27 | 11 | 2015

Z frontu walki o modernizm | ANKIETA REDAKCYJNA

Moda na modernizm, szczególnie ten powojenny, nie wzięła się w Polsce znikąd. Jej początków szukać należy w oddolnej mobilizacji związanej z próbami obrony najważniejszych ikon modernizmu zagrożonych wyburzeniem między innymi Supersamu, dworca w Katowicach, pawilonu Chemii. Przykłady te dotyczyły nie tylko wyburzeń, ale też niekorzystnych zmian zacierających pierwotny charakter, pozbywania się dekoracji plastycznych. Co istotne, w protestach uczestniczyli przedstawiciele ruchów miejskich, często studenci i niezwiązani z architekturą jej miłośnicy. Rzadziej słychać było głos pochodzący z profesjonalnego środowiska, a to ono – wydawać by się mogło – powinno reagować jako pierwsze. I to właśnie te osoby zbulwersowane wyburzeniami konkretnych obiektów, ale też niezadowolone z ogólnie niskiego poziomu świadomości wartości socmodernizmu, wykorzystały ówczesne zainteresowanie, zawiązując inicjatywy, których celem były przede wszystkim dokumentacja i edukacja. Od czasu powstania większości z nich modernizmowi udało przebić się do głównego nurtu. Powstało wiele publikacji, a tematem zainteresowała się prasa. Po kilku latach widać jednak powolny spadek zainteresowania i zaangażowania, a strategia skupiania się na wartościach estetycznych wyczerpuje się. Znamienne jest odrzucenie przez większość inicjatyw jakiejkolwiek woli rozmowy o polityczności architektury (i architektów). Część z nich chce mówić o wartościach społecznych socmodernizmu, pomijając jednak przyczyny podejmowanych wówczas decyzji. Wiąże się to głównie z chęcią zerwania z wizerunkiem niechcianego dziedzictwa komunizmu. Aby jednak w dalszym ciągu możliwe było angażowanie odbiorców w ochronę tej architektury, potrzebne jest rozszerzenie dyskusji poza estetykę; uświadomienie, z czego wygląd tej architektury wynika, jakie ma podłoże ideologiczne; jakie wiązały się z nią ograniczenia; ale też co udało się wówczas osiągnąć, co w dzisiejszym systemie nie byłoby możliwe. Ma to swoje odniesienie nie tylko do polskich, ale też zachodnich przykładów. Bardziej konkretna, także polityczna dyskusja toczy się w przypadku inicjatyw dotyczących konkretnych budynków (Brutal z Katowic, Hotel Cracovia Pany). Część z inicjatyw przechodzi w tym momencie przez proces wewnętrznej transformacji, co tylko potwierdza potrzebę zmiany w podejściu do tematu, którym się zajmują. Warto, aby wraz z nadejściem mody na postmodernizm (której początki już obserwujemy), nie utracić zainteresowania architekturą powstałą przed 1989 rokiem.


Przedstawiciele organizacji i inicjatyw związanych z ochroną i promowaniem modernizmu odpowiedzieli na cztery pytania:

  1. Kiedy powstała inicjatywa i dlaczego zajęliście się tym tematem? Jaki był Wasz cel?
  2. Co udało się osiągnąć i w jaki sposób? Jakich narzędzi używaliście i jakiego typu treści publikowaliście. Jak najlepiej zainteresować i zaktywizować ludzi wokół problemów architektury i dziedzictwa?
  3. Czy w swojej pracy podejmowaliście temat związków architektury z polityką i ówczesnym systemem politycznym, jej funkcji społecznej, czy raczej skupialiście się na wartościach historycznych i estetycznych?
  4. Czego nie udało się dokonać? Jakie największe porażki dostrzegacie? Jak widzicie przyszłość inicjatyw związanych z socmodernizmem w Polsce? Co (i jak) trzeba jeszcze zrobić?

DESIGN OF PRL
facebook [kliknij]

Damian Dudek

1. „Design Of PRL” powstał w czerwcu 2011 roku, celem strony jest propagowanie polskich projektów z okresu PRL. Wzornictwem z ubiegłego wieku interesowałem się od dziecka, kiedy w poszukiwaniu ciekawostek szperałem w szafach dziadków. Myślę zresztą, że w ten sposób zainteresowanie tematem zaczynało się u wielu młodych ludzi – znaleziona stara puszka po kawie, ślad zamalowanego muralu na kamienicy, neon nad sklepem mięsnym. Wszystko to kompletnie niedzisiejsze, niespotykane i zazwyczaj piękne. Te obserwacje działały na wyobraźnię.

