30 | 10 | 2015

Architektura dla społecznej zmiany

Od czterech lat co roku przyjeżdżam do Polski z moimi studentami. Zapraszają nas rozmaite instytucje kultury – jak BWA z Zielonej Góry czy Zamek z Cieszyna, prywatni przedsiębiorcy z Ursusa czy wreszcie władze Uniwersytetu Śląskiego. Za każdym razem stawiają przed nami problem, z którym same nie do końca mogą sobie poradzić, zostawiając nam jednak pełną swobodę w poszukiwaniu odpowiedzi. Nie jesteśmy firmą konsultingową, bliżej nam raczej do think tanku. Przychodząc z zewnątrz, wierzymy, że jesteśmy w stanie dodać coś istotnego do dialogu toczącego się w miastach, w których pracujemy.Dialog jest dla nas ważnym słowem – gdy przyjeżdżamy, staramy się rozmawiać ze wszystkimi, którzy mogą nam cokolwiek o danym mieście i miejscu powiedzieć – z władzami i z opozycją, z przedsiębiorcami oraz ze społecznikami. Organizujemy otwarte spotkania, na które zapraszamy mieszkańców – bez żadnych warunków wstępnych. Mamy pełną świadomość, że docieramy do bardzo niewielkiego fragmentu społeczeństwa, dlatego właśnie postrzegamy siebie jako jednego – wcale nie najważniejszego – uczestnika debaty. Wytwarzamy wiedzę, produkujemy idee, wrzucamy je w przestrzeń publiczną, mając nadzieję, że jakiś element z tego, co proponujemy, zostanie wykorzystany.

W Plymouth to się udało – pomysł wykorzystania pustostanów, który cztery lata temu zgłaszali nasi studenci, w zeszłym roku w końcu doczekał się w mieście  instytucjonalnego wsparcia. Wydaje się, że bardzo drobne fragmenty naszych pomysłów wpływają na debatę w Cieszynie, liczymy na pełniejsze wykorzystanie projektów dla Uniwersytetu Śląskiego. Ogólnie jednak nasz wpływ – przynajmniej ten bezpośredni – jest o wiele mniejszy, niż by się nam marzyło. Z punktu widzenia pedagoga jest to zaleta. Nasi studenci uczą się, jak słabym elementem procesu inwestycyjnego – szczególnie w skali miasta – jest architekt. To z jednej strony uczy pokory, z drugiej zaś zachęca do szukania wsparcia poza wąsko definiowaną profesją.

127be23f5de46a46b90218c8ca914326

W tym roku pracowaliśmy w Katowicach, gdzie na zaproszenie Uniwersytetu Śląskiego opracowywaliśmy koncepcje strategii rozwoju dzielnicy akademickiej. To fascynujący projekt, w którego tle tkwi marzenie o uniwersytecie przyjaznym i otwartym na wszystkich mieszkańców.

Choć jesteśmy szkołą architektury, mamy pełną świadomość, że miasto to nie tylko budynki i przestrzeń, miasto to również regulacje, prawo, konwencje, kultura. Miasto to ludzie. Wbrew temu, co pisał Patrik Schumacher[1], uważamy, że służenie ludziom, szczególnie tym, których interesy są w debacie o mieście pomijane, jest naszym – architektów i urbanistów – obowiązkiem.

