Fot. Tomasz03/Wikimedia Commons CC BY‑SA 3.0 Fot. Odder/Wikimedia Commons CC BY‑SA 2.5 Fot. F. Springer

Transformacja

3 [54] 2016

30 | 01 | 2017

Architektura wyparta (II)


MONUMENTALIZM, TRADYCJA, SYMETRIA

Podczas gdy architektura sportowa w Polsce przeszła w XXI wieku jakościową metamorfozę, porzucając świat szklanych zamków i form gastronomicznych, w zupełnie innym kierunku poszła architektura sakralna. W latach 80. Kościół był instytucjonalnym inicjatorem powstawania najciekawszych i najbardziej ambitnych projektów, jakie wznoszono w tym czasie w Polsce. Po przełomie politycznym 1989 roku i symbolicznym triumfie nad propagującą ateizm partią, podejście kleru do nowych inwestycji sakralnych zaczęło podlegać bardzo wyraźnej zmianie. W chwili, gdy nie było już z kim rywalizować na koncepcje ideowe o duszę Polaków i nie trzeba było się angażować w budowanie intelektualnie spójnych narracji o etyce solidarności, dla których architektoniczną podbudowę stanowiły stawiane wspólnym wysiłkiem parafian nowoczesne świątynie, nareszcie można było dać upust estetycznym namiętnościom.

Najważniejszym przykładem tej zmiany jest bazylika pw. Najświętszej Marii Panny w Licheniu. Budowana od początku lat 90. przez kilkanaście lat, dzięki hojności tłumnie przybywających tam pielgrzymów, w krótkim czasie stała się jednym z ważniejszych polskich sanktuariów. Architektoniczną oprawą tego fenomenu stała się jedna z największych świątyń katolickich na świecie, monumentalna bazylika, która świadomie, chociaż nieudolnie, nawiązuje do czasów baroku i klasycyzmu. Jej autorka, Barbara Bielecka, wbrew własnym intencjom pokazała, jak silnym kulturotwórczym zjawiskiem był w Polsce socrealizm. Podczas gdy modernistyczne świątynie wznoszone w okresie opresji często pozostawały formalnie obce i nieczytelne dla wiernych, Licheń, ze swoim specyficznym, zbudowanym z nieskończonej ilości ozdób horror vacui, idealnie trafił w potrzeby estetyczne polskiej religijności, która, jak przedstawiał to kardynał Stefan Wyszyński, wymagać ma podobno decorum. Wielka kolumnada, arkadowo zamykane okna i złota kolorystyka, które charakteryzują architekturę świątyni w Licheniu, stanowią specyficzną mieszankę lekcji Pałacu Kultury i Nauki oraz watykańskiej bazyliki św. Piotra. Licheń to nie tylko jednostkowa, zaskakująca kreacja, ale również metafora architektonicznych ambicji wielu polskich proboszczów, którzy po 1989 roku wznosili w różnych częściach kraju nowe świątynie. Trzeba też pamiętać, że monumentalizm, tradycjonalizm lub po prostu symetria, stały się w latach 90. naturalnym punktem odniesienia dla Polaków wyposzczonych estetycznie przez życie w wielkich zespołach modernistycznych blokowisk.

BIURA SZKLANYCH DRZWI

Jeszcze jedną przestrzenią zaspokajania tego architektonicznego głodu już w pierwszych latach po przełomie stała się także architektura biurowa i handlowa. Dynamika jej powstawania oraz rodzaj wykorzystywanych wzorów sprawiły, że w tym segmencie również długo trudno było odnaleźć realizacje spełniające wyśrubowane normy architektonicznej ikony polskiej wolności. W przypadku biurowców jakościowym przełomem był oddany do użytku w 1998 roku warszawski Nautilus projektu pracowni APA Kuryłowicz. Chociaż nie został włączony do przywołanej wcześniej wystawy, stanowił wyraźną zmianę w podejściu do detalu oraz oryginalności budowanej formy. Warszawa oraz inne miasta już wcześniej stały się przestrzenią inwestycji w budynki biurowe. Podobnie jak w wypadku domów jednorodzinnych i parków wodnych była to szansa dla pracowni na zaistnienie i specjalizację. Nieodłącznym elementem każdego polskiego biurowca już na początku lat 90. było szkło refleksyjne. Klasycznym przykładem wczesnego sięgnięcia po ten materiał jest wzniesiony w 1992 roku według projektu Romulada Weldera i Mirosława Karpowicza biurowiec Curtis Plaza, perła w koronie imperium polonijnego biznesmena Zbigniewa Niemczyckiego, od lat okupującego listy najbogatszych Polaków. Chociaż nie był to duży ani tym bardziej wyszukany architektonicznie budynek, to jednak jako jeden z pierwszych wysoko standardowych biurowców w mieście, szybko stał się punktem odniesienia dla kolejnych obiektów tego typu. Tym bardziej, że był też jedną z pierwszych inwestycji biurowych, które powstały w pobliżu ulicy Domaniewskiej na warszawskim Mokotowie. To tutaj w kolejnych latach rozrosło się wielkie centrum biurowe, które ze względu na niską jakość oferowanej przestrzeni i usług publicznych zaczęto prześmiewczo nazywać Mordorem.