2. Na stronie prezentuję własne fotografie przedmiotów i projekty, opatrzone datą i informacjami o wykonawcy lub producencie oraz autorach projektu – o ile możliwe jest dotarcie do tych danych. Poza zdjęciami publikuję materiały archiwalne odnalezione w katalogach, broszurach i ulotkach, a także odtworzone wektorowo znaki graficzne polskich przedsiębiorstw. Cieszą mnie komentarze, dyskusje i konstruktywna krytyka wywołana publikacjami. Szczególnie gdy dzięki nim udaje się ustalić nieznanego dotąd autora prezentowanego dzieła. Niekiedy zgłaszają się sami autorzy i członkowie ich rodzin, którzy byli świadkami powstawania projektów. To zaangażowanie odbiorców potwierdza, że warto prowadzić badania i propagować wiedzę o polskim wzornictwie.

3. Przez pewien czas na stronie widniała informacja o tym, że PRL przedstawiamy z perspektywy przedmiotu i projektu. System polityczny interesuje mnie w tym wypadku najmniej. Nie przeczę, że miał ogromy wpływ na to, co się produkowało i jak się produkowało, ale głównym przedmiotem zainteresowania są ogólnie pojęte „rzeczy” – przedmioty codziennego użytku, projekty graficzne i ich wartość estetyczna i historyczna.

4. Jedną z największych porażek dostrzegam na polu architektury. Za późno odkrywamy piękno PRL-owskiego modernizmu, reprezentującego niekiedy poziom światowy. Wiele pereł obróciło się w gruz, bezpowrotnie znikając z krajobrazów polskich miast. Wiele z tych budynków wyglądało źle przed rozbiórką – pokaleczone dobudówkami-nowotworami, nieprzemyślaną stolarką i upstrzone agresywnymi szyldami reklamowymi – straszyły, wręcz zachęcając do wyburzenia. Mało kto dostrzegał to ukryte wówczas piękno oryginalnych założeń. Oczywiście wiele projektów nie przetrwało próby czasu, zmieniały się funkcje i potrzeby, a budynki nie odpowiadały nowym wymaganiom. Nadchodzącemu opamiętaniu sprzyja moda na stylistykę lat 60. i 70. Wielki powrót odnotowują neony, znowu docenia się budowany przez nie nocny, miejski klimat.Osobną kwestią są termoizolacje polskich blokowisk, o których powiedziano i napisano dostatecznie dużo. Nadzieję dają pojawiające się projekty uwzględniające zasady z dziedziny psychofizjologii widzenia. Tak stało się w Kołobrzegu. Na przełomie lat 70. i 80. teren starówki zamknięto dwoma ogromnymi dziesięcioklatkowcami, niszcząc średniowieczny układ ulic. Dziś trudno te zmiany cofnąć, ale postanowiono przeprowadzić przemyślaną termoizolację. Odpowiednie połączenie bieli i szarości o różnej głębi z kolorowymi akcentami sprawia, że postrzeganie budynków jest korzystniejsze.


POWOJENNY MODERNIZM
facebook [kliknij]
Stefan Bieńkowski, Ania Łyszcz

267187_529636700386137_1340407641_o
1. Nasza inicjatywa zawiązała się w 2012 roku, kiedy to w „ogólnym obiegu” trudno dostępne były informacje dotyczące architektury powojennego modernizmu. Zdaliśmy sobie sprawę, że funkcjonujemy w przestrzeni, o której historii i kontekście prawie nic nie wiemy. Wywodzimy się z Warszawy, na co dzień mijaliśmy wartościowe budynki, które w zbiorowej świadomości nie funkcjonowały jako Architektura. Były szarymi pudełkami, niewartymi uwagi pozostałościami po komunizmie. Jako pokolenie wychowane po roku 1989 patrzyliśmy na nie inaczej. Bazując na fascynacji przedwojennym modernizmem, sztuką nowoczesną i architekturą opartą na idei, postanowiliśmy odzyskać te budynki. Naszym celem było zbieranie informacji, dokumentowanie znikającego dziedzictwa i upowszechnianie wiedzy o nim. Długofalowym celem było działanie systemowe w kwestii ochrony prawnej architektury powojennego modernizmu.

