Fot. Tomasz03/Wikimedia Commons CC BY‑SA 3.0 Fot. Odder/Wikimedia Commons CC BY‑SA 2.5 Fot. F. Springer

Transformacja

3 [54] 2016

30 | 01 | 2017

Architektura wyparta (I)

OD KOSTKI POLSKIEJ DO TURBODWORKU

Wśród cichych bohaterów głębokich, chociaż niekoniecznie pozytywnych przemian polskiego krajobrazu kulturowego należałoby w pierwszej kolejności wymienić architektów zajmujących się budownictwem jednorodzinnym. Po epoce domów kostek popyt na dwory szybko zaowocował głębokim zwrotem formalnym w polskim budownictwie jednorodzinnym. W wersji najbardziej powszechnej, dwór przeniknął pod strzechy z żelbetowej płyty żerańskiej po roku 1989 pod postacią prezentowaną na łamach coraz popularniejszych katalogów domów typowych.

Zmiany gospodarcze pozwoliły tym najbardziej zaradnym na exodus do nowej utopii: indywidualnego zamieszkania we własnym domu dworze. Transfer ten, często oparty na klasowym i kulturowym fałszu, pokazywał głębokie zachwianie zbiorowej tożsamości. Polskie społeczeństwo odwołało się do najważniejszych i najbardziej rozpowszechnionych mitów – wykreowanych w okresie romantyzmu i ugruntowanych, paradoksalnie, przez PRL, kiedy to walcząc z analfabetyzmem, silnie podpierano się narodowymi narracjami. Dwór, do którego przeprowadzał się Polak, nie wcielał jednak dosłownie w życie architektonicznego opisu z Mickiewiczowskiej Inwokacji. Dwór po 1989 roku stanowił kreację w wersji turbo, wykończoną imitującymi tradycyjne budulce materiałami oraz wyposażoną w garaż (najlepiej podwójny) i antenę satelitarną. Turbodworek kryty był gontem bitumicznym lub blachodachówką, ocieplany styropianem wykończonym tynkiem typu kornik, malowany w kolorze różu pompejańskiego lub jaskrawej zieleni, dekorowany gipsowymi ornamentami naśladującymi barok Ameryki Południowej i odgrodzony od świata płotem z betonowych prefabrykatów lub kutą kratą z motywem liści kasztanowca. Na to wszystko nakładały się kalki wyniesione z telewizji. Sukces amerykańskich tasiemców, takich jak Dynastia lub Dallas wprowadził do polskiej kultury wzór macho‑patriarchy, potrafiącego zadbać o finanse dużej rodziny oraz przywiązanego do tradycji, także w jej architektonicznej odsłonie. Wydawany od pierwszych miesięcy zmiany ustrojowej miesięcznik „Sukces” zdołał przedstawić Polakom lokalne klony Blake’a Carringtona, zanim Telewizja Polska rozpoczęła emisję najbardziej popularnych seriali rodzimej produkcji. Lektura „Sukcesu” z początku lat 90. pokazuje, jak szybko ważnym wzorcem statusowym stał się dwór. Zamieszkali w nim zarówno nowi oligarchowie o polonijnych lub postkomunistycznych korzeniach, jak i bossowie tworzących się w tym czasie zorganizowanych grup przestępczych.

Jak podaje na swojej stronie internetowej krakowski projektant Leszek Kalandyk, właściciel firmy LK & Projekt. Pracownia Architektoniczna, w swojej karierze zrealizował około sześćdziesięciu tysięcy domów i rezydencji w kraju oraz zagranicą. Ten, jak sam siebie prezentuje, wierny fan talentu Jimmy’ego Hendrixa w swojej twórczości zawarł możliwie najszerszą w swojej rozpiętości skalę rozwiązań estetycznych od typowych turbodworków po neomodernistyczne, zazwyczaj bardzo poprawne i eleganckie, propozycje projektów domów jednorodzinnych, które mogą być ozdobą lub cennym uzupełnieniem każdego osiedla w Europie. Skala realizacji tego absolwenta Politechniki Krakowskiej (dyplom w 1980 roku) stawia go w jednym szeregu z takimi tuzami krakowskiej architektury XX wieku, jak główny projektant Nowej Huty Tadeusz Ptaszycki. Profil jego działalności sprawił, że pomimo ogromnego doświadczenia i wpływu na krajobraz architektoniczny nie przebił się on jednak do architektonicznych mediów, pozostając jednym z wielu nieznanych bohaterów architektury czasów transformacji.

Inną postawę wobec dworu i budownictwa jednorodzinnego prezentuje architekt Andrzej Grzybowski, który od lat 80. pozostaje wierny misji przywrócenia polskiemu krajobrazowi tradycyjnego dworu, propagując także klasycystyczne pałace. Podobnie jak wyklęty przez krytyków sztuki i ukochany przez licznych klientów głośny kopista obrazów Jana Matejki i innych dawnych mistrzów Piotr Walerski, którego prac pewnie nigdy nie zobaczymy w najbardziej prestiżowych galeriach, tak też projekty Andrzeja Grzybowskiego pozostają na marginesie dyskursu, traktowane jako ciekawa aberracja lub kuriozum. W zrealizowanej dla Ryszarda Krauzego, niegdyś jednego z najbogatszych Polaków, willi w podwarszawskim Konstancinie Grzybowski nawiązał do architektury czasów stanisławowskich i niemalże odtworzył archetyp polskiej rezydencji ogrodowej w postaci Pałacu na Wodzie w Łazienkach Królewskich. W podobnej tonacji i stylu przygotował on inne projekty. Okres transformacji docenił jego wiarę w dwór i determinację do niesienia tej dobrej nowiny. Jego prace nie zostały jednak uznane za godne miana ikon polskiej architektury.

Współczesne wystawy architektoniczne mówiąc o domu jednorodzinnym, zazwyczaj premiują pogoń za oryginalnością i specyficznie rozumianą nowoczesnością. Szczególnie w ostatniej dekadzie rozdźwięk pomiędzy tym, co uznane przez krytyków, i tym, co cenione przez publiczność, powiększył się, z czasem zyskując także wymiar rozłamu pokoleniowego w ramach rodzącej się w Polsce klasy średniej. Podczas gdy starsi inwestorzy, reprezentujący zazwyczaj pokolenie powojennego boomu demograficznego i mający za sobą doświadczenie wykuwania podstaw gospodarki doby transformacji, preferowali estetykę dworu, młodsi, którzy wchodzili w dorosłość już po roku 2000 chętnie czerpali wzory z wiodących na rynku wydawniczym magazynów. Ten podział nie był już tak bardzo czytelny w innych, bardziej skomplikowanych typach budownictwa, ale jego ślady pozostają jednak wciąż widoczne. Spróbujmy przyjrzeć się przynajmniej niektórym przykładom i związanym z nimi trendom.