Zanim pod koniec pierwszej dekady polskiej wolności jakość architektury powstających tutaj budynków zaczęła się podnosić, zdołano tam już wznieść kilka budynków podążających ścieżką wytyczoną przez projektantów Curtis Plazy. Biografie autorów tych wczesnych realizacji spowija dzisiaj mgła niepamięci, tymczasem w tym gronie odnajdziemy ważnych dla współczesnego wyglądu stolicy architektów. Wielu z nich zaczynało jeszcze przed przełomem politycznym, zakładając pierwsze tzw. autorskie pracownie architektoniczne; wielu miało też za sobą częste wśród polskich projektantów w okresie PRL doświadczenie pracy na Bliskim Wschodzie lub w Afryce. Podpatrzone tam wzory międzynarodowego postmodernizmu przenosili w nowych politycznych warunkach nad Wisłę. Architektem, który nie tylko miał kontakt, ale i reprezentował kulturę Lewantu i zadomowił się w Warszawie niedługo po przełomie politycznym, był turecki projektant Vahap Toy. Nad Wisłą pojawił się po raz pierwszy na początku lat 90. za sprawą przebojowego biznesmena rynku tekstyliów oraz ekscentrycznego menadżera rodzimej piłki nożnej, również pochodzącego z Turcji, Sabri Bekdasa. Ten związany z Polską już od końca lat 70. operator wielkich centrów hurtowego handlu odzieżą spod Warszawy, który, jak głosi oficjalna legenda, dorobił się majątku dzięki sprowadzaniu do Polski i wysyłaniu potem do Związku Radzieckiego tureckiej odzieży, w pewnym momencie zaczął aktywnie inwestować w nieruchomości. Jego pierwszą wielką inwestycją był wzniesiony na Ochocie wieżowiec Reform Plaza (od 2003 roku Millenium Plaza), którego projekt przygotował wspomniany już, przybyły znad Bosforu Vahap Toy.

Warszawa po 1989 roku stała się przestrzenią ogromnych zmian własnościowych. Jej pierwszym etapem były przekształcenia związane z majątkiem państwowych przedsiębiorstw, które z dnia na dzień stawały się właścicielami cennych gruntów i nieruchomości położonych nierzadko w centrum miasta. Często życie tych bytów prawnych po zmianach ustrojowych porzucało dotychczasowy cel swojego istnienia i szybko zaczynało się sprowadzać do zarządzania odziedziczonymi po PRL nieruchomościami lub do stopniowego sprzedawania posiadanych parceli. W wyniku takich operacji nagle w centrum miast mogły rosnąć biurowe wieże i handlowe molochy, a stojące przez lata budynki biurowe lub produkcyjne zaczęto burzyć, by powstały miejsca pod nowe funkcje. Jednym z największych tego typu nowych obiektów jest wspomniana Reform Plaza, która niczym monstrualna zmutowana pieczarka wyrosła pewnego dnia pomiędzy kilkoma blokami stojącymi przy Alejach Jerozolimskich.

Historia tego budynku dobitnie pokazuje, że Polska to kraj nieograniczonych możliwości. W państwie posiadającym silny samorząd oraz realnie respektowane przepisy dotyczące planowania przestrzennego taka nieruchomość zapewne nie mogłaby powstać. Tymczasem na niedużej, szczelnie obudowanej działce wzniesiono jeden z najwyższych biurowców Warszawy. Budynek od samego początku zaskakiwał monotonią hektarów jednolitych białych płyt ceramicznych na elewacji oraz monstrualną, przeszkloną półkolistą elewacją od strony wejścia, ponad którą umieszczono symulującą gzyms strukturę górnej kondygnacji. W zdumienie wprowadzały również zaczerpnięte z Baśni tysiąca i jednej nocy wnętrza, wprost jarzące się pozłotą barierek i elementów wykończeniowych wysokiego na sześć kondygnacji lobby.