2. W pierwszych latach funkcjonowania zajmowaliśmy się głównie tworzeniem bazy danych. Publikowaliśmy artykuły o konkretnych budynkach, dokumentowaliśmy ich stan obecny, staraliśmy się dotrzeć do informacji archiwalnych, zdjęć, rzutów, przekrojów. Udało nam się opisać ponad sto obiektów. Zorganizowaliśmy wykłady, spacery i festiwal filmowy poświęcony architekturze, a posty o budynkach publikowaliśmy na stronie internetowej i w mediach społecznościowych.

Nasze działanie było jednak nieprofesjonalne, gdy zakładaliśmy fundację, zaczynaliśmy studia. Część z nas wciąż studiuje, co nie pozwala poświęcić się pracy w pełnym wymiarze.

Ludzie, patrząc na architekturę, zwracają uwagę głównie na estetykę. Nie odmawialiśmy powojennemu modernizmowi wartości estetycznej, ale chcieliśmy pokazać, że za tymi budynkami stoi idea. Że ich forma, rozwiązania urbanistyczne i funkcjonalne wynikają z chęci ułatwienia życia mieszkańcom, zaspokojenia wcześniej nieuwzględnianych potrzeb, z woli polepszania świata.

3. Staraliśmy się nie podejmować tematów związanych z polityką. W przypadku architektury powojennego modernizmu jest to temat bardzo drażliwy i zazwyczaj wywołujący emocje, a nie oparty na merytorycznej rozmowie. Woleliśmy odzyskiwać tę architekturę przez pokazywanie jej bezsprzecznych wartości albo przez mówienie o założeniach, których ze względu na wiele czynników zewnętrznych nie udało się zrealizować.

4. Niestety nie udało nam się podjąć kroków związanych z prawną ochroną budynków, co wynika z niewystarczającej wiedzy pozwalającej na działania w tym obszarze.

Socmodernizm jest oddolnie zauważany. Oprócz inicjatyw, które zajmują się opisywaniem i dokumentacją, widać też organizacje działające z przestrzenią od strony praktycznej. Lokalne projekty uwzględniają charakter tej architektury, starają się ją zrozumieć i stworzyć współczesne rozwiązania, które przystosują założenia sprzed parudziesięciu lat do współczesnych potrzeb i oczekiwań mieszkańców.

Najbardziej potrzebna jest jednak edukacja, uświadamianie zarówno ludziom dorosłym, jak i dzieciom wartości dziedzictwa, historii i kontekstu jego powstawania. Dopiero dzięki takiej wiedzy możliwe będą rzeczywiste zrozumienie i rozmowa o spuściźnie tej epoki. Dopiero na podstawie rzetelnych danych i wiedzy można budować opinie – nie twierdzimy, że muszą być one pochlebne.


RATUJEMY MOZAIKI
facebook [kliknij]

Karolina Andrzejewska-Batko

Okładzina ceramiczna w dawnym Kinie Kijów proj. Krystyny Zgud–Strachockiej. Ceramika została odremontowana w 2014 roku w ramach akcji Ratujemy Mozaiki.

Okładzina ceramiczna w dawnym Kinie Kijów proj. Krystyny Zgud–Strachockiej. Ceramika została odremontowana w 2014 roku w ramach akcji Ratujemy Mozaiki.

 

 

1. „Ratujemy Mozaiki” jest akcją społeczną zainicjowaną w roku 2012 przez Ceramikę Paradyż i Fundację Architektury. Naszym celem jest zapobieganie degradacji i dewastacji mozaik, zainteresowanie społeczeństwa zagadnieniami kształtowania przestrzeni publicznej, aktywizacja na rzecz poprawy jakości estetyki miasta oraz ochrona dziedzictwa architektonicznego i plastycznego.

