne do ambicji odrodzonego w Polsce po 1990 roku samorządu terytorialnego. Tam, gdzie gminy korzystały z renty w postaci wielkich i wciąż czynnych zakładów przemysłowych, już w połowie dekady zaczęły powstawać nowe wodne królestwa. Jedno z najstarszych w Polsce wzniesiono w miejscowości Nowiny pod Kielcami, krajowym centrum produkcji cementu. Niedługo później wzniesiono następne w zagłębiu miedziowym w Polkowicach, a także w związanych z największymi polskimi elektrowniami Bełchatowie i Kozienicach. W tym ostatnim obiekcie trenowała przed olimpiadą w Atenach sama Otylia Jędrzejczak. Projekty tych pierwszych parków wodnych to klasyczne przykłady architektury baśniowej, pełniej skośnych dachów, wykuszy, wieżyczek. Budynki, stanowiące bardzo czytelne nawiązanie do postmodernistycznego pastiszu form historycznych, często wyposażano w ekstrawaganckie wielkie przeszklenia, które przy braku odpowiednich technologii szybko stawały się czarnymi dziurami gminnych budżetów, wymagając napraw lub wymian. Równocześnie stanowiły symbol miejskiej dumy oraz sukcesu ambitnych włodarzy skorych do zmieniania oblicza tej ziemi.

Dynamiczny proces powstawania tej architektury wytworzył miejsce dla wielu biur projektowych, które wyspecjalizowały się w kreowaniu nowoczesnych obiektów sportowych. Ich architekci, bezimienni w ogólnopolskiej prasie, pozostawali zdobywcami, a później sułtanami specyficznego segmentu rynku, wygrywając kolejne przetargi i przyjmując następne zlecenia. Podobnie jak gwiazdy europejskiej muzyki dyskotekowej lat 80., które od kilku dekad w każde wakacje niestrudzenie przemierzają Polskę wzdłuż i wszerz, odtwarzając raz jeszcze swoje szlagiery podczas takich imprez jak Dzień Chemika w Puławach lub Dzień Energetyka w Bogatyni, tak przeróżni mało znani, ale przecież nie anonimowi specjaliści od architektury sportowej wznosili w różnych częściach kraju parki wodne, hale sportowe lub stadiony. W wypadku tych ostatnich lata transformacji zapisały się jedną wyjątkową realizacją. Wraz z całkowitą zapaścią, upadkiem i korupcyjną degrengoladą polskiej piłki nożnej w połowie tej dekady na szczyt ligowej tabeli zaczęły się wspinać hojnie dotowane przez zakochany w footballu młody rodzimy biznes kluby z prowincji. Pionierem tego procesu był klub Amica z Wronek, związany z należącą do wielkopolskiego biznesmena Jacka Rutkowskiego znaną fabryką sprzętu AGD. Wraz z awansami do kolejnych, coraz wyższych lig klub z niewielkiego, kojarzonego dotąd głównie z zakładem karnym wielkopolskiego miasteczka został zmuszony do zainwestowania w rozbudowę stadionu z częściowo krytymi trybunami oraz odpowiednim zapleczem, zdolnym do obsługi drużyny walczącej o najwyższe krajowe laury. Podczas gdy najlepsze kluby z Warszawy, Łodzi lub Krakowa korzystały wówczas z obiektów, które lata swojej świetności miały już bardzo dawno za sobą, klub z Wronek mógł trenować i grać na niewielkim, ale wyróżniającym się standardem wyposażenia stadionie. Ozdobą fantazyjnego założenia – łączącym nieduży stadion dla ok. 5000 tysięcy osób z zamkniętym kompleksem sportowym – jest powstały podczas jednej z kolejnych modernizacji reprezentacyjny pawilon w formie olbrzymiego kręconego loda. Niezwykła szklana bryła należy do najdziwniejszych i równocześnie najzabawniejszych, jakie polska architektura kolorowych lat postmodernizmu zdołała wytworzyć. Inną strategię przyjęto w przypadku obiektu, który powstał w związku z sukcesami klubu Dyskobolia Groclin z Grodziska Wielkopolskiego. Należący do Zdzisława Drzymały, producenta wykorzystywanych przez największe europejskie marki foteli samochodowych, klub, podobnie jak Amica wdarł się na szczyt ligowej tabeli. W 2004 roku piłkarze zespołu należącego do biznesmena spokrewnionego ze słynnym Michałem Drzymałą, który na początku XX wieku prostymi pomysłami skutecznie przeciwstawiał się pruskiej administracji, pokonali w Grodzisku Wielkopolskim i wyeliminowali z gry w europejskich pucharach dumę stolicy Niemiec Herthę Berlin. Scenerią tego wyjątkowego wydarzenia był kameralny stadion, którego trybuny przypominały zredukowaną estetycznie wersję przeskalowanego dworu lub stodoły.

Pogoń za tożsamością to, obok dążenia do odmienności i specyficznie rozumianej oryginalności, druga podstawowa cecha estetyki polskiej architektury doby przełomu. W opisach twórczości rodzimych projektantów architektura sportowa bardzo długo pozostawała nieobecna. Dopiero oddany do użytku w 2005 roku stadion piłkarski w Kielcach, pierwszy stosunkowo duży obiekt tego typu, którego projekt wyłoniono w ogólnopolskim konkursie, został uznany za przełom. Jeszcze większym wydarzeniem były wielkie i przeważnie udane obiekty, które powstały w związku z piłkarskimi igrzyskami 2012 roku i ostatecznie przypieczętowały zmianę sposobu postrzegania budynków sportowych. One jednak reprezentowały wznoszony za unijne pieniądze wielki wysiłek inwestycyjny polskiego państwa i polskich samorządów, a wpisując się w oficjalny dyskurs polityczny, wymagały odpowiedniej ogólnopolskiej i zagranicznej prezentacji. Miał być sukces, był sukces, a jeżeli komuś nie spodobał się Stadion Narodowy, a Stadion Miejski im. Henryka Reymana w Krakowie uznał za architektoniczny wybryk projektanta, to trudno. Obiekty z lat 90. lub początku XXI wieku nie były przedmiotem tego typu analiz i nie miały szansy na zaistnienie w zbiorowej świadomości.


Czytaj dalej – Architektura wyparta (II)