Reform Plaza to przykład architektury spadochronowej. Budynek, który równie dobrze mógłby zostać zrealizowany w Bangkoku lub Belo Horizonte, powstał w Warszawie. Co ciekawe niemalże bliźniacza konstrukcja wznosi się w Stambule, skąd przybył do Warszawy jej autor. Po zakończeniu prac przy tym projekcie podjął się kolejnego wielkiego zadania. Pod koniec lat 90. Warszawa żyła historią powstania wielkiego centrum rozrywki, które planował wznieść na Bemowie sam król popu, Michael Jackson. Po tym jak odwiedził stolicę Polski w 1996 roku, tak bardzo ją pokochał, że postanowił zaangażować się w projekt biznesowy i zacząć zarabiać w niej pieniądze. Firmował go, między innymi, pochodzący z Francji restaurator Jacque Tourel, groteskowy, ale do czasu efektywnie budujący wokół siebie aurę skutecznego handlowca partner wspomnianych już tureckich biznesmenów. Wizja zaangażowania w projekt samego Jacko miała być kartą przetargową w zdobyciu od władz Warszawy tytułu do zarządzania gruntem o powierzchni 200 hektarów w pobliżu dawnego lotniska na Bemowie. Pomimo coraz bardziej żenujących nacisków i ciągłego grania w mediach kartą raczej nieświadomego powagi sytuacji Jacksona, do transakcji nie doszło. Szum wokół inwestycji postanowił wykorzystać Sabri Bekdas, który podjął negocjacje z gwiazdorem w celu zaangażowania jego nazwiska w projekt budowy parku rozrywki w planowanej już przez niego innej inwestycji, wielkim centrum handlowym, które postanowił zrealizować przy Alejach Jerozolimskich, nieopodal dworca kolejowego Warszawa Zachodnia. Pomysł współpracy z celebrytą ostatecznie nie doczekał się realizacji, ale i tak pomógł w zdobyciu kapitału, który umożliwił uruchomienie projektu. Zgromadzony budżet okazał się zbyt mały i ostatecznie budowa niedługo po rozpoczęciu stanęła w miejscu, a po kilku latach została sprzedana innym inwestorom. Nowi właściciele dokończyli obiekt, którego koncepcję przygotował współpracujący z Bekdasem Vahap Toy.

Otwarte w 2004 roku centrum handlowe Blue City to jeden z największych budynków, jakie kiedykolwiek powstały na polskiej ziemi. Jego powierzchnia użytkowa obejmująca 156 tysięcy metrów kwadratowych jest znacznie większa niż przestrzeń Pałacu Kultury i Nauki. Budynek, podobnie jak Reform Plaza, ma jednolite, wyłożone białą ceramiką elewacje, które przecięto błękitnym szkłem. Nad obejmującą kilka sześciopiętrowych pasaży konstrukcją wznosi się monstrualna szklana kopuła, pod którą zainstalowano jedną z największych w Polsce fontann. Całość, jak w przypadku pierwszej dużej inwestycji duetu Bekdas–Toy, jest przykładem arogancji wobec otoczenia. Architektura w tym przypadku, jak w wielu innych wymienionych wcześniej, stanowi przykład narzędzia globalnego, masowo napływającego do Polski kapitału oraz pokracznie rozumianych kulturotwórczych ambicji inwestora. Trzeba jednak zaznaczyć, że kuriozalna, ale niebanalna forma tego budynku, która mogłyby powstać w dowolnym miejscu na świecie, to jeszcze jedno oblicze polskiej architektury okresu transformacji, być może jej najważniejsza ikona. Prowadzone do 2004 roku prace przy tym budynku stanowiły również egzemplifikację metodologii, która towarzyszyła wielu innym projektom centrów handlowych w Polsce, gdzie ogromna skala łączyła się w jedno z podążającą za dziwacznie rozumianą oryginalnością formy.

Gdzie więc jest prawda o polskiej architekturze okresu burzy i naporu? Aby móc docenić to, co udało się polskim architektom osiągnąć, ważne jest dostrzeżenie ich pracy w obrębie szerszego obrazu, który odsłania tak naprawdę liczne potknięcia, pęknięcia i nieudane próby tworzenia, pełne pretensji do oryginalności form. Chętnie wymazujemy ten obraz sprzed oczu, odwracamy głowę i po prostu ignorujemy rzeczywistość stworzoną przez wizje i marzenia polskiego architekta i inwestora. Trzeba jednak być świadomym, że przed tymi nieudanymi, zdaniem krytyków, projektami nie da się uciec, one są wszędzie, w rzeczywistości stanowią tak naprawdę sól tej ziemi. Jak pisał klasyk: przed gębą ucieczka jest tylko w inną gębę. W tym przypadku gębę ikony. Dyskusja o nowoczesnej i właściwej zdaniem oświeconych formie pozostawia jednak nurtujące pytanie: jak to możliwe, że nagle w centrach polskich miast mogły zacząć wyrastać pieczarkowate nowotwory klonowanych biurowców, przerośniętych galerii handlowych, na przedmieściach miliony turbodworków, a w cieniu gór przeskalowane i zasłaniające ich panoramę hotele lub centra rozrywki. Odnalezienie odpowiedzi nie będzie możliwe bez uświadomienia sobie, że ta brzydsza i niechętnie przywoływana strona polskiej architektury jest tym, co najprędzej udało nam się osiągnąć. Wraz z napływem kapitału, w wyjałowiony i pozbawiony wrażliwości na własną tożsamość krajobraz, wkroczyła i zadomowiła się wielka i dziwna forma. Bez zrozumienia przyczyn jej powstawania dyskusja o ikonach i tym, co rzekomo udane, będzie wtórna i pozbawiona szans na rzeczywisty oddźwięk.