2. Jednym z naszych priorytetów jest prowadzenie działań konserwatorskich – w roku 2014 odnowiliśmy dekorację ceramiczną Krystyny Zgud-Strachockiej w krakowskim kinie „Kijów”. Prowadzimy także wiele innych projektów o charakterze artystycznym, edukacyjnym i popularyzatorskim – realizujemy wystawy, organizujemy spacery śladami mozaik, prowadzimy wykłady, współpracujemy z artystami – zarówno twórcami mozaik, jak na przykład Wandą Rodowicz, jak i ze współczesnymi fotografami, na przykład Szymonem Rogińskim czy Michałem Radwańskim. Stworzyliśmy portal internetowy z „Mozaikową Mapą Polski”, którego celem jest zbudowanie bazy polskich mozaik. Angażujemy w ten projekt użytkowników, którzy przesyłają nam zdjęcia mozaik z opisami, publikowane później na stronie. Wspieramy także różnego typu inicjatywy związane z tematyką dekoracji plastycznych w architekturze – między innymi wystawy i publikacje. W ramach Festiwalu TORMIAR w Toruniu w 2014 roku odtworzyliśmy mozaikę Franciszka Michałka, obecnie wspieramy wydawnictwo Muzeum Narodowego w Krakowie zatytułowane Kolor i Blask. Mozaika i ceramika architektoniczna w Krakowie i Małopolsce po 1945 roku.
Zainteresowanie mozaikami i szerzej – plastyką w architekturze jest coraz większe, lecz niestety to wciąż za mało. Wartościowe budynki z czasów PRL-u, w których znajdują się cenne dekoracje plastyczne, znikają na naszych oczach, ponieważ nie są objęte ochroną konserwatorską i przez wielu wciąż są uważane za niechciane dziedzictwo.

3. Mówiąc o architekturze i powiązanych z nią dekoracjach plastycznych, trudno nie podejmować wątków związanych z polityką, ale staramy się skupiać głównie na wartościach historycznych i artystycznych poszczególnych realizacji. Należy pamiętać, że autorami wielu mozaik byli wybitni artyści – Hanna i Gabriel Rechowiczowie, Helena i Lech Grześkiewiczowie, Krzysztof Henisz, Roman Artymowski.

4. Najbardziej boli nas to, że nie wszystko, co cenne, możemy uratować. Na naszych oczach znikają budynki, a wraz z nimi dekoracje plastyczne. Kilka miesięcy temu na warszawskim Żoliborzu nowy najemca miejskiego lokalu w Domu Handlowym „Merkury” podczas remontu skuł wspaniałe płyty ceramiczne Krzysztofa i Juliana Heniszów. Niestety takie przykłady można mnożyć. W naszej codziennej pracy spotykamy się z licznymi przeszkodami stojącymi na drodze do przeprowadzenia konserwacji mozaiki – najczęściej dotyczy to nieuregulowanych kwestii prawnych, ale czasem też wiąże się z niechęcią mieszkańców czy właścicieli budynków do ratowania niszczejącego dziedzictwa kulturowego. Architektura RPL-u i często nieodłącznie z nią związana plastyka kojarzą się głównie z ustrojem komunistycznym. Staramy się to zmienić poprzez działania edukacyjne, zwracanie uwagi na wartości artystyczne i historyczne dzieł. Przed nami jest jeszcze bardzo dużo pracy, ale głęboko wierzymy, że w pewnym momencie mozaiki przestaną znikać wraz z budynkami czy chować się za grubą warstwą styropianu i staną się częścią polskiego dziedzictwa artystycznego, z którego będziemy dumni.


MODERNIZM W LUBLINIE
facebook [kliknij]
Marcin Semeniuk

 

1.Pomysł na projekt poświęcony architekturze modernistycznej w Lublinie zrodził się w roku 2013 podczas moich studiów architektonicznych. W wielu polskich miastach rozpoczynała się wówczas dyskusja na temat dziedzictwa architektury współczesnej. Powodem tych debat było realne zagrożenie zniszczeniem bądź zaistniała już dewastacja wartościowych budynków. Poza dobrze znanymi przykładami istniało wiele innych, często mniej spektakularnych bądź zapomnianych obiektów, które także ucierpiały na skutek nieodpowiednio przeprowadzanych remontów. Nie wywoływało to jednak poruszenia mediów oraz znawców architektury. Moją intencją jest opisywanie i dokumentowanie architektury modernistycznej oraz dzielenie się wiedzą z zakresu teorii i historii architektury. Mam nadzieję, że przyczyni się to do popularyzacji modernizmu oraz docenienia wartościowych jego przykładów, nim zostaną zburzone lub przebudowane.

