Przestrzeń jako taka

2 [41] 2013

03 | 08 | 2015

BRAKUJĄCE PARAMETRY

To nie przestrzeni czegoś brakuje, to nam, ludziom – jednym z wielu żyjących użytkowników przestrzeni – brakuje w tych szczególnych sytuacjach umiejętności, by określić jej granice, rozmiary i własności. Modelem tego zjawiska niech będzie bajka o płaszczakach, która może posłużyć wyjaśnieniu, na czym polega niedostępny ludzkim zmysłom wszechświat czterowymiarowy. Kwadrat, mieszkaniec tego świata, żyje na płaszczyźnie i pozbawiony jest zdolności poznawania trzeciego wymiaru. Rozróżnia więc kierunki na wprost, w tył, w prawo i w lewo, ale w górę i w dół już nie; wyprawa na wprost przed siebie powinna zaprowadzić go ku plus nieskończoności. Tymczasem jeśli po jakimś czasie podróżowania w przód wróci on do punktu wyjścia, nie pokonując po drodze żadnej krawędzi, wtedy jakiś Einstein-płaszczak-Kwadrat może wywnioskować, że powierzchnia, na której żyje, jest powierzchnią kuli, a więc zakrzywia się w trzecim wymiarze.

Przykład ten ułatwia wyobrażenie sobie czterowymiarowej czasoprzestrzeni, w której trzy wymiary przestrzenne i czas są do siebie nawzajem prostopadłe, co wykazał prawdziwy, trójwymiarowy Albert Einstein i co przeszło do historii pod nazwą szczególnej teorii względności (1905).

Podobnym tropem chcę pójść w odniesieniu do przestrzeni architektonicznej: pozbawić jej jakiegoś parametru i zobaczyć, jak zachowają się pozostałe. Z tym że poza światem bajki nie można tego dokonać dosłownie. Można za to człowieka pozbawić jakiegoś czynnika związanego z orientacją w przestrzeni. Nie będzie to eksperyment dotyczący jakiejś „istoty przestrzeni”, tylko ludzkiego zachowania w niej. Kształty budynków i przestrzenie, które są przez nie określane, należą do świata fizycznego. Skoro jednak służą człowiekowi, to ich rozumienie i używanie jest przefiltrowane przez ludzki umysł i na nim dokonuje się tego (niegroźnego) eksperymentu.

Z kategoriami służącymi do opisu podstawowych zjawisk spotykanych w świecie ludzkość zawsze miała kłopot. Przestrzeń, czas, byt okazywały się nadto złożone do określenia wszystkich ich cech, a zarazem zbyt proste, by wyróżnić ich minimalną liczbę i spełnić wymogi ścisłości naukowej definicji. Czas uznawany za stały, zgoła absolutny, w końcu okazał się względny, a przestrzeń – pozornie niezależna od czasu – z nim powiązana. Co więcej, taka, jakiej doświadczamy, trójwymiarowa, zakrzywia się w czwartym wymiarze, a więc w czasie. Światło w różnych warunkach raz zachowuje się jak fala, a raz jak strumień materii. Jako fala ulega dyfrakcji, załamując się przy przejściu między ośrodkiem rzadszym (np. powietrze) a gęstszym (np. woda). Dlatego kij włożony pod kątem do jeziora wygląda na złamany. Światło ulega też interferencji, gdy poszczególne wiązki nakładają się na siebie, przechodząc przez szczelinę szerokości ułamka milimetra. Ujawniają wtedy miejsca wzajemnego znoszenia się i wzmacniania fal światła, widoczne odpowiednio jako naprzemienne czarne i jasne prążki, przebiegające równolegle do krawędzi szczeliny. Jednocześnie ugięcie wiązki światła przebiegającej w pobliżu wielkiej masy materii, wyliczone przez Einsteina i potwierdzone doświadczalnie podczas zaćmienia słońca 29 maja 1919 roku, jest zachowaniem właściwym materii, czyli realizacją prawa powszechnego ciążenia.

Powyższe elementarne fakty dotyczące czasu i światła wiążą się także z przestrzenią, ponieważ opisane zjawiska właśnie w niej się rozgrywają. Dalsze uwagi o przestrzeni będą pośrednio dotyczyły również czasu i światła. „Naga” przestrzeń zachowuje się bowiem podobnie: różnie w zależności od tego, jakim czynnikom jest poddana. Z tym że doświadczenia, które mają do dyspozycji architekci, nie dotyczą pojęcia czy istoty przestrzeni, ale użytku, jaki zwykliśmy z niej czynić i ewentualnego manewrowania warunkami sprzyjającymi takiemu czy innemu jej wykorzystywaniu, powiązaniu z nią ludzkich odczuć i emocji, wreszcie stosunkowo wąskiego zakresu jej fizycznych rozmiarów.

Architektura, wydzielając pewne części przestrzennego continuum, obudowując te fragmenty ścianami, dzieląc na wnętrza i zewnętrza, a potem perforując przegrody tak, by dało się jednocześnie korzystać z jednego i drugiego, zajmuje się konkretnym kawałkiem przestrzeni, a nie jej pojęciem. Dlatego odniesienie do definicji może być skuteczne, gdy jest ono przedmiotem sugestii, gdy widz i użytkownik przestrzeni skonfrontuje konkretny fragment ściany, podłogi, sufitu lub widoku przez okno z plastycznymi opisami literackimi czy wizjami malarskimi i znajdzie dla nich wspólny klucz interpretacyjny.

Posługiwanie się iluzją przestrzeni, manewrowanie skalą i natężeniem środków ekspresji, oświetleniem i jego kontrastami, zatarcie granic między tym, co dosłowne i sugerowane – wszystko to ujawnia istnienie poszczególnych składowych przestrzeni. Trudno powiedzieć, czym jest przestrzeń, ale gdzie przebiega jej granica, jak jest uformowana, czym wyznaczona – jest już łatwiej. Technologia budowania i pomysły kształtowania przestrzeni końca XX i początku XXI wieku dostarczają twórcom możliwości wcześniej niedostępnych. Dzięki temu siła sugestii, o której była mowa, jest większa. Łatwiej można zastosować w realnej przestrzeni środki ekspresji właściwe sztukom, w których tworzywo nie ogranicza wyobraźni (jak literatura czy malarstwo). Co więcej, siła bezpośredniego oddziaływania realnej materii, doświadczana przy każdym kontakcie z architekturą, może posłużyć do zakwestionowania przestrzennych parametrów, gdy materia ta będzie radykalnie inna niż standardowe tworzywo budynków.

Takim osobliwym tworzywem jest chmura. Nowojorski zespół Diller & Scofidio wykorzystał ją, aby zanurzyć zwiedzających w wodzie, której poświęcony był pawilon Blur – tymczasowa instalacja na jeziorze Neuchâtel w czasie wystawy Swiss Expo w 2002 roku.