Wielu, również polskich, architektów zgadza się raczej z Patrikiem Schumacherem. Uważają, że architekci powinni koncentrować swą uwagę tylko na budynkach − bo na inne kwestie nie mają wpływu. Ewentualnie (częściowo) porzucają architekturę, stają się architektami-politykami, by ten wpływ uzyskać. My staramy się lokować gdzieś poza taką dychotomią, próbujemy pokazywać architekturę i urbanistykę jako element polityki, element gospodarki i kultury. Nie staramy się zastępować innych aktorów społecznych, lecz chcemy wchodzić z nimi w sojusze i sieci. Projekt w Katowicach jest więc nie tylko pytaniem o „najlepszeˮ rozwiązanie, ale przede wszystkim pytaniem o sojusze. Wizja uniwersytetu otwartego i przyjaznego nie dla wszystkich jest do zaakceptowania. I nie jest to kwestia możliwości, lecz przyjęcia bardzo określonej (aż chciałoby się napisać – klasowej) perspektywy − jeśli miasto potrafi wydać miliony na stadion czy budynek centrum konferencyjnego, a nie ma pieniędzy na mieszkania komunalne i dopłaty do obiadów dla dzieci, to nie jest to kwestia „techniczna”, lecz czysto polityczna. Nie jest to zresztą problem polski − nasi studenci, pracując nad projektem w Londynie, usłyszeli, że „nie mamy pieniędzy dla istniejących małych zakładów pracy, na lokalne centra społeczne czy mieszkania socjalne, a po chwili, że „musimy w budowę tego osiedla luksusowych mieszkań władować miliony funtów”.

Miasta wciąż posiadają grunty, budynki, infrastrukturę; dysponują pieniędzmi z budżetu oraz możliwością nakładania lokalnych podatków. Mają armię urzędników, mają instytucje kultury. To nie jest wielka filozofia, by odwrócić priorytety i zamiast grać na zewnętrznych inwestorów, skupić się na własnych mieszkańcach i lokalnych użytkownikach miasta. Architekci i urbaniści mają – naszym zdaniem – obowiązek angażowania się w odbudowę tego, co wspólne; ale − jak piszą Michael Hardt i Antonio Negri − to, co wspólne, jest konstruowane przez wspólnotę. A jeśli tak, to nie jest to coś danego raz na zawsze, lecz ciągły proces negocjacji i kreacji, pełen troski i szacunku. I tak widzę swoją rolę jako nauczyciela – kształcenie architektów i urbanistów, dla których te pojęcia mają fundamentalne znaczenie.


[1]     Patrik Schumacher jest partnerem w firmie Zahy Hadid, na swoim profilu na Facebooku opublikował apel „STOP political correctness in architecture” wzywający do porzucenia myślenia o architekturze, która ma zobowiązania społeczne

Krzysztof Nawratekarchitekt, urbanista, teoretyk miasta. Senior Lecturer in Humanities and Architecture Design na Uniwersytecie w Sheffield. Do końca sierpnia 2015 był Associate Professor i dyrektorem studiów magisterskich na Uniwersytecie w Plymouth. Autor kilkunastu artykułów, kilkudziesięciu esejów oraz książek Ideologie w Przestrzeni. Próby demistyfikacji (Kraków 2005), Miasto jako idea polityczna (Kraków 2008, wydanie angielskie 2011), Dziury w Całym. Wstęp do miejskich rewolucji (Warszawa 2012, wydanie angielskie 2012), Architecture and Urbanism of Radical Inclusivity (książka pod moją redakcją, Barcelona 2015). Pod koniec roku 2015 ukaże się Re-Industrialisation and Progressive Urbanism (książka pod moją redakcją, New York, 2015).



SPIS TREŚCI


CZYTAJ TAKŻE

Dom pogrzebowy w Brnie-Židenicach

Dom pogrzebowy w Brnie został zaprojektowany i wzniesiony w późnych latach 70-tych i wczesnych 80-tych.…


Nakierowani na przyszłość

Z Davidem Crowleyem rozmawiają Dorota Leśniak-Rychlak i Michał Wiśniewski.     Michał Wiśniewski: Czy mógłbyś…


Socmodernistyczna gentryfikacja?

Czy spotkam ludzi, którzy mimo powszechnych wyobrażeń i stereotypów krążących na temat Nowej Huty świadomie…



O ile nie zastrzeżono inaczej, materiały ze strony dostępne na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Małopolskiego Instytutu Kultury

polityka prywatności

do góry