2.Strona pierwotnie była platformą dokumentacji i badania lubelskiej architektury modernistycznej oraz popularyzacji wiedzy o niej. Rozszerzenie działalności zostało wymuszone pojawieniem się zagrożenia wyburzeniem kolejnych cennych obiektów modernistycznych, które nie były chronione odpowiednimi zapisami miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Zwrócenie uwagi na potrzebę ochrony architektury modernistycznej daje możliwość zgłaszania uwag do projektów planów w trakcie procesu planistycznego. Szczególnie duże zainteresowanie udało się wywołać w sprawie dworca autobusowego projektu Wiesława Żochowskiego. We współpracy z grupą młodych architektów i plastyków przygotowaliśmy wniosek, który opublikowaliśmy w sieci. Podpisała się pod nim liczna grupa mieszkańców miasta. Duże zainteresowanie wzbudziły przygotowane przez nas analiza niekorzystnych zapisów planu odnośnie do relacji widokowych oraz propozycje adaptacji budynku i wizualizacja pokazująca budynek po jego konserwacji i przywróceniu dawnej świetności. Lublinianie mogli się dzięki temu przekonać o walorach architektury stacji. We współpracy z kierownictwem dworca autobusowego zorganizowaliśmy umycie mozaiki we wnętrzu obiektu. Fakt, że wewnątrz dworca znajduje się tego typu dekoracja, dla wielu osób był zaskoczeniem.

Ważnym etapem działań była organizacja spaceru szlakiem powojennej architektury lubelskiego śródmieścia. Na trasie spaceru nie zabrakło budynków, w sprawie których zachęcaliśmy do składania uwag do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

Wynikiem naszych działań jest oswojenie mieszkańców Lublina z architekturą modernistyczną oraz wyczulenie ich na jej wartości. W przyszłości planujemy zorganizowanie warsztatów na temat ochrony modernizmu dla studentów architektury. Chcemy uwrażliwić przyszłych architektów na problemy związane z adaptacją obiektów modernistycznych.

3. Architektura powojennego modernizmu w Polsce jest obarczona piętnem czasów, w jakich powstała. W powszechnej opinii występuje jako nieodłączny element rzeczywistości systemu komunistycznego, co często zamyka dyskusję na temat jej wartości. Dlatego często podkreślałem, iż modernizm zadomowił się w krajach całego świata, zarówno w bloku wschodnim, jak i na Zachodzie. Dlatego też uważam, że używanie przedrostka „soc” jest nieuzasadnione. Również w kontekście sztucznego podziału na architekturę przed- i powojenną. W przypadku lubelskiej architektury lat 50. i 60. zauważalny jest silny prąd kontynuacji awangardowej estetyki modernizmu międzywojnia.

4. Podejście do modernizmu zaczyna się powoli zmieniać na lepsze. Przedwojenna architektura już niemal powszechnie funkcjonuje jako „zabytkowa”. Powojenna wciąż nie jest doceniana i dostatecznie chroniona. Ważne jest prowadzenie odpowiedniej edukacji w zakresie architektury i przestrzeni. Należy wypracowywać i promować dobre praktyki związane z odnawianiem i adaptacją modernizmu.


BRUTAL Z KATOWIC
facebook [kliknij]

Tomasz Malkowski

Protest w obronie Dworca w Katowicach

Protest w obronie Dworca w Katowicach

 

 

1. Brutal z Katowic powstał z mojej inicjatywy 9 sierpnia 2010 roku, kiedy to firma Neinver Polska ogłosiła publicznie, że stan techniczny dworca kolejowego w Katowicach kwalifikuje go do wyburzenia. Wcześniej na łamach katowickiej „Gazety Wyborczej” udowadniałem, że deweloper manipuluje wynikami ekspertyzy technicznej, skoro nawet jej autorzy (eksperci z Politechniki Śląskiej) nie uważali, by dworzec groził katastrofą budowlaną (odpowiednio konserwowany – według ich zapewnień – mógł przetrwać setki lat). Był to ostatni moment, żeby zacząć jawnie walczyć o dworzec, skoro apele i artykuły w prasie zawiodły.

Zająłem się dworcem, bo choć nie mieszkałem wówczas na Śląsku, czułem się zań odpowiedzialny. Byłem po gliwickiej architekturze, miałem za sobą dwa lata pracy w „Gazecie Wyborczej”, na której łamach wielokrotnie pisałem o dworcu, popularyzowałem architekturę powojenną, organizując z galerią Sektor 1 wycieczki po śródmieściu Katowic. Miałem jeden cel: uratować unikatowy obiekt, najlepszy brutalistyczny budynek w Polsce. Dworzec był prawdziwym białym krukiem, awangardowy, odważny i imponujący. Miał jednak pecha – jego właścicielem było PKP, które nawet arcydzieło potrafi przeobrazić w cuchnący, ponury szalet miejski. Z perspektywy czasu uważam, że nasza akcja powstała za późno – powinna ruszyć, jeszcze zanim zapadł „wyrok śmierci”. Ale to już nasza polska specjalność – zaczynamy działać dopiero w stanie zagrożenia.

2. Początkowo akcja „Brutal z Katowic” była profilem na FB. Stworzyłem go, bo mieszkając i pracując wówczas w Krakowie, chciałem być blisko dworca i spróbować stworzyć silny front jego obrony. Przede wszystkim chciałem nadać budynkowi tożsamość, tak by jak największa liczba osób mogła go polubić i stanąć w jego obronie. Od początku prowadziłem profil tak, jakby dworzec był człowiekiem z konkretną biografią, w ten lekki sposób przemycając sporo trudnej wiedzy z zakresu architektury i konstrukcji. Zakładałem najgorszy scenariusz wyburzenia – profil miał być zatem największą internetową bazą wiedzy o dworcu, aby przynajmniej w taki sposób przetrwał.

Akcja szybko wyszła poza internet. Zorganizowałem konkurs na najlepszą koszulkę z hasłem/grafiką w obronie dworca. Potem konkurs fotograficzno-filmowy „Nowy image dla Brutala z Katowic”, zakończony wystawą zdjęć w katowickiej Galerii Architektury. Oczywiście była to głównie zabawa, ale miała poważne przełożenie na rzeczywistość – konkursy zbudowały wokół dworca pozytywne emocje, zachęciły i zaangażowały ludzi do wypowiedzi w jego obronie. Później pewna firma wyprodukowała nawet całą serię wybranych gadżetów związanych z Brutalem, dworcowe kielichy na kubkach, koszulkach i torbach trafiły pod strzechy. Stowarzyszenie Napraw Sobie Miasto włączyło się w akcję, organizując symboliczną sprzedaż kielichów architektom, jeden z nich kupił Bernard Tschumi.

Zorganizowaliśmy też dwie akcje protestacyjne pod dworcem, które miały na celu wymusić na władzach miasta i województwa działania zmierzające do obrony dworca. Wspólnie z katowickim SARP-em apelowaliśmy do wojewódzkiej konserwator zabytków o wpis dworca do rejestru zabytków, przedstawialiśmy analizy wykazujące unikatowość oraz bezsprzeczne wartości artystyczne i inżynierskie hali dworcowej. Słaliśmy też pisma do generalnego konserwatora zabytków, jak również do władz miasta i województwa. W trakcie Śląskich Dni Architektury w październiku 2010 roku obyła się debata publiczna z udziałem inwestora i miasta, wycieczki po dworcu, wystawa i wykłady. Akcja miała silny odzew wśród środowisk profesjonalnych w Polsce i za granicą – list w obronie budynku podpisali profesorowie MIT, gdzie przez lata wykładał Wacław Zalewski, konstruktor dworca.

3. Na początku akcja była skupiona wokół środowisk architektonicznych. Narracja, jaką prowadziliśmy, dotyczyła wartości estetycznych i technicznych. Jednak już podczas pierwszej manifestacji zaczęliśmy wysuwać szersze hasła – bowiem wyburzenie dworca było częścią olbrzymiej inwestycji, na którą ani środowisko architektoniczne, ani opinia publiczna nie miały wpływu. Sześć i pół hektara obszaru śródmieścia PKP potraktowały jak własny folwark. Walczyliśmy o podstawowe demokratyczne zasady kształtowania miasta, dopuszczenie ludzi do współdecydowania o ważnym fragmencie stolicy województwa. Niestety wygrało myślenie czysto biznesowe. Przebudowa dworca (de facto jego wyburzenie) miała zielone światło najwyższych władz państwowych – była wpisane na listę kluczowych projektów Euro 2012, mimo że na Górnym Śląsku nie miał się odbyć żaden mecz. Prywatna inwestycja mogła więc liczyć na przyspieszone procedury, które w jawny sposób ignorowały lokalne głosy sprzeciwu. Z przekazu, który budowaliśmy początkowo: „inwestor chce wyburzyć arcydzieło skali światowej”, przeszliśmy do szerszego hasła: „inwestor chce wyburzyć arcydzieło i przebudować kawał miasta, lekceważąc potrzeby mieszkańców”. Poskutkowało – na pierwszej akcji byli głównie architekci i studenci architektury, na drugiej było już znacznie więcej ludzi, w tym sporo mieszkańców Katowic, a nawet zaprawieni w strajkach związkowcy, którzy pożyczyli nam megafon.

4. Ostatecznie z jednej strony nie udało nam się ocalić dworca, ostatni żelbetowy kielich padł 11 stycznia 2011 roku. Z drugiej strony odnieśliśmy pyrrusowe zwycięstwo, bo pod naporem naszych głosów, inwestor podjął się kosztownej i pracochłonnej odbudowy konstrukcji kielichowej. Pyrrusowe, bo straciliśmy unikat, a niezwykła konstrukcja jest praktycznie w całości schowana za wielką budą centrum handlowego.

Akcja obrony dworca znacznie podniosła świadomość wartości architektury współczesnej wśród mieszkańców Śląska i Zagłębia, tematyka architektoniczna na stałe zagościła na łamach lokalnych mediów. O architekturze się mówi, dyskutuje, nie tylko w aspekcie jej estetyki, ale i oddziaływania społecznego. Budowa każdej galerii handlowej w Katowicach ma teraz pod górkę, a każda zmiana projektu jest odczytywana przez społeczeństwo jako oszustwo (patrz – ostatnie wydarzenia wokół Supersamu w Katowicach).

Największą porażką był brak zaangażowania w naszą akcję osób ze świata polityki. Pukaliśmy do drzwi radnych, czy politycznych oponentów Piotra Uszoka (wieloletniego prezydenta Katowic) – bezskutecznie. Żaden polityk nie wyczuł, że architektura i sprawy miasta to kwestie niezwykle interesujące dla wyborców.

Aby akcje wokół socmodernizmu odnosiły większy sukces, potrzebujemy dwóch rzeczy: silnego społeczeństwa obywatelskiego i odpowiedniej edukacji, która nie tylko przedstawia architekturę w ciekawy i strawny dla laików sposób, ale i uzmysławia mieszkańcom, że losy miasta są w ich rękach.


TU BYŁO, TU STAŁO
facebook [kliknij]
Patrycja Jastrzębska

Supersam w Warszawie

Supersam w Warszawie

 

 

1. Na początku „Tu było, tu stało” funkcjonowało jako projekt Stowarzyszenia Masław, mający na celu zwrócić uwagę na skalę wyburzeń cennej warszawskiej architektury. Projekt miał swoją premierę na festiwalu Warszawa w Budowie 2 w 2010 roku. Wtedy też narodziła się idea stworzenia internetowej mapy takich miejsc, zawierającej materiały archiwalne. Mapa okazała się sukcesem, a w roku2011, idąc za ciosem, założyłam na Facebooku stronę już o szerszej tematyce. Z czasem projekt przekształcił się w większą inicjatywę, do której dołączyły kolejne osoby zainteresowane przemianami w przestrzeni Warszawy i szerzej – wydarzeniami związanymi z przestrzenią miejską, dziedzictwem kulturowym czy wystawami.

2. Jak na pięć lat działalności uważam, że dużo udało się osiągnąć. Nasz profil na Facebooku wkrótce będzie miał 100 tysięcy fanów! Jest tym samym najpopularniejszą stroną społecznościową poświęconą przestrzeni i historii przede wszystkim powojennej Warszawy. Poza działalnością popularyzatorską, prowadzimy także akcje społeczne. Pierwszą, która przyczyniła się do zmiany narracji inwestora w kwestii zabytku, była „Tak, dla powrotu oryginalnej konstrukcji Hali Koszyki”, do której dołączyło 40 tysięcy osób. Drugą były poszukiwania dziewczynki ze zdjęcia wykonanego w 1946 roku. Dziewczynki, która patrzy na morze gruzów zniszczonego Muranowa. Fotografia tak poruszyła ludzi, że tematem zainteresowały się najważniejsze stacje radiowe i telewizyjne.

Priorytetowa pozostaje dla nas także edukacja. Organizujemy debaty o jakości przestrzeni miejskiej i znikającej architekturze, które zawsze przyciągają tłumy. Prowadzimy kierowane do dzieci i dorosłych warsztaty o tematyce architektonicznej i architektoniczno-varsavianistycznej. Wydaliśmy też dwie serie mapy Tu było, tu stało. Znikająca architektura Warszawy po 1989 roku, gromadzące po dwadzieścia interesujących utraconych warszawskich obiektów. Mapy były bezpłatne, tłumaczone także na język angielski i spotkały się z bardzo pozytywnym odzewem. Dzięki dofinansowaniu z budżetu miasta w tym roku wydamy trzecią mapę, tym razem dotyczącą przekształceń w architekturze. Pokażemy zarówno pozytywne zmiany, świetne modernizacje i adaptacje, jak i takie, które przyczyniły się do degradacji przestrzeni lub oryginalnego, ciekawego założenia. Premiera mapy zaplanowana jest na 1 grudnia w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a kilka dni później w „Państwomiasto” odbędzie się towarzysząca jej wydaniu debata.

3. Na początku przede wszystkim skupialiśmy się na wartościach, jakie niosą z sobą same budynki. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nie sposób oddzielić ich kostiumu architektonicznego i założeń projektowych od kwestii politycznych.

4. Najbardziej aktualnym tematem, którym nie udało nam się zainteresować opinię publiczną, jest kwestia przebudowy CDT (Smyka). Wielokrotnie alarmowaliśmy, że planowany remont nie przywróci świetności zabytkowej architektury, lecz wiąże się bezpośrednio z jej niemal całkowitym wyburzeniem, wtedy jednak nam nie uwierzono. Teraz, gdy widać efekty działań dewelopera, podniosła się krytyka, na którą jest już niestety za późno.

Za nieodżałowane przekształcenie uważamy usunięcie dekoracji i kostiumu socrealistycznego z budynku Prudentialu, który zresztą, będąc ciągle symbolem Warszawy przedwojennej i tej z czasów okupacji, popada w coraz większa ruinę w rękach prywatnego inwestora.

Całym sercem wpieramy ruchy, które mają za zadanie zachowanie dziedzictwa socmodernizmu.


Dziękujemy wszystkim za nadesłane odpowiedzi!


Kacper Kępiński – architekt, aktywista miejski, współzałożyciel Krakowskiego Stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto działającego na rzecz zrównoważonego rozwoju Krakowa. Uczestnik i inicjator konsultacji społecznych dotyczących procesów planistycznych, projektowych i dokumentów strategicznych. Współorganizator warsztatów z mieszkańcami i wydarzeń w przestrzeni miejskiej. Członek rady Fundacji Instytut Architektury. Koordynator projektu Krakowskiego Szlaku Modernizmu.



SPIS TREŚCI


CZYTAJ TAKŻE

Odwaga burzenia, odwaga budowania

Coraz powszechniejsza moda na architekturę modernistyczną skłania do zastanowienia się nie tylko nad materialnym dziedzictwem…


Architektura dla społecznej zmiany

Od czterech lat co roku przyjeżdżam do Polski z moimi studentami. Zapraszają nas rozmaite instytucje…


Metro w Warszawie

W trakcie pochodów, które odbywały się w Warszawie na początku lat 50. ubiegłego stulecia, uczestnicy…



O ile nie zastrzeżono inaczej, materiały ze strony dostępne na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Małopolskiego Instytutu Kultury

polityka prywatności

do góry